Dzieje Pani Marii C. - Afera w Grandzie

Gdybym kiedyś chciała napisać powieść kryminalno-sensacyjną z nutką romansidła i aferą w tle, to na pewno główną jej bohaterką byłaby Pani Maria Ciunkiewiczowa. Znacie tą historię?

 "Tajny detektyw" 15/1932 r. (pisownia oryginalna)

"ZA DRZWIAMI POKOJU Nr 29.

W ubiegłą sobotę dokonano w naszem mieście olbrzymej kradzieży. Łupem nieznanego sprawcy padła biżuterja, oraz gotówka lokatorki pokoju Nr. 29 w Grand Hotelu, którą okazała się słynna z urody i burzliwego życia, niejaka p. Marja Ciunkiewiczowa, żona obywatela ziemskiego z Litwy. Nazwisko tej wyjątkowej kobiety wypłynęło na szpalty naszej prasy jeszcze w roku 1924, kiedy to p. Ciunkiewiczowa, po wielu przeżyciach w Rosji, zdołała szczęśliwie przybyć do Warszawy. W stolicy rozpoczęła nadzwyczaj wystawny tryb życia, który zwrócił w końcu na nią uwagę władz policyjnych. Wówczas to wyszło na jaw, iż p. Ciunkiewiczowa zdobyła swój olbrzymi majątek w Sowietach i jako taka popadła w silne podejrzenie, jako pozostająca w kontakcie z bolszewickim wywiadem.


W łaskach białego i czerwonego cara.

Na długo przed wojną wypłynęła na powierzchnię życia towarzyskiego Warszawy piękna kobieta, która poślubiwszy niejakiego p. Charłupskiego, właściciela tamtejszego tatersalu, wiodła beztroski żywot. W kilka lat po ślubie umiera Charłupski, a żona jego, która jeszcze za życia męża poznała bogatego właściciela dóbr z Litwy Ciunkiewicza, obecnie owdowiała, wychodzi za tego drugiego powtórnie za mąż i przenosi się na stały pobyt w okolice Landwarowa, na spokojną wieś litewską.

Landwarów - w tle pałac  hr. Tyszkiewicza
Najbliższem sąsiedztwem pięknej pani Ciunkiewiczowej jest majątek Jakimiszki, własność rodziny Zakrzewskich. Pomiędzy temi dworami zawiązuje się żywa nić sympatii; obie panie domu stają się przyjaciółkami, a przyjaźń ta, jak się Czytelnicy przekonają z dalszego ciągu reportażu, ciągnę się przez wszystkie lata następne, aż po dzień dzisiejszy.
Wielki, życiowy temperament pięknej panny Marjanny, częste jej wyjazdy do Petersburga i innych wielkich środowisk rosyjskiej przedwojennej arystokracji i plutokracji. Widzimy ją na dworze Mikołaja II, w otoczeniu kwiatu młodzieży, jak zbiera hołdy pozostających pod jej urokiem magnatów. Na tem tle dochodzi wkońcu do rozdźwięku z mężem, z którym się rozchodzi, przenosząc się na stały pobyt w głąb Rosji.

Tam zastaje ją straszliwy przewrót komunistyczny. Uciekając przed czeredą rozwydrzonych prowodyrów, którzy dopatrzyli się w niej zausznicy białego cara, chroni się w Jałcie i powoli zacierając za sobą ślady swego poprzedniego współżycia z najwyższą sferą tamtejsze go społeczeństwa, nawiązuje obecnie kontakt z wysłannikami czerwonych carów. Pomocna okazuje się jej przelotna znajomość z Krassinem, datująca się jeszcze z czasów przedrewolucyjnych, kiedy to późniejszy ambasador Sowietów w Londynie był dyrektorem jakiejś fabryki rosyjskiej i choć nie taił swych liberalnych poglądów, był przyjmowany przez wszystkie „salony".

Spotkanie, które zadecydowało o późniejszym życiu.
Krassin został komisarzem na Jałtę i nolens volens musiał dostosować się do poleceń, wychodzących z Kremlu. Rozpoczęły się dni teroru, który jednak mieście nigdy nie przybrał, dzięki Krassinowi rozmiarów, obserwowanych w tych czasach w innych miastach sowieckiej Rosji.

Leonid Borisowicz Karsin
Pani Ciunkiewiczowa wnet odnalazła grono swych dawnych, świetnych znajomych, ukrywających się w Jałcie przed okiem bolszewików. Wspomaga ich, jak może, zaglądając niemal codziennie do ich ponurych mieszkań. W końcu, pewnego dnia, spotyka przypadkowo na ulicy jakąś arystokratkę w przebraniu chłopskiem, idącą na „audjencję" do Krassina w sprawie rzekomego ukrywania przez nią rodzinnych klejnotów. Prosi ona panią Marję o pomoc. Ciunkiewiczowa, niewiele się namyślając, prowadzi swą znajomą do domu i tam przebiera się nie w strój chłopski, lecz w wytworną toaletę wieczorową, odsłaniającą jej przepyszne wdzięki. Wie bowiem dobrze, czym zdobywała mężczyzn dawniej i czym obecnie potrafi najprędzej przemówić do „sumienia' miękiego komisarza.

Tak ubrana wkracza z przerażoną towarzyszką do gabinetu Krassina. Zaraz od pierwszego wejrzenia opanowuje całkowicie swego przelotnego znajomego,który już podczas pierwszej wizyty nie może jej niczego odmówić. Towarzyszka pani Marji jest uszczęśliwioną, ma bowiem swą „sprawę" całkowicie załatwioną. Nie mniej zadowoloną jest sama Ciunkiewiczowa, która instynktownie Wyczuła wagę tego spotkania. Rozpoczyna się dla niej nowy okres życia, wypełnionego całą gamą bogatych w nie codzienne wrażenia wypadków. Powoli natura tej wyjątkowej kobiety lgnie do różnych interesów, których powodzenie zapewnia jej wysoki urząd protektora. Jak z rogu obfitości sypią się zamówienia na różne rządowe dostawy. Piękna pani pośredniczy w nich z zadziwiającą orjentacją i zmysłem kupieckim, dochodząc po kilku latach do olbrzymiego majątku.


Pani Maria w hotelowym łóżku

Teraz zaprząta jej umysłem całkowicie sprawa bezpiecznego  lokowania zebranych kapitałów. Rozpoczyna się szalona pogoń za okazowem kupnem, któremu szczególnie sprzyjają ciągle niepewne stosunki na rozległych obszarach Rosji. Raz po raz nadarza się sposobność nabycia z rąk bolszewickich drogocennych sreber, futer i klejnotów, które przezorna pani Marja powierza pieczy Kraissina. Wkońcu zaczyna ona przemyśliwać o przeniesieniu się razem z zdobyłem bogactwem do kraju o bardziej uregulowanych stosunkach i wtedy jej wybór pada na Francję.

Przejście przez granicę.
Najtrudniejszą rzeczą było jednak obmyślenie sposobu  przewiezienia bogactw przez rosyjską granicę. Tu  okazał się wprost zbawczym fakt mianowania przez Sowiety ambasadorem w Londynie. Od tej chwili walizy tego dyplomaty, chronione międzynarodową instancją, stają się niedostępne dla oka rąk celników wszystkich krajów, przez które wiozły one skarby  pięknej kobiety. W ten sposób wypływa z sal aukcyjnych europejskich niejeden olśniewający klejnot ze zbiorów rosyjskiej magnaterji, a pieniądze stąd płynące gromadzą się w Banku Francji, na koncie „Madame Ciunkiewic". Dość powiedzieć, że po dziś dzień szereg z tych drogocennych przedmiotów czeka napróżno na swego na bywcę, a wśród nich nieostatnie miejsce zajmuje słynna, platynowa zastawa stołowa Katarzyny II na czterdzieści cztery osób, dawno już wystawiona na sprzedaż w Sztokholmie.
 Zastawa stołowa z kameami Katarzyny II
Wobec szczęśliwego przewiezienia niemal całkowitego majątku, nie było powodu do zwlekania z ostatecznem pożegnaniem granic rosyjskich. Pani Marja nie chce się jednak pogodzić z myślą pozostawienia czegokolwiek po „tamtej stronie", a nie mogąc już korzystać z pomocy postanawia na własną rękę przekraczać się przez granicę razem z „małym" bagażem, zawierającym tylko kilkanaście futer i odpowiednią ilość klejnotów. Po przejściu granicy od strony Sowietów (co na pewno dużo ją kosztowało), wpada w ręce naszych patroli i przebywa jakiś czas internowana w granicznym baraku. Dopiero interwencja jednego z komisarzy P. P. z Mołodeczna pozwala jej spokojnie odjechać do Warszawy. Tam jednak, jak to na początku reportażu wspomnieliśmy, popada w podejrzenie jako osoba, utrzymująca kontakt z wywiadem, w konsekwencji czego zostaje wysiedlona z granic państwa.

króciutka ulica Rue Jardin w Paryżu - tylko 90 m
Zkolei przybywa do Paryża, gdzie podejmuje część swych kapitałów i za nie zakupuje dobra w Normandji, oraz w samym Paryżu piękny pałacyk przy Rue Jadin. Jeździ kilkakrotnie później do Polski, uzyskawszy widocznie pozwolenie naszych władz. Ostatnia jej podroż kończy się tragicznie. Zostaje bowiem w Krakowie okradzioną z drogocennych futer i klejnotów, które podobno przedstawiały wartość półtora miljona złotych.
Comtesa de Ciunkiewic
Sam wypadek przedstawia się nadzwyczaj zagadkowo. Piękna pani Marja, dziś kobieta czterdziestoletnia, zachorowała już w Warszawie, dokąd przybyła wprost z Paryżu. Zapadła na zapalenie płuc, w konsekwencji czego tamtejsi lekarze poradzili jej po ustąpieniu gorączki wyjazd w góry - do Zakopanego. Ciunkiewiczowa przybyła do Krakowa, pragnąc się jeszcze poradzić tutejszych specjalistów. Zajechała razem ze swą wieloletnią przyjaciółką p. Zakrzewską z Jakimiszek do Grand Hotelu i tamże, w pokoju nr. 29. ulokowała swoje dwie fibrowe walizy, w których przywiozła z Warszawy futra i klejnoty.
Grand Hotel
Zamierzając zabawić w naszem mieście tylko dzień jeden nie zdeponowała precjozów w safesie hotelowym, lecz zostawiła je w walizach, a potem, chodząc po lekarzach i klinikach, zapomniała o tem zupełnie, tem bardziej, że utwierdziło się w niej przekonanie, iż ubierając się i żyjąc skromnie nie zwróci niczyjej uwagi.
Po pięciu dniach, gdy już zamierzała wyjechać i rozpoczęła pakowanie nielicznych, wyjętych z walizek drobiazgów, spostrzegła, iż bez otwierania zamków można było otworzyć ich wieka. Cała zawartość zniknęła, ulotniły się futra i klejnoty, ubezpieczone w francuskiem tow. asekuracyjnem na sumę przeszło 3 miljonów franków. ..."

Ciąg dalszy nastąpi.... a może to jest do przewidzenia??? Kto się domyśla?

Dodam jeszcze, że na stronach rosyjskich znalazłam informację, że Ciunkiewiczowa miała zawsze otwarte drzwi do tzw. Diamentowego Funduszu ZSRR. Spieniężała kosztowności, a pieniądze wykorzystywane były na budowanie nowego proletariackiego kraju. Bardzo dobrze znała się na cenach i rynkach zbytu. Tylko przez 16 miesięcy (luty 1920-czerwiec 1921)  Maria Kliemientiewna :) wywiozła: brylanty – 96 874 karatów; szmaragdy, rubiny, sapfiryny – 7 213 karatów; złote monety rosyjskich mennic – 18 tys 264 szt., złote monety zagranicznych mennic – 2 893 szt.; platynowe wyroby  - ponad półtorej tony, srebrne wyroby ok 6 ton!!! Jeżeli kiedykolwiek zastanawialiście się jak znikały carskie kosztowności, to macie jedno z rozwiązań.
 Pani Maria dobrze na tym zarabiała i było ją stać na życie w przepychu.  Natomiast Krasin, (który m in. od 1918 do 1923 był ludowym komisarzem od handlu i miał cztery córki i dwie żony: jedna po rewolucji została na emigracji, druga pracowała w komisji dbającej o przechowanie wartościowych dzieł sztuki!) naprawdę kochał się w Mariannie. Jego ostatni przedśmiertny list (chorował na białaczkę), był skierowany właśnie do niej: "Kochana Maroczka, za chwilę złożę raport Włodzimierzowi Iljiczu..." Chodziło oczywiście o Lenina, który zmarł 2 lata wcześniej.

Lana Dadu

Jestem Litwinką zakochaną w Krakowie ze wzajemnością. Zapraszam do czytania, komentowania i wspólnych wycieczek po naszym mieście.

3 komentarze:

  1. niecierpliwie czekam na ciąg dalszy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzień dobry! czy można prosić o kontakt do Pani? email? ;):)

    OdpowiedzUsuń
  3. Proszę: elenuke@gmail.com

    A już wkrótce kontynuacja :)

    OdpowiedzUsuń