Widowiska i "rozmaite niespodzianki"

Oglądam Vancouver, hokej w tle, stąd i ten temat - całkowicie nie sportowy :)


z Czasu 27.1.1855

Teatr w Krakowie często użyczał swojej sceny dla wszelkiego rodzaju widowisk. W antraktach, a także i podczas oddzielnych przedstawień pojawiały się baletnice, tancerki, olbrzymi,
karły, akrobaci, atleci, a nawet pokazywano sztuki konne.
Demonstrowano tu także rozmaite nowe wynalazki jak sztuczne światło słoneczne, świetlne lub mgliste obrazy, czyli wielkie latarnie magiczne. Tutaj też odbyła się premiera kinematografii.

Najwięcej publiczności ściągali jednak kuglarze i magicy czy tzw. chiromagicy. Ich programy były podobne: wystrzeliwanie żywych kanarków z pistoletu, wydobywanie różnych przedmiotów z kapelusza, jak i zamienianie czegoś w cudo - tak jak u powyższego p. Philippe.
Początkowo magicy ubierali się w długie, powłóczyste szaty, zdobione w kabalistyczne czy inne tajemnicze znaki, później dominowały zwykle smokingi.
Przyjeżdżał do Krakowa p. Herrmann - doskonałe naśladował głosy ptaków, p. Berghans -prestidigitator, który do swych sztuczek iluzjonistycznych nie używał żadnych przyrządów, czysta praca rąk!

W lecie wszystkie widowiska były przenoszone do Ogrodu Strzeleckiego, który był wtedy o wiele większy i cóż.. banalnie piękniejszy ... Do popularności Ogrodu w połowie XIX wieku przyczyniła się działalnośćość gastronomiczno-rozrywkowa Jana Bernreitera, dzierżawił on Ogród w latach 1853-1856. W pałacyku mieściła się kawiarnia i restauracja i to tutaj po raz pierwszy kelnerzy założyli fraki.

Jan Bernreiter w 1856 r. przeniósł swoją działalność do ogrodu zwanego Rajem (dzisiejsza Rajska), ale i tam nie został na dłużej gdyż w mniemaniu krakusów jego pokazy sztucznych ogni zawsze powodowały deszcze! (wg. Witolda Turdza -"Tajemnice mojej ulicy - ul.Rajska).

Karuzele i najróżniejsze osobliwości pojawiały się podczas jarmarków pod Wawelem, na Małym Rynku, lub na placu Wszystkich Świętych. Pojawiało się też muzeum anatomiczne. Dla dam były wyznaczone osobne godziny i wtedy wyjaśnienia udzielała akuszerka.

Pojawiały się tam także marionetki-automaty, np. lalki sióstr Tchugmall były wysokości ok. 45 cm wykonywały bardzo precyzyjne "magiczne" ruchy.

Po Krakowie wędrowali niedźwiednicy, był nawet uczony konik, który przy akompaniamencie katarynki potrafił liczyć.

Jak widać Kraków nigdy się nie nudził! Czekam zatem na wiosnę i ciekawe oryginalne widowiska :) A jako, że dzień dłuższy, może wreszcie i wpisy będą częściej...

c.d (o cyrku w Krakowie) nastąpi niebawem :)

na podstawie: Maria Estreicherówna "Życie towarzyskie i obyczajowe Krakowa w latach 1848-1863"

Może ktoś ma jakiekolwiek informacji na temat występów wymienionych tu magików, a także dalszej działalności Jana Bernreitera?

4 komentarze:

  1. Trafiłem tutaj po raz pierwszy i z zachwytu oniemiałem.Gratuluję naprawdę świetnego designu bloga.
    Treść swoją drogą jest bardzo ciekawa, ale design i styl pierwsza klasa!Będę wpadać częściej tym bardziej, że zamieszczasz bardzo ciekawe artykuły.Sami prowadzimy bloga i dobrze wiemy, że taki blog to świetna sprawa.
    Idę czytać dalej ;)!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję ale... muszę ujawnić, że disign nie mój :) a pożyczony. Na dole strony (pod obserwatorami) można zobaczyć skąd :)
    Mam nadzieję, że przez to nie stracę czytelnika :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo przyjemnie się czyta, ciekawe i interesujące historii starego Krakowa.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobrze się czyta i... podróżuje w czasie. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń