Kobietą jestem i nic co kobiece ... Włóczka w kole

Zapewne garstka moich czytelników wie, że swoje podboje internetowe zaczynałam od założenia forum rękodzielniczego - "Craftladies". Litewska i polska wersja forum działały prężnie. Zgromadziły się tam ciekawe osoby, które udzielały pomocnych rad i stały się prawie jedną wielką rodziną. Lecz... jako, że administrator okazał się ze mnie słaby, najpierw wypaliłam się ja, później Litwinki, a na koniec spaliły się twarde dyski, czyli serwer na którym był postawiony forum polskojęzyczny. Od grudnia zeszłego roku czuję, że straciłam jakąś część siebie... 6 lat byle jakiej, ale jednak pracy, runęło w niepamięć, w niepojętą ilość mini plików, których żaden przyzwoity zakład trudniący się odzyskiwaniem danych nie był w stanie złożyć z powrotem.


Administratorem byłam słabym, a "craft-lady" okazałam się być jeszcze gorszą - oprócz paru ściegów szydełkiem i kłuciem, od czasu do czasu dla wyładowania złości, igłą do filcowania, nie umiem nic. Natomiast zachwycam się wszystkim! Zwłaszcza przedwojenną umiejętnością robienia takich cudeniek jak ta poniżej. I to na drutach!  Już sam opis jest balsamem dla moich uszu:


"Żakiecik trzyćwierciowy i czapeczka  - wytworny, ciepły i lekki komplet  zimowy wykonany z włóczki Angora "Marokko", marki "Trójkąt w Kołe"

Dla spragnionych ciepła i vintage podaję przepis na wykonanie - z czasopisma "Moja przyjaciółka" 1937 r.


Oko nacieszyłam, znowu pomarzyłam o tym, że to ja z osią talią i fikuśną czapeczką, ale co wspólnego to ma z dawnym Krakowem? Otóż włóczka, którą poleca czasopismo, była bardzo popularna także w mieście Kraka, gdyż produkowano ją niedaleko - w Białej Krakowskiej koło Bielska :). 


A największym powodzeniem cieszył się sklep przy ul. Szewskiej 20. Szkoda, że wtedy Polska nie miała swojego Sergieja Prokudina-Gorskiego i zdjęcia  są czarno białe. Inaczej moglibyśmy zrobić seans koloroterapii. Proszę wyjrzeć za okno - piękny widok na przeciwległy budynek - Szewską 23. Zero reklam, czyściutko, pachnie ciastkami, gdyż znajdowała się tam "Cukiernia Teodora Hausnera" lub sklep o niewiadomym asortymencie "Mimoza". Teraz budynek Szewskiej 23 jest jednym z najbardziej zaniedbanych, z przerażającą ilością szyldów reklamowych. A w byłej pasmanterii "Trójkąt w kole, wełna to gwarancja pełna" od niedawna króluje "Pijalnia wódki i piwa".



Ponoć w ręcznie dzierganych swetrach z tej włóczki chodził sam prezydent Mościcki i oczywiście Jan Kiepura. Nie wiem, co się stało po wojnie z przędzalnią w Białej. Przypuszczam, że jak większość zakładów przeszła pod zarząd państwa, lecz nazwa samej włoczki się nie zmieniła. Pod koniec lat 90-tych nie wytrzymała chińskiej konkurencji i jak większość Bielsko-Białych fabryk została zamknięta? A może się mylę i ktoś zna prawdę?

Niestety teraz ze świeczką w sklepach trzeba szukać swetra, kardiganu czy nawet czapki i szalika, które nie byłyby 100 % akrylem. I chciało by się powtórzyć za Stanisławem Mrożkiem:

"Bo ja wolę trójkąt w kole
Jest to wełna pełna zalet
Inne wełny ja pier... !"

Ciepłego dnia życzę!


Lana Dadu

Jestem Litwinką zakochaną w Krakowie ze wzajemnością. Zapraszam do czytania, komentowania i wspólnych wycieczek po naszym mieście.

6 komentarzy:

  1. Miło że wróciłaś. Rozumiem, że teraz usługa backupu jest już standardem :-)?

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki za ciekawostki o dawnym Krakowie :)Włóczkowy sklep musiał być bardzo kolorowym i klimatycznym miejscem :) :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj szkoda, że się nie udało odzyskać danych serwera. Też bym się czuła podobnie do ciebie. Tylko pracy było włożone i tak po prostu przestało istnieć.

    OdpowiedzUsuń
  5. Szyba, o tak backup to już standard :) Dobrze, że jeszcze istnieje Google cash, ale gdyby i ten blog zniknął, to chyba bym całkowicie zrezygnowała z urządzeń elektronicznych ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękna ta nasza Szewska kiedyś była, ale wszystko się zmienia z czasem.

    OdpowiedzUsuń