Świąteczne zakupy w Krakowie w 1904 roku. Prezenty dla mężczyzn

/ 12/13/2018
Nieregularne wpisy na tym blogu są wynikiem tak zwanej "sezonówki" przewodnickiej. Łapię oddech tylko w listopadzie. Dodatkowo, w dobie Instagram'a, Facebook'a i innych portali społecznościowych, się zastanawiam, czy dłuższe wpisy na blogu mają sens i czy ktokolwiek to czyta. Tak! Zwątpienie ogarnęło mnie!!! Aaaa!!! Cóż, człowiek nie wielbłąd, wątpić musi. Szukanie i stukanie w klawiaturę uwielbiam, więc i tak Dawny Kraków będzie istniał. Przede wszystkim dla zaspokojenia moich własnych nie zrealizowanych aspiracji - detektyw od przeszłości -  to byłaby idealna praca dla mnie :).



Przechodząć do tematu wpisu. Przyznam się, że pod koniec roku, zawsze się zmagam z tym, co by tu kupić na święta dla najbliższych i nie wydać fortuny. Przewodnik czy przewodniczka musi potrafić zarządząć finansami, oszczędzać w miesiącach słabo turystycznych itd. Mi się to nigdy nie udaje ...

Na początku XX w. prawdopodobnie musiałabym piec pierniki, haftować inicjały na apaszkach, robić kukiełki ze słomy lub anioły z ciasta solnego (dalej uważam, że to są najlepsze prezenty - od serca! biednego, ale kochającego!). Sklepy owszem były bardzo dobrze zaopatrzone, ale te ceny...

Rok 1904. Trwa wojna rosyjsko-japońska, buduje się kanał panamski, w Bristolu urodził się właśnie Cary Grant.
W Krakowie powstaje "Dom pod Globusem", Dom Towarzystwa Lekarskiego, Elektrownia miejska na wykończeniu. Franciszek Józef łaskawie panuje nam dalej.

Panie domu brną w długich sukniach zamiatając świeży śnieg w kierunku Rynku Głównego. Za nimi drepczą owinięte w kolorowe wełniane chusty służące, przemykają chybcikiem panowie ślizgając się po krakowskim bruku i wszyscy mają w głowie tą samą zagwodzkę - co by tu kupić mężowi, synowi, bratu, ojcu, narzeczonemu, przyjacielowi, koledze na święta?

Zapraszam wraz z nimi na spacer przedświąteczny po sklepach w dawnym Krakowie. Odwiedzimy magazyny, składy, cukiernie, destylarnie i nie tylko. Dzisiaj skupimy się na prezentach świątecznych dla mężczyzn.

Opowiastka na podstawie "Nowości Illustrowanych" z 1904 r. 

Jeżeli już jesteśmy na Rynku, to zacznijmy od firm  znajdujących się tutaj:
Magazyn Nowości  (Rynek Główny l.44  - teraz "Restauracja Staropolska") zacnego "prezesa" Józefa Rudnickiego  - słynie ze swej solidności i przednich towarów w zakresie galanteryjnym i modnej konfekcji męskiej ... Tam więc wielki mamy wybór przedmiotów stosownych na podarunki dla młodych, a nawet starszych, lecz "eleganckich panów"!

Kamizelki z rękawami do polowań, sveatery białe i kolorowe do ślizgawki, saneczek i ski...



"Bocian" tak przedstawiał właściciela - Pana Rudnickiego jako kandydata do Rady Miasta:


Dobrze, polityka polityką - trzeba jednak cos wybrać.

Jeżeli u Rudnickiego ceny za wysokie, możemy podejść  dosłownie parę kroków obok do Magazynu konfekcyi męskiej i towarów galanteryjnych F.A. Grigara, który posiada spory wybór praktycznych i luksusowych przedmiotów dla płci brzydkiej... Może etui na papierosy albo kasetkę japońską? Kalosze też zawsze się przydadzą, tylko nie wiadomo czy dobre na prezent.



Idziemy dalej, podchodzimy do kamienicy Łukinowskiej, liczba 37 (teraz okupowana przez parasole C.K.Browar).

"Olbrzymi Magazyn Reima i Ski, firmy ruchliwej, która stara się o dobór i jakość przednią towarów i dba o wielki ich wybór, cieszy się bardzo wartkim ruchem, gdyż w tym właśnie magazynie można nabyć wszystko to, co codzienne praktyczne ma zastosowanie, a niemniej w znacznej mierze kwalifikuje się jako podarunek świąteczny."

Perfumy, mydła szczotki, zestaw do tenisa domowego: ping-ponga, przyrządy gimnastyczne do wyboru i koloru, a jeżeli w domu mamy malarza, to warto właśnie tutaj u Reima kupić płótno i farby, tak jak robi to w tej chwili Jacek Malczewski.




Gdy od firmy "Reim i Ska" zwrócimy swe kroki na lewo - znajdziemy się w słynnym magazynie, ale nie towarów galanteryjnych, tylko "towarów korzennych i dyetetyczno-wyskokowych" ...
Oczywiście mam na myśli słynnego "Hawełkę" (teraz "Biedronka"), a więc firmę światowej reputacji. Obecnego właściciel - pan Franciszek Macharski.

"Mamy tutaj wielki wybór wszelakich wódek i likierów krajowych, znakomite buliony sporządzane we własnym zakresie, przewyborne własne, polskie miody - i wiele, wiele z tego wszystkiego, co na stole każdego domu dbającego o smak i dobroć towarów spożywczych znajdować się powinno."




O "Hawełce" muszę kiedyś napisać odzielny post! A raczej o postaciach historycznych przewijających się w tym przybytku smaku. Po zakupie flaszeczki araki, udajemy się dalej.







Bazarze wyrobów krajowych - Rynek Główny liczba 20 (teraz "Deutsche Bank")  znajdziemy "słynne makaty polskie, kilimy jak niemniej wyroby rzezane z drzewa i gliniane, o stylach swojskich". Oprócz tego wiklinowe wybory - tacki, kasetki, lampy elektryczne, guńki, peleryny i serdaki w stylu zakopiańskim.


Jeżeli naszym zamiarem jest sprawić prezent droższy - srebrny dla przykładu, to najlepszym miejcem będzie Skład fabryczny M. Jarra w Sukiennicach od strony pomnika Mickiewicza.
"Jakiż wspaniały tam wybór srebrnych i złoconych przedmiotów: owe w stylu zakopiańskim kubki, , solniczki, puszki na papierosy i w stylu tymże serwisy do czarnej kawy. Wszystko to przemawia do nas typem swojskości, wartością artystyczną i co dla niektórych najważniejsze - realną."

desa.pl

desa.pl



Tam tez możemy kupić samowar - nie byle jaki - najlepszy! Tulski!
A jeżeli w domu mamy amatora wybornej herbaty  np. "oryginalnej rosyjskiej", ze słynnego Domu handlowego Perłowa, to koniecznie musimy przejść na drugą stronę Sukiennic, a tam do sklepu "Fortuna", który jest wyłącznym reprezentantem wspomnianej firmy. Są tam do nabycia  przednie rumy i prawdziwy "cognac" francuski".



Do herbaty przydałoby sie coś słodkiego -  Idziemy więć na ulicę Bracką, tam w sklepie fabrycznym A. Nowińskiego (ul. Bracka 5, teraz "Nowa Prowincja") możemy nabyć cukry deserowe i słynne czekoladowe "brylanty" i pralinki, jeżeli wcześniej nie zrobiliśmy tego w  cukierni Rehmana w Sukiennicach (teraz "Noworolski").





Zawracamy i udajemy się na ulicę Florjańską  do  Zakładu artystycznego Zygmunta Wałaszka (ul. Floriańska 39 - teraz salon jubilerski "Aurarius"). "I tu - dla ludzi prawdziwego gustu artystycznego znajduje się wybór oryginalnych obrazków olejnych naszych zdolnych artystów malarzy, które stosunkowo tanio nabyć można. Wreszcie Zakład wspomniany słynie z gustownej oprawy obrazów w ramy o najrozmaitszych stylach."



"Kto zaś życzy sobie tak zwanych "wódek zdrowotnych" odznaczonych na ostatniej Wystawie lekarskiej - niech zaglądnie do destylarni M. Ogieńskiego przy Floryańskiej 32 (teraz perfumeria "Douglas"), znajdzie ich tam zapas obfity i o cenach bardzo przystępnych."


A stąd już idźmy na ul. Sławkowską do "radcy Zdanowicza". Firma "Zdzisław Zdanowicz" (ul. Sławkowska 8 -teraz "Krowarzywa") "jest dostatecznie znana, nie tylko z olbrzymiego wyboru modnej i pierwszorzędnej jakości konfekcyi męskiej, ale i z elegancyi kupieckiej w stosunku do gości. Jest to magazyn, w którym jak to mówią: wszystko "idzie piorunem". Cylindry, kapelusze, klaki, męska bielizna, krawaty, rękawiczki laski itd, a wszystko - jak świadczą handlowe stemple z pierwszorzędnych źródeł pościągane".






Oczywiście w międzyczasie dobrze byłoby zrobić przerwę, coś zjeść, się napić kawy lub piwa, ale to już opowieść na kolejne miesiące, bardziej turystyczne ;).

UWAGA APEL!!! Jeżeli posiadacie w swoich zbiorach stare kalendarzyki kieszonkowe z notowanymi wydatkami - podzielcie się zdjęciami!!!
Przykład rozpracowania cen - https://dawny-krakow.blogspot.com/2016/08/znalezisko-koszty-zycia-codziennego.html
Możecie mnie znależć na FB - https://www.facebook.com/krakowdawny/
Instagram: https://www.instagram.com/dawnykrakow/
Nie ma nic ciekawszego niż ustalanie cen, poziomu życia i nauki o oszczędzaniu lub nie.

Na podstawie:
 Post własny  z 2012 r.
"Nowości Illustrowane" nr 18  z 1904 r.
"Księga adresowa Krakowa z 1907 r."
"Bocian" z 1904 r.
"Djabeł" z 1904 r.
Korzystałam także ze strony www.desa.pl

***
Jeżeli spodobał Ci się ten post i to co robię, to możesz postawić mi kawę :) Będzie mi bardzo miło i na pewno będę miała więcej energii na szperanie po cyfrowych i zwykłych bibliotekach! Dziękuję!
https://www.buymeacoffee.com/dawnykrakow


Nieregularne wpisy na tym blogu są wynikiem tak zwanej "sezonówki" przewodnickiej. Łapię oddech tylko w listopadzie. Dodatkowo, w dobie Instagram'a, Facebook'a i innych portali społecznościowych, się zastanawiam, czy dłuższe wpisy na blogu mają sens i czy ktokolwiek to czyta. Tak! Zwątpienie ogarnęło mnie!!! Aaaa!!! Cóż, człowiek nie wielbłąd, wątpić musi. Szukanie i stukanie w klawiaturę uwielbiam, więc i tak Dawny Kraków będzie istniał. Przede wszystkim dla zaspokojenia moich własnych nie zrealizowanych aspiracji - detektyw od przeszłości -  to byłaby idealna praca dla mnie :).



Przechodząć do tematu wpisu. Przyznam się, że pod koniec roku, zawsze się zmagam z tym, co by tu kupić na święta dla najbliższych i nie wydać fortuny. Przewodnik czy przewodniczka musi potrafić zarządząć finansami, oszczędzać w miesiącach słabo turystycznych itd. Mi się to nigdy nie udaje ...

Na początku XX w. prawdopodobnie musiałabym piec pierniki, haftować inicjały na apaszkach, robić kukiełki ze słomy lub anioły z ciasta solnego (dalej uważam, że to są najlepsze prezenty - od serca! biednego, ale kochającego!). Sklepy owszem były bardzo dobrze zaopatrzone, ale te ceny...

Rok 1904. Trwa wojna rosyjsko-japońska, buduje się kanał panamski, w Bristolu urodził się właśnie Cary Grant.
W Krakowie powstaje "Dom pod Globusem", Dom Towarzystwa Lekarskiego, Elektrownia miejska na wykończeniu. Franciszek Józef łaskawie panuje nam dalej.

Panie domu brną w długich sukniach zamiatając świeży śnieg w kierunku Rynku Głównego. Za nimi drepczą owinięte w kolorowe wełniane chusty służące, przemykają chybcikiem panowie ślizgając się po krakowskim bruku i wszyscy mają w głowie tą samą zagwodzkę - co by tu kupić mężowi, synowi, bratu, ojcu, narzeczonemu, przyjacielowi, koledze na święta?

Zapraszam wraz z nimi na spacer przedświąteczny po sklepach w dawnym Krakowie. Odwiedzimy magazyny, składy, cukiernie, destylarnie i nie tylko. Dzisiaj skupimy się na prezentach świątecznych dla mężczyzn.

Opowiastka na podstawie "Nowości Illustrowanych" z 1904 r. 

Jeżeli już jesteśmy na Rynku, to zacznijmy od firm  znajdujących się tutaj:
Magazyn Nowości  (Rynek Główny l.44  - teraz "Restauracja Staropolska") zacnego "prezesa" Józefa Rudnickiego  - słynie ze swej solidności i przednich towarów w zakresie galanteryjnym i modnej konfekcji męskiej ... Tam więc wielki mamy wybór przedmiotów stosownych na podarunki dla młodych, a nawet starszych, lecz "eleganckich panów"!

Kamizelki z rękawami do polowań, sveatery białe i kolorowe do ślizgawki, saneczek i ski...



"Bocian" tak przedstawiał właściciela - Pana Rudnickiego jako kandydata do Rady Miasta:


Dobrze, polityka polityką - trzeba jednak cos wybrać.

Jeżeli u Rudnickiego ceny za wysokie, możemy podejść  dosłownie parę kroków obok do Magazynu konfekcyi męskiej i towarów galanteryjnych F.A. Grigara, który posiada spory wybór praktycznych i luksusowych przedmiotów dla płci brzydkiej... Może etui na papierosy albo kasetkę japońską? Kalosze też zawsze się przydadzą, tylko nie wiadomo czy dobre na prezent.



Idziemy dalej, podchodzimy do kamienicy Łukinowskiej, liczba 37 (teraz okupowana przez parasole C.K.Browar).

"Olbrzymi Magazyn Reima i Ski, firmy ruchliwej, która stara się o dobór i jakość przednią towarów i dba o wielki ich wybór, cieszy się bardzo wartkim ruchem, gdyż w tym właśnie magazynie można nabyć wszystko to, co codzienne praktyczne ma zastosowanie, a niemniej w znacznej mierze kwalifikuje się jako podarunek świąteczny."

Perfumy, mydła szczotki, zestaw do tenisa domowego: ping-ponga, przyrządy gimnastyczne do wyboru i koloru, a jeżeli w domu mamy malarza, to warto właśnie tutaj u Reima kupić płótno i farby, tak jak robi to w tej chwili Jacek Malczewski.




Gdy od firmy "Reim i Ska" zwrócimy swe kroki na lewo - znajdziemy się w słynnym magazynie, ale nie towarów galanteryjnych, tylko "towarów korzennych i dyetetyczno-wyskokowych" ...
Oczywiście mam na myśli słynnego "Hawełkę" (teraz "Biedronka"), a więc firmę światowej reputacji. Obecnego właściciel - pan Franciszek Macharski.

"Mamy tutaj wielki wybór wszelakich wódek i likierów krajowych, znakomite buliony sporządzane we własnym zakresie, przewyborne własne, polskie miody - i wiele, wiele z tego wszystkiego, co na stole każdego domu dbającego o smak i dobroć towarów spożywczych znajdować się powinno."




O "Hawełce" muszę kiedyś napisać odzielny post! A raczej o postaciach historycznych przewijających się w tym przybytku smaku. Po zakupie flaszeczki araki, udajemy się dalej.







Bazarze wyrobów krajowych - Rynek Główny liczba 20 (teraz "Deutsche Bank")  znajdziemy "słynne makaty polskie, kilimy jak niemniej wyroby rzezane z drzewa i gliniane, o stylach swojskich". Oprócz tego wiklinowe wybory - tacki, kasetki, lampy elektryczne, guńki, peleryny i serdaki w stylu zakopiańskim.


Jeżeli naszym zamiarem jest sprawić prezent droższy - srebrny dla przykładu, to najlepszym miejcem będzie Skład fabryczny M. Jarra w Sukiennicach od strony pomnika Mickiewicza.
"Jakiż wspaniały tam wybór srebrnych i złoconych przedmiotów: owe w stylu zakopiańskim kubki, , solniczki, puszki na papierosy i w stylu tymże serwisy do czarnej kawy. Wszystko to przemawia do nas typem swojskości, wartością artystyczną i co dla niektórych najważniejsze - realną."

desa.pl

desa.pl



Tam tez możemy kupić samowar - nie byle jaki - najlepszy! Tulski!
A jeżeli w domu mamy amatora wybornej herbaty  np. "oryginalnej rosyjskiej", ze słynnego Domu handlowego Perłowa, to koniecznie musimy przejść na drugą stronę Sukiennic, a tam do sklepu "Fortuna", który jest wyłącznym reprezentantem wspomnianej firmy. Są tam do nabycia  przednie rumy i prawdziwy "cognac" francuski".



Do herbaty przydałoby sie coś słodkiego -  Idziemy więć na ulicę Bracką, tam w sklepie fabrycznym A. Nowińskiego (ul. Bracka 5, teraz "Nowa Prowincja") możemy nabyć cukry deserowe i słynne czekoladowe "brylanty" i pralinki, jeżeli wcześniej nie zrobiliśmy tego w  cukierni Rehmana w Sukiennicach (teraz "Noworolski").





Zawracamy i udajemy się na ulicę Florjańską  do  Zakładu artystycznego Zygmunta Wałaszka (ul. Floriańska 39 - teraz salon jubilerski "Aurarius"). "I tu - dla ludzi prawdziwego gustu artystycznego znajduje się wybór oryginalnych obrazków olejnych naszych zdolnych artystów malarzy, które stosunkowo tanio nabyć można. Wreszcie Zakład wspomniany słynie z gustownej oprawy obrazów w ramy o najrozmaitszych stylach."



"Kto zaś życzy sobie tak zwanych "wódek zdrowotnych" odznaczonych na ostatniej Wystawie lekarskiej - niech zaglądnie do destylarni M. Ogieńskiego przy Floryańskiej 32 (teraz perfumeria "Douglas"), znajdzie ich tam zapas obfity i o cenach bardzo przystępnych."


A stąd już idźmy na ul. Sławkowską do "radcy Zdanowicza". Firma "Zdzisław Zdanowicz" (ul. Sławkowska 8 -teraz "Krowarzywa") "jest dostatecznie znana, nie tylko z olbrzymiego wyboru modnej i pierwszorzędnej jakości konfekcyi męskiej, ale i z elegancyi kupieckiej w stosunku do gości. Jest to magazyn, w którym jak to mówią: wszystko "idzie piorunem". Cylindry, kapelusze, klaki, męska bielizna, krawaty, rękawiczki laski itd, a wszystko - jak świadczą handlowe stemple z pierwszorzędnych źródeł pościągane".






Oczywiście w międzyczasie dobrze byłoby zrobić przerwę, coś zjeść, się napić kawy lub piwa, ale to już opowieść na kolejne miesiące, bardziej turystyczne ;).

UWAGA APEL!!! Jeżeli posiadacie w swoich zbiorach stare kalendarzyki kieszonkowe z notowanymi wydatkami - podzielcie się zdjęciami!!!
Przykład rozpracowania cen - https://dawny-krakow.blogspot.com/2016/08/znalezisko-koszty-zycia-codziennego.html
Możecie mnie znależć na FB - https://www.facebook.com/krakowdawny/
Instagram: https://www.instagram.com/dawnykrakow/
Nie ma nic ciekawszego niż ustalanie cen, poziomu życia i nauki o oszczędzaniu lub nie.

Na podstawie:
 Post własny  z 2012 r.
"Nowości Illustrowane" nr 18  z 1904 r.
"Księga adresowa Krakowa z 1907 r."
"Bocian" z 1904 r.
"Djabeł" z 1904 r.
Korzystałam także ze strony www.desa.pl

***
Jeżeli spodobał Ci się ten post i to co robię, to możesz postawić mi kawę :) Będzie mi bardzo miło i na pewno będę miała więcej energii na szperanie po cyfrowych i zwykłych bibliotekach! Dziękuję!
https://www.buymeacoffee.com/dawnykrakow


czytaj dalej
Jeden dzień z życia Marysi, krakowskiej służącej tuż po Wielkiej Wojnie - część 2.
Część pierwsza znajduje się TUTAJ.

Występują:
Służąca - Marysia, 19 lat, z Wielkiej Wsi i jej myśli,
Gospodyni - Wielmożna Pani,
Gospodarz - Wielmożny Pan,
Dzieci gospodarza - Isia 7 lat, Nusia 9 lat, Panicz - Tadeusz 20 lat.

Myśli Marysi: 
Czego nie masz w głowie, to masz w nogach.

Dokładnie mówiąc, czego Pani Wielmożna nie ma w głowie, to ja w nogach będę mieć. Tak, jest to najlepsze określenie na moje codzienne bieganie po mieście.
Pani zawsze daje mi listę zakupów i mam kupować tylko to, co na tej liście się znajduje, nawet kiedy ja wiem, że w domu już mąki nie ma, a i ocet na wykończeniu. Tak jak dziś.





Lecz zacznę od początku.
Najpierw sprawdziłam, czy dobrze pali się w piecach. Przebrałam się naprędce, trzewiki wyczyściłam, włosy wygładziłam, chciałam chustkę pospinać ładnie, listę zakupów przejrzeć, ale Pani krzyczeć zaczęła, że się przesadnie stroję, że długo już to trwa, że te zakupy już spisała wieki temu, że najlepsze rzeczy wykupią, że obiad nie zdążę przyszykować, że chyba diabli mnie wzięli i inne potwory, że skromności we mnie mało i że przyprawiam ją o migrenę, której już od kilku lat nie miała i inne choroby, takie jak kule nerwowe ...i tutaj nie pamiętam, bo przestałam słuchać. Cała jej wypowiedź trwała dobre kilkanaście minut. W tym czasie już dawno bym na placu Szczepańskim była, ale wyjść nie mogłam, gdyż Pani koszyk trzymała i wymachiwała nim to na prawo, to na lewo, pomstując na mój brak szacunku do niej i innych domowników. 
W tym czasie Panicz przechodząc obok mnie szepnął, że ukarze mnie za to odpowiednio i chyba wtedy to właśnie słuchać Gospodyni przestałam.
mhf.krakow.pl
W końcu udało mi się złapać koszyk i wyleciałam z domu jak z procy.
Po drodze na plac Szczepański znowu zobaczyłam po drugiej stronie ulicy Hankę, która wraz ze swoją kucharką z zakupami już wracały. Eh .. niestety musiałam jej gestem pokazać, że czasu na gadanie i plotki nie mam, bom spóźniona i jakoś taki smutek mnie zalał. Kucharka ich, poczciwa kobieta, niemową jest od urodzenia ponoć, ale zawsze jak mnie zobaczy, to tak jakby wiedziała, czego potrzebuję - to jabłko da, to po głowie pogłaska lub po prostu przytuli, ale dziś nie mam na to czasu i możliwe, że przez to mi smutno.


mhf.krakow.pl
Na placu już wiem u kogo mogę co wytargować. Jak się okazuje, z dobrze wyliczonej sumy pieniędzy na zakupy, zawsze, ale to zawsze, muszę coś przynieść z powrotem do Pani, inaczej jestem oskarżana, że tak zwane koszykowe pobieram i ich okradam. Na nic tłumaczenia, że za dobry świeży towar nie mogę zapłacić mniej, niż na to wskazuje cena. Więc popatrywałam, jak to inne służące robią i nauczyłam się dla przykładu wybierać drób z cieńszymi szyjkami nóżkami i kolanami, co oznacza że jest on starszy wiekiem od tych z grubymi kończynami.  Albo zamrożone ryby  - czy świeże są poznaje się po wypukłości oka,  a jeżeli mają oczy więcej wpadłe to dawno zamrożone są. Więc biorę te starsze i cenę targuję odpowiednio niższą. Przekupki zawsze kilka brzydkich słów na temat mojej przemądrzałości rzucą, ale też zawsze kilka drobnych do Pani z powrotem przyniosę.

audiovis.nac.gov.pl


Najłatwiej mi jednak z sąsiadkami z mojej Wielkiej Wsi. Wszystkie kury, warzywa, jajka i mleczne wyroby dadzą mi odrobinę taniej. Najukochańsza jest cioteczka Józia. Od razu  po przyjściu na plac wśród siedzących długimi rzędami przekupkami wypatruję jej  niebieskiej chusty w kratę narzuconej na ramiona. Jest i dziś! Słyszę, jak tłumaczy jakiejś dziewce, że to co ma to już nie na sprzedaż i marsz stąd. To dla mnie towar zostawiła! Moja ukochana ciotuchna! Gdy mnie głaska po policzku opowiadam jej całe wczorajsze zajście z Paniczem i czuję, że wszystkie troski mijają. Opowiada mi, że nieraz słyszy od służących w mieście, że mają podobnie, że najważniejsze to bachora sobie nie zrobić, zioła te co dała ciągle pić, mamie nic nie mówić, a ściskania takiego i tłuczenia przez swoich mężów to i we wsi co druga doświadcza. Co już tu zrobić, taki nasz los. Mówi, że i tak mi dobrze, przecież w cieple sobie żyję, w pokojach ładnych chodzę, że trzewiki porządne swoje własne mam, a nie tak jak większość w Wielkiej Wsi - jedną parę dzieli z kimś z rodziny, no i że Franek, którego moim nazywa, specjalnie dla mnie przekazał spory woreczek suszonych jabłek i że ona mi go już sprzedała, a za pieniądze mogę kupić sobie co tylko chce. Nawet ciastko! A ja niczego tak nie pragnę, jak domowej sztangielki z kminkiem z kawałkiem bryndzy, przecież nie jadłam dziś jeszcze! A pieniądze niech mamie zawiezie, przecież combrowy czwartek zaraz, więc i pączki będzie robić, może tym razem trochę cukrem pudrowym posypie?!

audiovis.nac.gov.pl

Szybko pakuję wszystkie zakupy do koszyka, drób i warzywa do siatki i klęcząc obok Józi w pospiechu zajadam się bułką ze smakiem. Ach, Józia Józia! Dobrze mi tak z tobą gawędzić, ale czas uciekać i to dosłownie nie iść, a biec, bo inaczej znowu kazanie od Wielmożnej Pani będę miała o grzesznym robieniu plotek, do czego według Pani zazwyczaj targi najwięcej nastręczają sposobności.

Gdy wróciłam, Pani najpierw skrzyczała, że długo, że pewnie znowu zapomniałam kupić to i owo. Nie, nie zapomniałam, ale przy wykładaniu okazało się, że nie ma ani fasoli, ani śmietany kwaśnej, nie mówiąc o mące i o tym occie nieszczęsnym. Przecież tego oczywiście na liście nie było, ale to jakby moja wina i mam się nie odzywać i biec w te pędy z powrotem, tylko bez zatrzymywania się przy przekupkach, bo to moje gadulstwo wszystkie te przykrości za sobą pociąga i pewnie nawet nie zliczyłam gadając, czy mi dobrze resztę pieniędzy wydano. 

Biegnę więc z powrotem, byleby tych wrzasków nie słuchać. Tym razem na Mały Rynek, tam dłużej przekupki siedzą, a i trafić na kogoś znajomego tam ciężej, by losu do gadulstwa nie kusić. 

Śmietana tu jednak droższa,  no cóż - co jest to jest. Już miałam biec z powrotem, gdy tuż obok mnie dwie chłopki pijane tak zaczęły się drzeć, że aż kiecki fruwały do góry, a ich tyłki podobne do dyń błyskały nago z krzykiem o całowaniu w tę część konkretną. Co za dzień!


Po powrocie do domu, znowu długo w nim nie zabawiłam, gdyż musiałam biec do szkoły po dziewczynki i wracając z nimi dokupić cynamonu.

Zmarzłam już bardzo, zima nie taka już mroźna, ale mokro, szaro-buro, coś ciągle sypie z nieba. Trzewiki mimo napastowania ich łojem i tak mokną, zwłaszcza, że Isia ciągnąc mnie za rękę wskakiwała w każdą większą ni to zaspę, ni to kałużę, a i ja za nią. 

Póki mnie nie było Pani zaczęła szykować obiad, a ja sprawdziłam, czy pali się w piecach, zastawiałam stół i pilnowałam wszystkiego, co się smażyło, piekło, gotowało i bulgotało w blachach, garnkach i patelniach.
Gotowaliśmy rosół z kluseczkami wątrobianymi i pasztecikami francuskimi, sztukę mięsa w sosie szczawiowym i strudel z jabłkami do kawy.

muzeumplock.eu
Podczas obiadu jak zawsze usługiwałam do stołu. Starałam się podając potrawy być jak najdalej od Panicza, co też wyszło mi na przekór. Niechcący zbyt przechyliłam naczynie z sosem szczawiowym i malutka, acz paskudna kropla, spadła na spodnie Wielmożnego Pana. Całe szczęście w tym nieszczęściu, że uszło to uwadze i jemu, i Wielmożnej Pani. Widziała to tylko Niusia, która zobaczywszy jaką minę zrobiłam, parsknęła tak głośno, że z przerażenia Wielmożny Pan trącił ręką sosjerkę w bok i miał raptem ponad połowę sosu na spodniach. Za to Niusia, ku swojemu wielkiemu szczęściu, została pozbawiona sztuki mięsa w felernym sosie i przegoniona do pokoju. 
Pan poszedł się przebrać, a ja zamiast zjedzenia w tym czasie swojego obiadu, zajęłam się czyszczeniem owych spodni. 

Po podaniu kawy i strudla, zajęłam się sprzątaniem i myciem naczyń. 
Myślicie, że to nic takiego, zajęcie z najprostszych nie wymagających zbytniego zachodu? Nic bardziej mylnego. To jest cała folizofia, czy filozofia jak mawia Isia. Najpierw muszę delikatnie szczoteczką usunąć wszystkie resztki z porcelanowych talerzy do wiaderka i naczynia, a także srebro posortować ustawiając każdy rodzaj z prawej strony wanienek, oddzielnie. Gdy spytałam się Pani dlaczego z prawej, a nie lewej, odpowiedziała mi, że porządna dziewczyna powinna robić tak a nie inaczej, dodając, że cały brud powstaje właśnie z braku prawości, odpowiedniej segrygacji, że najgorsze to te mezaliansy, tak jakbym wiedziała, co to jest. No i takim sposobem Pani gadała o tych naczyniach aż do wieczora. Uchroń mnie Boże, przed słuchaniem tego wykładu folizoficznego czy tam filozoficznego kolejny raz, więc z prawej i już. Sztućce przecieram papierem, potem przygotowuję wanienkę do zmywania z szarym mydłem, miskę do opłukiwania, tacę do ociekania naczyń i drugą, do ich ustawiania. I znowu odpowiednia segrygacja - najpierw szkło, sztuczce, a do mycia porcelany używam bielidła. Myję, płuczę, wycieram każdy rodzaj z osobna. Jedną ręka biorę, drugą czyszczę i tak ciągle z prawa do lewej, z prawa do lewej, z prawa do lewej...

W międzyczasie Państwo z  Paniczem i dziewczynkami zaczęli się zbierać na herbatkę do państwa Borowskich. Ponoć panienka Borowskich, Michalina, jest na wydaniu i nasz Tadeusz uderza w konkury. Biedna panienka Michasia, jeżeli Panicz ze mną takie niegodziwości robi, to co dopiero będzie robił z prawowitą małżonką? 
muzeumplock.eu
 Po wyczyszczeniu sukien, bucików i paltocików i po otrzymaniu wskazówek: do powrotu Państwa mam nie przyjmować gości, mniej chodzić zamyślona, wysprzątać salon i jadalnię, wyczyścić i odpalić wszystkie lampy naftowe, naszykować kolację, zacerować ubrania - w końcu miałam kilka chwil dla siebie. Już miałam siąść i coś zjeść, gdy usłyszałam głośne pukanie w drzwi od strony schodów kuchennych. 

Za nimi, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, stała Hanka ze swoją kucharką! Okazuje się, że podczas nieobecności Państwa Dulskich, ich syn Hankę do pokoju swego zawołał. Ta myślała, że zaraz jej miłość wyznana, a on ją szarpać zaczął, obiecując w zamian chustkę nową. Na co Hanka nie pozwalała, moją osobą odpowiednio nauczona. Bo i owszem, może ją mieć, ale to raczej po ślubie. Wtedy on ją za włosy złapał i do kuchni zaczął ciągnąć. Po drodze krzyczał, że obowiązkiem dziewczyny do wszystkiego jest służyć także jemu do wszystkiego, bo inaczej na bruk ją wyrzuci. Długo to nie trwało, dostał po głowie pogrzebaczem. Kucharka ich niemowa, co nawet imienia jej nie znam i która patrzy się na mnie teraz z czułością, próbowała go odciągać, a gdy zrozumiała, że na nic to, wzięła co miała pod ręką i ... koniec. Mówi Hanka, że leży ich Panicz jak trup, nogami nie rusza i że pomóc mam im, bo mądrzejszej osoby ode mnie nie zna. 

KONIEC lub ciąg dalszy nastąpi :).

Całość na podstawie:
Poradnika Elżbiety Bederskiej "Dobra służąca, czyli co powinnam wiedzieć o służbie i na służbie?", Fragmentów pamiętnika Zofii Stryjeńskiej opublikowanych w "Diabli nadali",
 "Poradnika służby domowej" Lucjana Jagodzińskiego,
Miesięcznika popularnego "Świat płciowy" 1905 r.

O służącą zostawioną na początku stulecia proszę się nie martwić, daje sobie radę i wróci tuż po Nowym Roku.



Dziś najkrótszy dzień w roku, w Krakowie nawet padał śnieg! Szczerze! Nie kłamię! Wiem, że już go nie widać, cóż, ale był, jak na pierwszy dzień astronomicznej zimy przystało.

W 1933 roku, 21 grudnia był dzień jak co dzień, śnieżnie, lekko mrożnie, trwała przedświąteczna gorączka zakupowa i przedświąteczne zabawy i kradzieże :).  Na Rynku trwa sprzedaż świąteczna, teraz zwana jarmarkiem.

Na podstawie IKCa (Ilustrowanego Kuriera Codziennego), pisownia oryginalna.
UWAGA - wartość jednego złotego z dnia 20.12.1933 to teraz około 29 złotych (licząc na podstawie ówczesnej wartości dolara, inflacji dolara do 2017 i dzisiejszego kursu).

KOSZTOWNY SEN NA PLANTACH. Józef Jeziarek zam. przy ul. Jerozolimskiej 261, będąc
wielce utrudzony wypiciem dużej ilości alkoholu, zasnął na plantach na ławce. Z tej drzemki skorzystał jakiś przygodny sprawca i skradł Jeziarkowi palto, czapkę i rękawiczki, ogólnej wartości 66 zł.

UJĘCI NA KRADZIEŻY. Z wozu na placu Kleparskim skradł Mieczysław Bacaj lat 28 włóczęga, 10 kilogramowy worek pszenicy na szkodę Wawrzyńca Pomierskiego z Białego Prądnika. Złodiieja ujęto, a pszenice zwrócono poszkodowanemu.
Stanisław Grecki, lat 20, na szkodę Izaaka Lewiga usiłował skraść paczkę drożdży, wartości 25 zł. Został jednak na kradzieży ujęty i powędrował pod "Telegraf".
Los dwu poprzednich podzielili Jakób Gelłe, lat 18 i Lewi Izrael lat 20. obaj włóczędzy, którzy zostali ujęci za kradzież trykotów z gablotki wystawowej Markusa Wassersteinera przy ul. Bożego Ciała.

KOPNIĘTY PRZEZ KONIA. Na targowicy miejskie został kopnięty przez konia Mendel Kraus,
handlarz koni. Pogotowie ratunkowe zawezwane na miejsce wypadku odwiozło handlarza do szpitala św. Łazarza.


ODZYSKANE SKRADZIONE APARATY. Organa P. P. przytrzymały poszukiwanego od 1932 r. sprawcę kradzieży aparatów mierniczych na szkodę firmy Rodakowski, którym okazał się Kazimierz Gałda, lat 27, technik, zam. w Bronowicach Wielkich 271. Aparaty po dwóch latach wróciły do właściciela, sprawca zaś powędrował do aresztu.

TEATR DOMU KOŁNIERZA NA OKRES ŚWIĄTECZNY przygotowuje widowisko sceniczne o charakterze ludowym pod tytułem „Bóg się rodzi".  Oryginalne te jasełka oparte są głównie na tekstach M. Konopnickiej. Ilustracja muzyczna P. Maszyńskiego, wzorowana na motywach regjonalnych.
Jasełka wypełnią popołudnia niedzieli i poniedziałku, wieczory zaś przeznaczone są na ulubione przez stałych bywalców i przyjaciół teatru regionalne, pełne humoru utwory B. Turskiego „Krowoderskie zuchy“ i „Wojna z babami".


"BAL MASKOWY", opera G. Verdi‘ego dana będzie w poniedziałek 25 bm. na przedstawieniu po
południowem, z gościnnym występem primadonny opery warszawskiej, Ireny Cywińskiej.

LONDYN. 20 grudnia (B). Według doniesienia sprawozdawcy „Daily Mail“ z Kalinpang w północnej Bengalji, Dalaj Lama został otruty. Korespondent zaznacza, że wiadomość tę otrzymał z wiarygodnego źródła w Lhassa. Dyplomatyczny współpracownik „Daily Heralda" zauważa w związku z wiadomością o zgonie Dalaj Lamy. że obecnie nastąpi między Rosją, Chinami i Anglją rywalizacja o wyszukanie dla Tybetu takiego regenta, który by szedł na rękę ich żądaniom.


KINA (ZOBACZCIE ILE ICH BYŁO!!!)
Co grają w kinach krakowskich?
Adria: „Emma" (Marie Dressler).
Apollo: „Miss Flora“ (Anny Ondra).
Atlantic: „Sabra“ (film polski).
Dom Żołnierza: „Gehenna kobiety" w roli głównej Sylwia Sidney.
Promień: "Ben Hur“ (Roman Novarro).
Slońce: „Wygnańcy (A. Brodzisz, M. Varkonyj)
Sztuka: „Sherlock Holmes" (Clive Brook) 
Świt "Pomocnik marynarki"  (Edwards - Neagle)
Uciecha: "Król Pechowców (Curt Bois) i "Świat słucha"
Wanda: "Buster nawarzył piwa“ (Buster Keaton).

Problemy Urzędu Skarbowego pod koniec roku i szybka reorganizacja :)
ZE WZGLĘDU NA MASOWY NAPŁYW PŁATNIKÓW PODATKU od lokali w terminach płatności kwartalnych zaliczek i wypływającą stąd niemożność szybkiego załatwienia stron przez Urząd Skarbowy Nr. 2, zawiadamia się płatników, że kasa przyjmować będzie wpłaty na ten podatek od podatników z Dz. VIII w poniedziałki, środy i piątki, a z Dz. II, VI, VII, XIX i XX we wtorki, czwartki i soboty. Zarządzenie to nie zmienia ani terminów ustawowych płatności podatku od lokali, ani terminów. płatności udzielonych rat.


„GROŹNE" termometry.
Od 1 stycznia wolno będzie — jak wiadomo — sprzedawać tylko termometry z jedną skalą — Celsjusza. Termometry z podwójną skalą są już w handlu wzbronione. Okazało się jednak, że pokup na termometry był w bież. roku tak słaby, że  w sklepach pozostało wiele termometrów z podwójną skalą, które musieliby kupcy rzucić do śmieci tub przerobić, ponosząc dotkliwe straty. Toteż interesowani zwrócili się obecnie z memorjałem do władz, prosząc o pozwolenie na sprzedawanie termometrów dwuskalowych jeszcze w ciągu przyszłego roku. Aczkolwiek jest rzeczą słuszną wprowadzenie jednej obowiązującej miary temperatury, w danym wypadku Celsjusza, to jednak, rodzi się pytanie, co to komu szkodzi, że ktoś chce wiedzieć i widzieć, ilu stopniom Reamura, czy Farenheita, czy wreszcie obu tym miarom, odpowiada dana ilość stopni Celcjusza. Mamy tyle
innych kłopotów — czy potrzebne nam jeszcze termometrowe?

Ogłoszenia różne:
KTÓRY z Panów kulturalnych, na dobrem stanowisku, do lat 86, pragnie poznać młodą, urodziwą, dobrego domu, niezależna szatynkę. Panowie z Krakowa. Katowic, okolicy mają pierwszeństwo.
Poważne zgłoszenia tylko z fotografjami, które zostaną bezwarunkowo zwrócone, proszę skierować do I. K. C.. Kraków, Wielopole 1. „Niepospolita".

KTÓRA Pani gospodarna pożyczy 3.000 zł młodemu kupcowi na dokończenie procesu. Wygrana pewna 35.000 zł. Ożenek natychmiast. Przyjazd do Poznania konieczny Zgłoszenia:
 I. K. C.. Kraków, Wielopole 1. "Marcin 48"


NAJTANIEJ przyjmuje zamówienia na święta na ciasta świąteczne Pracownia wyrobów cukierniczych. Kraków, Karmelicka 14 w PODWÓRZU. Wyroby wyłącznie na maśle.

RĘKAWICZKI są najpraktyczniejszym podarunkiem gwiazdkowym. Piękne rękawiczki zimowe  poleca Wytwórnia F. Lubański, Kraków, św. Anny 2.

W NIEZNANE! Najwięcej emocji czytelnikowi dostarcza Bibljoteka Adolfa Gumplowicza. Kraków, BRACKA 9. FRONT. — 45.000 tomów.  Dla PT. Urzędników ulgi.

BONJURKI, szlafroki męskie, pyjamy damskie i męskie, ubrania narciarskie — kupisz najtaniej wprost w Wytwórni, Kraków. Koletek 1/ róg Agnieszki.

DOSKONAŁA okazja!  FORTEPIAN PETROF krótki, czarny sprzeda HELENA SMOLARSKA
Kraków, Szewska 9.

TOREBKI damskie kozłowe od 3.90, portfele męskie od 2.50, manikiery od 9.50 kasetki t perfumami od 1.90, wody kołońskie krajowe i zagraniczne. Wetstein. Kraków. Szewska 18.

HOTEL Polonia, Kraków, Basztowa 25, poszukuje portjera Polaka, w wieku do lat 40, władającego poprawnie niemieckim i francuskim. — Zgłoszenia tylko osobiste.

ONDULATORKA - manikurzystka znajdzie natychmiast stałą posadę - Leibowicz, Kraków, Rakowicka 19.

BUFETOWIEC młody, zdolny, potrzebny zaraz. Bar Baszta, Basztowa 5, Kraków. 

ZNAKOMITY kucharz szuka posady zaraz lub później, zna leguminy. - Zgłoszenia: I. K. C..Kraków. Wielopole 1, "60 złotych pensja".

POKOJOWA 23-letnia, przystojna, zdolna, pracowita obrotna, bardzo uczciwa, umiejąca gotować,
przyrządzać leguminy, podawać do stołu, posiadająca chlubne świadectwa, kaucję, szuka posady bez
prania, od 15 stycznia, lub później, tylko w lepszym domu pensjonacie lub hotelu. Łaskawe zgłoszenia: I. K. C., Kraków. Wielopole 1 „Uczciwa praca“.

GWIAZDKOWA sprzedaż OBRAZÓW znanych Malarzy polskich w „Salonie Sztuki" Wojciechowskiego, Kraków, Jana 3. Wybór ogromny — ceny niskie.

FUTRO z afrykańskich breitschwańców. nowe - okazyjnie sprzedam. Kraków, Miodowa 5/4. 

JABŁKA na święta wykwintne gatunki, RYDZE kiszone wyborowe hurtownie kg 1.30, MIÓD jasny podkrakowski, najlepszy z najlepszych — 5 kg puszka 18— zł., poleca „Pomona". Kraków, plac
Szczepański 8.

PANI pragnie wymiany myśli z dalekim geograficznie człowiekiem, może być smutny. Zgłoszenia: I. K. C., Kraków. Wielopole 1, „Lady Caprice“.

GRAFOLOGINI Winiarska jest w Krakowie, Kościuszki 70.

O KAŻDEJ OSOBIE w Polsce i za granicą poufnych informacji udziela istniejące od 1887 roku Biuro Informacyjno Wywiadowcze H. Weiss Kraków, Smoleńsk 16, — Telefon 124-53.

AMAZONKA GUM! ... - Niewyczuwalne! Próba 6 sztuk za darmo. Koszty przesyłki 1 opakowania
zł. 1.85 wpłacać na konto P. K. O. 580. — Fabryka Wyrobów Gumowych „EMGE". Warszawa, Kopernika 16. 

A na koniec zapraszam na odwiedzenie handlu świątecznego na Rynku Głównym. Grzybki suszone już macie?

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl
Księgarnia Geberthnera i Wolffa propaguje czytanie

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl
Sprzedawca petard

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl
Jak ówczesnym kobietom nogi nie marzły?

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl


audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl
Panowie wypatrują gwiazdki w 2017 roku :)