Jeden dzień z życia krakowskiej służącej - część 2

/ 2/13/2018
Jeden dzień z życia Marysi, krakowskiej służącej tuż po Wielkiej Wojnie - część 2.
Część pierwsza znajduje się TUTAJ.

Występują:
Służąca - Marysia, 19 lat, z Wielkiej Wsi i jej myśli,
Gospodyni - Wielmożna Pani,
Gospodarz - Wielmożny Pan,
Dzieci gospodarza - Isia 7 lat, Nusia 9 lat, Panicz - Tadeusz 20 lat.

Myśli Marysi: 
Czego nie masz w głowie, to masz w nogach.

Dokładnie mówiąc, czego Pani Wielmożna nie ma w głowie, to ja w nogach będę mieć. Tak, jest to najlepsze określenie na moje codzienne bieganie po mieście.
Pani zawsze daje mi listę zakupów i mam kupować tylko to, co na tej liście się znajduje, nawet kiedy ja wiem, że w domu już mąki nie ma, a i ocet na wykończeniu. Tak jak dziś.





Lecz zacznę od początku.
Najpierw sprawdziłam, czy dobrze pali się w piecach. Przebrałam się naprędce, trzewiki wyczyściłam, włosy wygładziłam, chciałam chustkę pospinać ładnie, listę zakupów przejrzeć, ale Pani krzyczeć zaczęła, że się przesadnie stroję, że długo już to trwa, że te zakupy już spisała wieki temu, że najlepsze rzeczy wykupią, że obiad nie zdążę przyszykować, że chyba diabli mnie wzięli i inne potwory, że skromności we mnie mało i że przyprawiam ją o migrenę, której już od kilku lat nie miała i inne choroby, takie jak kule nerwowe ...i tutaj nie pamiętam, bo przestałam słuchać. Cała jej wypowiedź trwała dobre kilkanaście minut. W tym czasie już dawno bym na placu Szczepańskim była, ale wyjść nie mogłam, gdyż Pani koszyk trzymała i wymachiwała nim to na prawo, to na lewo, pomstując na mój brak szacunku do niej i innych domowników. 
W tym czasie Panicz przechodząc obok mnie szepnął, że ukarze mnie za to odpowiednio i chyba wtedy to właśnie słuchać Gospodyni przestałam.
mhf.krakow.pl
W końcu udało mi się złapać koszyk i wyleciałam z domu jak z procy.
Po drodze na plac Szczepański znowu zobaczyłam po drugiej stronie ulicy Hankę, która wraz ze swoją kucharką z zakupami już wracały. Eh .. niestety musiałam jej gestem pokazać, że czasu na gadanie i plotki nie mam, bom spóźniona i jakoś taki smutek mnie zalał. Kucharka ich, poczciwa kobieta, niemową jest od urodzenia ponoć, ale zawsze jak mnie zobaczy, to tak jakby wiedziała, czego potrzebuję - to jabłko da, to po głowie pogłaska lub po prostu przytuli, ale dziś nie mam na to czasu i możliwe, że przez to mi smutno.


mhf.krakow.pl
Na placu już wiem u kogo mogę co wytargować. Jak się okazuje, z dobrze wyliczonej sumy pieniędzy na zakupy, zawsze, ale to zawsze, muszę coś przynieść z powrotem do Pani, inaczej jestem oskarżana, że tak zwane koszykowe pobieram i ich okradam. Na nic tłumaczenia, że za dobry świeży towar nie mogę zapłacić mniej, niż na to wskazuje cena. Więc popatrywałam, jak to inne służące robią i nauczyłam się dla przykładu wybierać drób z cieńszymi szyjkami nóżkami i kolanami, co oznacza że jest on starszy wiekiem od tych z grubymi kończynami.  Albo zamrożone ryby  - czy świeże są poznaje się po wypukłości oka,  a jeżeli mają oczy więcej wpadłe to dawno zamrożone są. Więc biorę te starsze i cenę targuję odpowiednio niższą. Przekupki zawsze kilka brzydkich słów na temat mojej przemądrzałości rzucą, ale też zawsze kilka drobnych do Pani z powrotem przyniosę.

audiovis.nac.gov.pl


Najłatwiej mi jednak z sąsiadkami z mojej Wielkiej Wsi. Wszystkie kury, warzywa, jajka i mleczne wyroby dadzą mi odrobinę taniej. Najukochańsza jest cioteczka Józia. Od razu  po przyjściu na plac wśród siedzących długimi rzędami przekupkami wypatruję jej  niebieskiej chusty w kratę narzuconej na ramiona. Jest i dziś! Słyszę, jak tłumaczy jakiejś dziewce, że to co ma to już nie na sprzedaż i marsz stąd. To dla mnie towar zostawiła! Moja ukochana ciotuchna! Gdy mnie głaska po policzku opowiadam jej całe wczorajsze zajście z Paniczem i czuję, że wszystkie troski mijają. Opowiada mi, że nieraz słyszy od służących w mieście, że mają podobnie, że najważniejsze to bachora sobie nie zrobić, zioła te co dała ciągle pić, mamie nic nie mówić, a ściskania takiego i tłuczenia przez swoich mężów to i we wsi co druga doświadcza. Co już tu zrobić, taki nasz los. Mówi, że i tak mi dobrze, przecież w cieple sobie żyję, w pokojach ładnych chodzę, że trzewiki porządne swoje własne mam, a nie tak jak większość w Wielkiej Wsi - jedną parę dzieli z kimś z rodziny, no i że Franek, którego moim nazywa, specjalnie dla mnie przekazał spory woreczek suszonych jabłek i że ona mi go już sprzedała, a za pieniądze mogę kupić sobie co tylko chce. Nawet ciastko! A ja niczego tak nie pragnę, jak domowej sztangielki z kminkiem z kawałkiem bryndzy, przecież nie jadłam dziś jeszcze! A pieniądze niech mamie zawiezie, przecież combrowy czwartek zaraz, więc i pączki będzie robić, może tym razem trochę cukrem pudrowym posypie?!

audiovis.nac.gov.pl

Szybko pakuję wszystkie zakupy do koszyka, drób i warzywa do siatki i klęcząc obok Józi w pospiechu zajadam się bułką ze smakiem. Ach, Józia Józia! Dobrze mi tak z tobą gawędzić, ale czas uciekać i to dosłownie nie iść, a biec, bo inaczej znowu kazanie od Wielmożnej Pani będę miała o grzesznym robieniu plotek, do czego według Pani zazwyczaj targi najwięcej nastręczają sposobności.

Gdy wróciłam, Pani najpierw skrzyczała, że długo, że pewnie znowu zapomniałam kupić to i owo. Nie, nie zapomniałam, ale przy wykładaniu okazało się, że nie ma ani fasoli, ani śmietany kwaśnej, nie mówiąc o mące i o tym occie nieszczęsnym. Przecież tego oczywiście na liście nie było, ale to jakby moja wina i mam się nie odzywać i biec w te pędy z powrotem, tylko bez zatrzymywania się przy przekupkach, bo to moje gadulstwo wszystkie te przykrości za sobą pociąga i pewnie nawet nie zliczyłam gadając, czy mi dobrze resztę pieniędzy wydano. 

Biegnę więc z powrotem, byleby tych wrzasków nie słuchać. Tym razem na Mały Rynek, tam dłużej przekupki siedzą, a i trafić na kogoś znajomego tam ciężej, by losu do gadulstwa nie kusić. 

Śmietana tu jednak droższa,  no cóż - co jest to jest. Już miałam biec z powrotem, gdy tuż obok mnie dwie chłopki pijane tak zaczęły się drzeć, że aż kiecki fruwały do góry, a ich tyłki podobne do dyń błyskały nago z krzykiem o całowaniu w tę część konkretną. Co za dzień!


Po powrocie do domu, znowu długo w nim nie zabawiłam, gdyż musiałam biec do szkoły po dziewczynki i wracając z nimi dokupić cynamonu.

Zmarzłam już bardzo, zima nie taka już mroźna, ale mokro, szaro-buro, coś ciągle sypie z nieba. Trzewiki mimo napastowania ich łojem i tak mokną, zwłaszcza, że Isia ciągnąc mnie za rękę wskakiwała w każdą większą ni to zaspę, ni to kałużę, a i ja za nią. 

Póki mnie nie było Pani zaczęła szykować obiad, a ja sprawdziłam, czy pali się w piecach, zastawiałam stół i pilnowałam wszystkiego, co się smażyło, piekło, gotowało i bulgotało w blachach, garnkach i patelniach.
Gotowaliśmy rosół z kluseczkami wątrobianymi i pasztecikami francuskimi, sztukę mięsa w sosie szczawiowym i strudel z jabłkami do kawy.

muzeumplock.eu
Podczas obiadu jak zawsze usługiwałam do stołu. Starałam się podając potrawy być jak najdalej od Panicza, co też wyszło mi na przekór. Niechcący zbyt przechyliłam naczynie z sosem szczawiowym i malutka, acz paskudna kropla, spadła na spodnie Wielmożnego Pana. Całe szczęście w tym nieszczęściu, że uszło to uwadze i jemu, i Wielmożnej Pani. Widziała to tylko Niusia, która zobaczywszy jaką minę zrobiłam, parsknęła tak głośno, że z przerażenia Wielmożny Pan trącił ręką sosjerkę w bok i miał raptem ponad połowę sosu na spodniach. Za to Niusia, ku swojemu wielkiemu szczęściu, została pozbawiona sztuki mięsa w felernym sosie i przegoniona do pokoju. 
Pan poszedł się przebrać, a ja zamiast zjedzenia w tym czasie swojego obiadu, zajęłam się czyszczeniem owych spodni. 

Po podaniu kawy i strudla, zajęłam się sprzątaniem i myciem naczyń. 
Myślicie, że to nic takiego, zajęcie z najprostszych nie wymagających zbytniego zachodu? Nic bardziej mylnego. To jest cała folizofia, czy filozofia jak mawia Isia. Najpierw muszę delikatnie szczoteczką usunąć wszystkie resztki z porcelanowych talerzy do wiaderka i naczynia, a także srebro posortować ustawiając każdy rodzaj z prawej strony wanienek, oddzielnie. Gdy spytałam się Pani dlaczego z prawej, a nie lewej, odpowiedziała mi, że porządna dziewczyna powinna robić tak a nie inaczej, dodając, że cały brud powstaje właśnie z braku prawości, odpowiedniej segrygacji, że najgorsze to te mezaliansy, tak jakbym wiedziała, co to jest. No i takim sposobem Pani gadała o tych naczyniach aż do wieczora. Uchroń mnie Boże, przed słuchaniem tego wykładu folizoficznego czy tam filozoficznego kolejny raz, więc z prawej i już. Sztućce przecieram papierem, potem przygotowuję wanienkę do zmywania z szarym mydłem, miskę do opłukiwania, tacę do ociekania naczyń i drugą, do ich ustawiania. I znowu odpowiednia segrygacja - najpierw szkło, sztuczce, a do mycia porcelany używam bielidła. Myję, płuczę, wycieram każdy rodzaj z osobna. Jedną ręka biorę, drugą czyszczę i tak ciągle z prawa do lewej, z prawa do lewej, z prawa do lewej...

W międzyczasie Państwo z  Paniczem i dziewczynkami zaczęli się zbierać na herbatkę do państwa Borowskich. Ponoć panienka Borowskich, Michalina, jest na wydaniu i nasz Tadeusz uderza w konkury. Biedna panienka Michasia, jeżeli Panicz ze mną takie niegodziwości robi, to co dopiero będzie robił z prawowitą małżonką? 
muzeumplock.eu
 Po wyczyszczeniu sukien, bucików i paltocików i po otrzymaniu wskazówek: do powrotu Państwa mam nie przyjmować gości, mniej chodzić zamyślona, wysprzątać salon i jadalnię, wyczyścić i odpalić wszystkie lampy naftowe, naszykować kolację, zacerować ubrania - w końcu miałam kilka chwil dla siebie. Już miałam siąść i coś zjeść, gdy usłyszałam głośne pukanie w drzwi od strony schodów kuchennych. 

Za nimi, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, stała Hanka ze swoją kucharką! Okazuje się, że podczas nieobecności Państwa Dulskich, ich syn Hankę do pokoju swego zawołał. Ta myślała, że zaraz jej miłość wyznana, a on ją szarpać zaczął, obiecując w zamian chustkę nową. Na co Hanka nie pozwalała, moją osobą odpowiednio nauczona. Bo i owszem, może ją mieć, ale to raczej po ślubie. Wtedy on ją za włosy złapał i do kuchni zaczął ciągnąć. Po drodze krzyczał, że obowiązkiem dziewczyny do wszystkiego jest służyć także jemu do wszystkiego, bo inaczej na bruk ją wyrzuci. Długo to nie trwało, dostał po głowie pogrzebaczem. Kucharka ich niemowa, co nawet imienia jej nie znam i która patrzy się na mnie teraz z czułością, próbowała go odciągać, a gdy zrozumiała, że na nic to, wzięła co miała pod ręką i ... koniec. Mówi Hanka, że leży ich Panicz jak trup, nogami nie rusza i że pomóc mam im, bo mądrzejszej osoby ode mnie nie zna. 

KONIEC lub ciąg dalszy nastąpi :).

Całość na podstawie:
Poradnika Elżbiety Bederskiej "Dobra służąca, czyli co powinnam wiedzieć o służbie i na służbie?", Fragmentów pamiętnika Zofii Stryjeńskiej opublikowanych w "Diabli nadali",
 "Poradnika służby domowej" Lucjana Jagodzińskiego,
Miesięcznika popularnego "Świat płciowy" 1905 r.

Jeden dzień z życia Marysi, krakowskiej służącej tuż po Wielkiej Wojnie - część 2.
Część pierwsza znajduje się TUTAJ.

Występują:
Służąca - Marysia, 19 lat, z Wielkiej Wsi i jej myśli,
Gospodyni - Wielmożna Pani,
Gospodarz - Wielmożny Pan,
Dzieci gospodarza - Isia 7 lat, Nusia 9 lat, Panicz - Tadeusz 20 lat.

Myśli Marysi: 
Czego nie masz w głowie, to masz w nogach.

Dokładnie mówiąc, czego Pani Wielmożna nie ma w głowie, to ja w nogach będę mieć. Tak, jest to najlepsze określenie na moje codzienne bieganie po mieście.
Pani zawsze daje mi listę zakupów i mam kupować tylko to, co na tej liście się znajduje, nawet kiedy ja wiem, że w domu już mąki nie ma, a i ocet na wykończeniu. Tak jak dziś.





Lecz zacznę od początku.
Najpierw sprawdziłam, czy dobrze pali się w piecach. Przebrałam się naprędce, trzewiki wyczyściłam, włosy wygładziłam, chciałam chustkę pospinać ładnie, listę zakupów przejrzeć, ale Pani krzyczeć zaczęła, że się przesadnie stroję, że długo już to trwa, że te zakupy już spisała wieki temu, że najlepsze rzeczy wykupią, że obiad nie zdążę przyszykować, że chyba diabli mnie wzięli i inne potwory, że skromności we mnie mało i że przyprawiam ją o migrenę, której już od kilku lat nie miała i inne choroby, takie jak kule nerwowe ...i tutaj nie pamiętam, bo przestałam słuchać. Cała jej wypowiedź trwała dobre kilkanaście minut. W tym czasie już dawno bym na placu Szczepańskim była, ale wyjść nie mogłam, gdyż Pani koszyk trzymała i wymachiwała nim to na prawo, to na lewo, pomstując na mój brak szacunku do niej i innych domowników. 
W tym czasie Panicz przechodząc obok mnie szepnął, że ukarze mnie za to odpowiednio i chyba wtedy to właśnie słuchać Gospodyni przestałam.
mhf.krakow.pl
W końcu udało mi się złapać koszyk i wyleciałam z domu jak z procy.
Po drodze na plac Szczepański znowu zobaczyłam po drugiej stronie ulicy Hankę, która wraz ze swoją kucharką z zakupami już wracały. Eh .. niestety musiałam jej gestem pokazać, że czasu na gadanie i plotki nie mam, bom spóźniona i jakoś taki smutek mnie zalał. Kucharka ich, poczciwa kobieta, niemową jest od urodzenia ponoć, ale zawsze jak mnie zobaczy, to tak jakby wiedziała, czego potrzebuję - to jabłko da, to po głowie pogłaska lub po prostu przytuli, ale dziś nie mam na to czasu i możliwe, że przez to mi smutno.


mhf.krakow.pl
Na placu już wiem u kogo mogę co wytargować. Jak się okazuje, z dobrze wyliczonej sumy pieniędzy na zakupy, zawsze, ale to zawsze, muszę coś przynieść z powrotem do Pani, inaczej jestem oskarżana, że tak zwane koszykowe pobieram i ich okradam. Na nic tłumaczenia, że za dobry świeży towar nie mogę zapłacić mniej, niż na to wskazuje cena. Więc popatrywałam, jak to inne służące robią i nauczyłam się dla przykładu wybierać drób z cieńszymi szyjkami nóżkami i kolanami, co oznacza że jest on starszy wiekiem od tych z grubymi kończynami.  Albo zamrożone ryby  - czy świeże są poznaje się po wypukłości oka,  a jeżeli mają oczy więcej wpadłe to dawno zamrożone są. Więc biorę te starsze i cenę targuję odpowiednio niższą. Przekupki zawsze kilka brzydkich słów na temat mojej przemądrzałości rzucą, ale też zawsze kilka drobnych do Pani z powrotem przyniosę.

audiovis.nac.gov.pl


Najłatwiej mi jednak z sąsiadkami z mojej Wielkiej Wsi. Wszystkie kury, warzywa, jajka i mleczne wyroby dadzą mi odrobinę taniej. Najukochańsza jest cioteczka Józia. Od razu  po przyjściu na plac wśród siedzących długimi rzędami przekupkami wypatruję jej  niebieskiej chusty w kratę narzuconej na ramiona. Jest i dziś! Słyszę, jak tłumaczy jakiejś dziewce, że to co ma to już nie na sprzedaż i marsz stąd. To dla mnie towar zostawiła! Moja ukochana ciotuchna! Gdy mnie głaska po policzku opowiadam jej całe wczorajsze zajście z Paniczem i czuję, że wszystkie troski mijają. Opowiada mi, że nieraz słyszy od służących w mieście, że mają podobnie, że najważniejsze to bachora sobie nie zrobić, zioła te co dała ciągle pić, mamie nic nie mówić, a ściskania takiego i tłuczenia przez swoich mężów to i we wsi co druga doświadcza. Co już tu zrobić, taki nasz los. Mówi, że i tak mi dobrze, przecież w cieple sobie żyję, w pokojach ładnych chodzę, że trzewiki porządne swoje własne mam, a nie tak jak większość w Wielkiej Wsi - jedną parę dzieli z kimś z rodziny, no i że Franek, którego moim nazywa, specjalnie dla mnie przekazał spory woreczek suszonych jabłek i że ona mi go już sprzedała, a za pieniądze mogę kupić sobie co tylko chce. Nawet ciastko! A ja niczego tak nie pragnę, jak domowej sztangielki z kminkiem z kawałkiem bryndzy, przecież nie jadłam dziś jeszcze! A pieniądze niech mamie zawiezie, przecież combrowy czwartek zaraz, więc i pączki będzie robić, może tym razem trochę cukrem pudrowym posypie?!

audiovis.nac.gov.pl

Szybko pakuję wszystkie zakupy do koszyka, drób i warzywa do siatki i klęcząc obok Józi w pospiechu zajadam się bułką ze smakiem. Ach, Józia Józia! Dobrze mi tak z tobą gawędzić, ale czas uciekać i to dosłownie nie iść, a biec, bo inaczej znowu kazanie od Wielmożnej Pani będę miała o grzesznym robieniu plotek, do czego według Pani zazwyczaj targi najwięcej nastręczają sposobności.

Gdy wróciłam, Pani najpierw skrzyczała, że długo, że pewnie znowu zapomniałam kupić to i owo. Nie, nie zapomniałam, ale przy wykładaniu okazało się, że nie ma ani fasoli, ani śmietany kwaśnej, nie mówiąc o mące i o tym occie nieszczęsnym. Przecież tego oczywiście na liście nie było, ale to jakby moja wina i mam się nie odzywać i biec w te pędy z powrotem, tylko bez zatrzymywania się przy przekupkach, bo to moje gadulstwo wszystkie te przykrości za sobą pociąga i pewnie nawet nie zliczyłam gadając, czy mi dobrze resztę pieniędzy wydano. 

Biegnę więc z powrotem, byleby tych wrzasków nie słuchać. Tym razem na Mały Rynek, tam dłużej przekupki siedzą, a i trafić na kogoś znajomego tam ciężej, by losu do gadulstwa nie kusić. 

Śmietana tu jednak droższa,  no cóż - co jest to jest. Już miałam biec z powrotem, gdy tuż obok mnie dwie chłopki pijane tak zaczęły się drzeć, że aż kiecki fruwały do góry, a ich tyłki podobne do dyń błyskały nago z krzykiem o całowaniu w tę część konkretną. Co za dzień!


Po powrocie do domu, znowu długo w nim nie zabawiłam, gdyż musiałam biec do szkoły po dziewczynki i wracając z nimi dokupić cynamonu.

Zmarzłam już bardzo, zima nie taka już mroźna, ale mokro, szaro-buro, coś ciągle sypie z nieba. Trzewiki mimo napastowania ich łojem i tak mokną, zwłaszcza, że Isia ciągnąc mnie za rękę wskakiwała w każdą większą ni to zaspę, ni to kałużę, a i ja za nią. 

Póki mnie nie było Pani zaczęła szykować obiad, a ja sprawdziłam, czy pali się w piecach, zastawiałam stół i pilnowałam wszystkiego, co się smażyło, piekło, gotowało i bulgotało w blachach, garnkach i patelniach.
Gotowaliśmy rosół z kluseczkami wątrobianymi i pasztecikami francuskimi, sztukę mięsa w sosie szczawiowym i strudel z jabłkami do kawy.

muzeumplock.eu
Podczas obiadu jak zawsze usługiwałam do stołu. Starałam się podając potrawy być jak najdalej od Panicza, co też wyszło mi na przekór. Niechcący zbyt przechyliłam naczynie z sosem szczawiowym i malutka, acz paskudna kropla, spadła na spodnie Wielmożnego Pana. Całe szczęście w tym nieszczęściu, że uszło to uwadze i jemu, i Wielmożnej Pani. Widziała to tylko Niusia, która zobaczywszy jaką minę zrobiłam, parsknęła tak głośno, że z przerażenia Wielmożny Pan trącił ręką sosjerkę w bok i miał raptem ponad połowę sosu na spodniach. Za to Niusia, ku swojemu wielkiemu szczęściu, została pozbawiona sztuki mięsa w felernym sosie i przegoniona do pokoju. 
Pan poszedł się przebrać, a ja zamiast zjedzenia w tym czasie swojego obiadu, zajęłam się czyszczeniem owych spodni. 

Po podaniu kawy i strudla, zajęłam się sprzątaniem i myciem naczyń. 
Myślicie, że to nic takiego, zajęcie z najprostszych nie wymagających zbytniego zachodu? Nic bardziej mylnego. To jest cała folizofia, czy filozofia jak mawia Isia. Najpierw muszę delikatnie szczoteczką usunąć wszystkie resztki z porcelanowych talerzy do wiaderka i naczynia, a także srebro posortować ustawiając każdy rodzaj z prawej strony wanienek, oddzielnie. Gdy spytałam się Pani dlaczego z prawej, a nie lewej, odpowiedziała mi, że porządna dziewczyna powinna robić tak a nie inaczej, dodając, że cały brud powstaje właśnie z braku prawości, odpowiedniej segrygacji, że najgorsze to te mezaliansy, tak jakbym wiedziała, co to jest. No i takim sposobem Pani gadała o tych naczyniach aż do wieczora. Uchroń mnie Boże, przed słuchaniem tego wykładu folizoficznego czy tam filozoficznego kolejny raz, więc z prawej i już. Sztućce przecieram papierem, potem przygotowuję wanienkę do zmywania z szarym mydłem, miskę do opłukiwania, tacę do ociekania naczyń i drugą, do ich ustawiania. I znowu odpowiednia segrygacja - najpierw szkło, sztuczce, a do mycia porcelany używam bielidła. Myję, płuczę, wycieram każdy rodzaj z osobna. Jedną ręka biorę, drugą czyszczę i tak ciągle z prawa do lewej, z prawa do lewej, z prawa do lewej...

W międzyczasie Państwo z  Paniczem i dziewczynkami zaczęli się zbierać na herbatkę do państwa Borowskich. Ponoć panienka Borowskich, Michalina, jest na wydaniu i nasz Tadeusz uderza w konkury. Biedna panienka Michasia, jeżeli Panicz ze mną takie niegodziwości robi, to co dopiero będzie robił z prawowitą małżonką? 
muzeumplock.eu
 Po wyczyszczeniu sukien, bucików i paltocików i po otrzymaniu wskazówek: do powrotu Państwa mam nie przyjmować gości, mniej chodzić zamyślona, wysprzątać salon i jadalnię, wyczyścić i odpalić wszystkie lampy naftowe, naszykować kolację, zacerować ubrania - w końcu miałam kilka chwil dla siebie. Już miałam siąść i coś zjeść, gdy usłyszałam głośne pukanie w drzwi od strony schodów kuchennych. 

Za nimi, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, stała Hanka ze swoją kucharką! Okazuje się, że podczas nieobecności Państwa Dulskich, ich syn Hankę do pokoju swego zawołał. Ta myślała, że zaraz jej miłość wyznana, a on ją szarpać zaczął, obiecując w zamian chustkę nową. Na co Hanka nie pozwalała, moją osobą odpowiednio nauczona. Bo i owszem, może ją mieć, ale to raczej po ślubie. Wtedy on ją za włosy złapał i do kuchni zaczął ciągnąć. Po drodze krzyczał, że obowiązkiem dziewczyny do wszystkiego jest służyć także jemu do wszystkiego, bo inaczej na bruk ją wyrzuci. Długo to nie trwało, dostał po głowie pogrzebaczem. Kucharka ich niemowa, co nawet imienia jej nie znam i która patrzy się na mnie teraz z czułością, próbowała go odciągać, a gdy zrozumiała, że na nic to, wzięła co miała pod ręką i ... koniec. Mówi Hanka, że leży ich Panicz jak trup, nogami nie rusza i że pomóc mam im, bo mądrzejszej osoby ode mnie nie zna. 

KONIEC lub ciąg dalszy nastąpi :).

Całość na podstawie:
Poradnika Elżbiety Bederskiej "Dobra służąca, czyli co powinnam wiedzieć o służbie i na służbie?", Fragmentów pamiętnika Zofii Stryjeńskiej opublikowanych w "Diabli nadali",
 "Poradnika służby domowej" Lucjana Jagodzińskiego,
Miesięcznika popularnego "Świat płciowy" 1905 r.

czytaj dalej
O służącą zostawioną na początku stulecia proszę się nie martwić, daje sobie radę i wróci tuż po Nowym Roku.



Dziś najkrótszy dzień w roku, w Krakowie nawet padał śnieg! Szczerze! Nie kłamię! Wiem, że już go nie widać, cóż, ale był, jak na pierwszy dzień astronomicznej zimy przystało.

W 1933 roku, 21 grudnia był dzień jak co dzień, śnieżnie, lekko mrożnie, trwała przedświąteczna gorączka zakupowa i przedświąteczne zabawy i kradzieże :).  Na Rynku trwa sprzedaż świąteczna, teraz zwana jarmarkiem.

Na podstawie IKCa (Ilustrowanego Kuriera Codziennego), pisownia oryginalna.
UWAGA - wartość jednego złotego z dnia 20.12.1933 to teraz około 29 złotych (licząc na podstawie ówczesnej wartości dolara, inflacji dolara do 2017 i dzisiejszego kursu).

KOSZTOWNY SEN NA PLANTACH. Józef Jeziarek zam. przy ul. Jerozolimskiej 261, będąc
wielce utrudzony wypiciem dużej ilości alkoholu, zasnął na plantach na ławce. Z tej drzemki skorzystał jakiś przygodny sprawca i skradł Jeziarkowi palto, czapkę i rękawiczki, ogólnej wartości 66 zł.

UJĘCI NA KRADZIEŻY. Z wozu na placu Kleparskim skradł Mieczysław Bacaj lat 28 włóczęga, 10 kilogramowy worek pszenicy na szkodę Wawrzyńca Pomierskiego z Białego Prądnika. Złodiieja ujęto, a pszenice zwrócono poszkodowanemu.
Stanisław Grecki, lat 20, na szkodę Izaaka Lewiga usiłował skraść paczkę drożdży, wartości 25 zł. Został jednak na kradzieży ujęty i powędrował pod "Telegraf".
Los dwu poprzednich podzielili Jakób Gelłe, lat 18 i Lewi Izrael lat 20. obaj włóczędzy, którzy zostali ujęci za kradzież trykotów z gablotki wystawowej Markusa Wassersteinera przy ul. Bożego Ciała.

KOPNIĘTY PRZEZ KONIA. Na targowicy miejskie został kopnięty przez konia Mendel Kraus,
handlarz koni. Pogotowie ratunkowe zawezwane na miejsce wypadku odwiozło handlarza do szpitala św. Łazarza.


ODZYSKANE SKRADZIONE APARATY. Organa P. P. przytrzymały poszukiwanego od 1932 r. sprawcę kradzieży aparatów mierniczych na szkodę firmy Rodakowski, którym okazał się Kazimierz Gałda, lat 27, technik, zam. w Bronowicach Wielkich 271. Aparaty po dwóch latach wróciły do właściciela, sprawca zaś powędrował do aresztu.

TEATR DOMU KOŁNIERZA NA OKRES ŚWIĄTECZNY przygotowuje widowisko sceniczne o charakterze ludowym pod tytułem „Bóg się rodzi".  Oryginalne te jasełka oparte są głównie na tekstach M. Konopnickiej. Ilustracja muzyczna P. Maszyńskiego, wzorowana na motywach regjonalnych.
Jasełka wypełnią popołudnia niedzieli i poniedziałku, wieczory zaś przeznaczone są na ulubione przez stałych bywalców i przyjaciół teatru regionalne, pełne humoru utwory B. Turskiego „Krowoderskie zuchy“ i „Wojna z babami".


"BAL MASKOWY", opera G. Verdi‘ego dana będzie w poniedziałek 25 bm. na przedstawieniu po
południowem, z gościnnym występem primadonny opery warszawskiej, Ireny Cywińskiej.

LONDYN. 20 grudnia (B). Według doniesienia sprawozdawcy „Daily Mail“ z Kalinpang w północnej Bengalji, Dalaj Lama został otruty. Korespondent zaznacza, że wiadomość tę otrzymał z wiarygodnego źródła w Lhassa. Dyplomatyczny współpracownik „Daily Heralda" zauważa w związku z wiadomością o zgonie Dalaj Lamy. że obecnie nastąpi między Rosją, Chinami i Anglją rywalizacja o wyszukanie dla Tybetu takiego regenta, który by szedł na rękę ich żądaniom.


KINA (ZOBACZCIE ILE ICH BYŁO!!!)
Co grają w kinach krakowskich?
Adria: „Emma" (Marie Dressler).
Apollo: „Miss Flora“ (Anny Ondra).
Atlantic: „Sabra“ (film polski).
Dom Żołnierza: „Gehenna kobiety" w roli głównej Sylwia Sidney.
Promień: "Ben Hur“ (Roman Novarro).
Slońce: „Wygnańcy (A. Brodzisz, M. Varkonyj)
Sztuka: „Sherlock Holmes" (Clive Brook) 
Świt "Pomocnik marynarki"  (Edwards - Neagle)
Uciecha: "Król Pechowców (Curt Bois) i "Świat słucha"
Wanda: "Buster nawarzył piwa“ (Buster Keaton).

Problemy Urzędu Skarbowego pod koniec roku i szybka reorganizacja :)
ZE WZGLĘDU NA MASOWY NAPŁYW PŁATNIKÓW PODATKU od lokali w terminach płatności kwartalnych zaliczek i wypływającą stąd niemożność szybkiego załatwienia stron przez Urząd Skarbowy Nr. 2, zawiadamia się płatników, że kasa przyjmować będzie wpłaty na ten podatek od podatników z Dz. VIII w poniedziałki, środy i piątki, a z Dz. II, VI, VII, XIX i XX we wtorki, czwartki i soboty. Zarządzenie to nie zmienia ani terminów ustawowych płatności podatku od lokali, ani terminów. płatności udzielonych rat.


„GROŹNE" termometry.
Od 1 stycznia wolno będzie — jak wiadomo — sprzedawać tylko termometry z jedną skalą — Celsjusza. Termometry z podwójną skalą są już w handlu wzbronione. Okazało się jednak, że pokup na termometry był w bież. roku tak słaby, że  w sklepach pozostało wiele termometrów z podwójną skalą, które musieliby kupcy rzucić do śmieci tub przerobić, ponosząc dotkliwe straty. Toteż interesowani zwrócili się obecnie z memorjałem do władz, prosząc o pozwolenie na sprzedawanie termometrów dwuskalowych jeszcze w ciągu przyszłego roku. Aczkolwiek jest rzeczą słuszną wprowadzenie jednej obowiązującej miary temperatury, w danym wypadku Celsjusza, to jednak, rodzi się pytanie, co to komu szkodzi, że ktoś chce wiedzieć i widzieć, ilu stopniom Reamura, czy Farenheita, czy wreszcie obu tym miarom, odpowiada dana ilość stopni Celcjusza. Mamy tyle
innych kłopotów — czy potrzebne nam jeszcze termometrowe?

Ogłoszenia różne:
KTÓRY z Panów kulturalnych, na dobrem stanowisku, do lat 86, pragnie poznać młodą, urodziwą, dobrego domu, niezależna szatynkę. Panowie z Krakowa. Katowic, okolicy mają pierwszeństwo.
Poważne zgłoszenia tylko z fotografjami, które zostaną bezwarunkowo zwrócone, proszę skierować do I. K. C.. Kraków, Wielopole 1. „Niepospolita".

KTÓRA Pani gospodarna pożyczy 3.000 zł młodemu kupcowi na dokończenie procesu. Wygrana pewna 35.000 zł. Ożenek natychmiast. Przyjazd do Poznania konieczny Zgłoszenia:
 I. K. C.. Kraków, Wielopole 1. "Marcin 48"


NAJTANIEJ przyjmuje zamówienia na święta na ciasta świąteczne Pracownia wyrobów cukierniczych. Kraków, Karmelicka 14 w PODWÓRZU. Wyroby wyłącznie na maśle.

RĘKAWICZKI są najpraktyczniejszym podarunkiem gwiazdkowym. Piękne rękawiczki zimowe  poleca Wytwórnia F. Lubański, Kraków, św. Anny 2.

W NIEZNANE! Najwięcej emocji czytelnikowi dostarcza Bibljoteka Adolfa Gumplowicza. Kraków, BRACKA 9. FRONT. — 45.000 tomów.  Dla PT. Urzędników ulgi.

BONJURKI, szlafroki męskie, pyjamy damskie i męskie, ubrania narciarskie — kupisz najtaniej wprost w Wytwórni, Kraków. Koletek 1/ róg Agnieszki.

DOSKONAŁA okazja!  FORTEPIAN PETROF krótki, czarny sprzeda HELENA SMOLARSKA
Kraków, Szewska 9.

TOREBKI damskie kozłowe od 3.90, portfele męskie od 2.50, manikiery od 9.50 kasetki t perfumami od 1.90, wody kołońskie krajowe i zagraniczne. Wetstein. Kraków. Szewska 18.

HOTEL Polonia, Kraków, Basztowa 25, poszukuje portjera Polaka, w wieku do lat 40, władającego poprawnie niemieckim i francuskim. — Zgłoszenia tylko osobiste.

ONDULATORKA - manikurzystka znajdzie natychmiast stałą posadę - Leibowicz, Kraków, Rakowicka 19.

BUFETOWIEC młody, zdolny, potrzebny zaraz. Bar Baszta, Basztowa 5, Kraków. 

ZNAKOMITY kucharz szuka posady zaraz lub później, zna leguminy. - Zgłoszenia: I. K. C..Kraków. Wielopole 1, "60 złotych pensja".

POKOJOWA 23-letnia, przystojna, zdolna, pracowita obrotna, bardzo uczciwa, umiejąca gotować,
przyrządzać leguminy, podawać do stołu, posiadająca chlubne świadectwa, kaucję, szuka posady bez
prania, od 15 stycznia, lub później, tylko w lepszym domu pensjonacie lub hotelu. Łaskawe zgłoszenia: I. K. C., Kraków. Wielopole 1 „Uczciwa praca“.

GWIAZDKOWA sprzedaż OBRAZÓW znanych Malarzy polskich w „Salonie Sztuki" Wojciechowskiego, Kraków, Jana 3. Wybór ogromny — ceny niskie.

FUTRO z afrykańskich breitschwańców. nowe - okazyjnie sprzedam. Kraków, Miodowa 5/4. 

JABŁKA na święta wykwintne gatunki, RYDZE kiszone wyborowe hurtownie kg 1.30, MIÓD jasny podkrakowski, najlepszy z najlepszych — 5 kg puszka 18— zł., poleca „Pomona". Kraków, plac
Szczepański 8.

PANI pragnie wymiany myśli z dalekim geograficznie człowiekiem, może być smutny. Zgłoszenia: I. K. C., Kraków. Wielopole 1, „Lady Caprice“.

GRAFOLOGINI Winiarska jest w Krakowie, Kościuszki 70.

O KAŻDEJ OSOBIE w Polsce i za granicą poufnych informacji udziela istniejące od 1887 roku Biuro Informacyjno Wywiadowcze H. Weiss Kraków, Smoleńsk 16, — Telefon 124-53.

AMAZONKA GUM! ... - Niewyczuwalne! Próba 6 sztuk za darmo. Koszty przesyłki 1 opakowania
zł. 1.85 wpłacać na konto P. K. O. 580. — Fabryka Wyrobów Gumowych „EMGE". Warszawa, Kopernika 16. 

A na koniec zapraszam na odwiedzenie handlu świątecznego na Rynku Głównym. Grzybki suszone już macie?

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl
Księgarnia Geberthnera i Wolffa propaguje czytanie

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl
Sprzedawca petard

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl
Jak ówczesnym kobietom nogi nie marzły?

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl


audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl

audiovis.nac.gov.pl
Panowie wypatrują gwiazdki w 2017 roku :)


Mam tendencję do upiększania rzeczywistości, a tym bardziej czasów minionych, to już wiecie :).

Gotować nie lubię, ale ciągle zaczytuję się w międzywojennych książkach kucharskich, zachwycam się umiejętnością i szybkością przyrządzania codziennie innych wykwintnych dań na zwykły, domowy obiad. Dodatkowo jeszcze ciągle słyszę i sama używam zwrotów takich jak: "przedwojenny smak", "przedwojenny porządek" lub według "przedwojennej tradycji".

Wertuję stare książki o prowadzeniu domu, rady dla młodej mężatki i...  Dochodzę do wniosku, że wszystko to było możliwe tylko i wyłącznie dzięki niewolniczej pracy służby domowej.

Żebyście mogli zrozumieć, dlaczego użyłam tak mocnego określenia, przedstawię Wam jeden dzień z życia służącej w zwykłym mieszczańskim, powiedzmy krakowskim domu, mniej więcej 100 lat temu. Dzień ten dzielę na kilka części, ponieważ post to post, a nie nowela :).



Jeden dzień z życia Marysi, krakowskiej służącej tuż po Wielkiej Wojnie

Występują:
Służąca - Marysia, 19 lat, z Wielkiej Wsi i jej myśli,
Gospodyni - Wielmożna Pani, 
Gospodarz - Wielmożny Pan,
Dzieci gospodarza - Isia 7 lat, Nusia 9 lat, Panicz - Tadeusz 20 lat.

Około 6-tej rano, zwykła krakowska kamienica, kuchnia podzielona ciężką kotarą na dwie części, w części sypialnianej najprostsze żelazne łóżko, krzesełko na którym wiszą ubrania, pod łóżkiem płócienna torba, w łóżku leży Marysia.

Myśli Marysi: Muszę wstać, tak mi się nie chce, tak mnie krzyż boli, tak w nogach łupie, nic nie pospałam, ale cóż... Trzeba! Chciałam iść do fabryki, do składu jakiegoś, do szycia nawet, ale mama ciągle mówiła, że służba nie hańbi, że dumę fałszywą mam schować, że jeść będę miała zawsze i że ta praca o wiele zdrowsza od zajęć fabrycznych. Sądząc po bólu w całym mym ciele, zdrowa jestem na pewno, chorym ludziom jakaś jedna część boli, a mnie - całość. Nie mam czasu narzekać, modlitwę trzeba zmówić.
Ojcze z nieba Boże - zmiłuj się nade mną, Tobie ofiaruję trudy dnia zaczynającego się, Amen.




Lampkę naftową muszę zapalić, a zimno to jak, brrr. Nie, nie będę się myć w tym zimnie, oczy przetrę, włosy grzebyczkiem pogładzę i już. Chociaż nie, to już trzeci dzień będzie jak grzebyczkiem przeczesuję. Pani zauważy, zła będzie, ponoć naganne to i niechlujne, więc muszę szczotką dziś popracować. Pani mówi, że służka musi mieć włosy gładkie, ale ja lubię czasami na noc na papierek zawinąć. Dobrze, że jeszcze w suknię się nie ubrałam. Ostatnio jak czesałam się szczotką w sukni, to kilka włosków na plecach z tyłu zostało, Pani jak zauważyła, to tak skrzyczała mnie, że nieporządna jestem, że włosy moje widzi wszędzie, że do potrawy mogą się dostać. A skąd mam wiedzieć co mam z tyłu...

O nie, dziura na rękawie! Cóż, suknię muszę zacerować, ale to może jutro. Teraz swoje miejsce posprzątać muszę, potem wolnej chwili nie będzie, a jak wpadnie Panicz za kotarę i zauważy, że coś nie tak, to od razu mnie straszy, że Pani powie, chyba że mu dam się obściskać. Wolę jednak porządek mieć. 

Kuchnia nasza stara, Wielmożna Pani tak mówi, że stara, co znaczy, że nie gazowa. Nie rozumiem, co ten nowy gaz da, jeżeli i tak muszę pod kotliną ogień rozniecić, w pokojach w piecach także. Dobrze, że z wieczora i drzewo, i węgiel do domu przyniosłam, połupałam w drobne wiórki, to teraz szybko mi pójdzie. A i na zewnątrz śnieg z deszczem brrr..

Szkoda, że nafty nie mam, jeszcze szybciej by było. Pani stanowczo zakazała. Słyszała, że służąca u państwa Krawackich przez całe dwanaście lat dolewała nafty do ognia i nic nigdy jej się nie stało. Aż razu pewnego eksplodowała jej flaszka w ręku, a ona cała stanęła w płomieniach i tak okropnie się poparzyła, że blisko dwa miesiące cierpiąc bóle straszliwe, przeleżała w lazarecie. Nie wiem, czy w to wierzyć czy nie, ale naftę Pani zamyka w szafie na kluczyk, daje mi tylko jedną zapałkę w pudełku i świecy. Ja nie narzekam, umiem szybciutko  kawałek świecy owinąć w papier, włożyć pod kuchnię,  na to drobno połupane drzewo i podpalam od drzazgi. Raz dwa i gotowe. 




 Ogień już bucha, cieplej się robi i jakoś tak radośniej. No cóż, teraz już można i wodę na kawę stawiać, i po bułki z mlekiem wyskoczyć. 

Gdzie ta moja chusta wełniana, chyba sprzątając ją do torby schowałam, dobrze, może nie zmarznę szybciutko tam z powrotem. 

Bylebym Hanki nie spotkała po drodze, bo znowu zacznie mi opowiadać, jak się w niej kocha syn Dulskich, znowu będę musiała ją na ziemię sprowadzać, że się nie kocha, ino pościskać chce i tyle. Gorzej jak już teraz, na samym początku służby, pozwoli mu na więcej i nie będzie ostrożna, ale ona młoda jest, wierzy w te wszystkie romanse i uczucia. Tłumaczę jej jak i co, bo to jedynaczka w domu, przez ojca wychowana, szkoda mi jej, ale jak się sama nie przypilnuje to jej nikt nie pomoże.

A czy ja zamknęłam wychodząc drzwi na klucz? Ciągle zapominam, jak się Pani obudzi i zobaczy, to cały dzień mi będzie głowę suszyć. 

Bułki mam, świeże mleko mam, Hanki nie było, więc szybko się uwinęłam. Jednak na klucz zamknęłam, wszyscy jeszcze śpią.




Która to już? Po siódmej! No to biegnę do jadalni, okna zapomniałam otworzyć, przewietrzyć trzeba i dzieci czas już budzić! Drugie śniadanie do szkoły szykować. Tylko najpierw mleko na ogień postawię, woda na kawę już się zagotowała. 

Tak, tak już biegnę do dziewczynek. Auuuć, Isia znowu mnie kopnęła, Niusia grzeczniejsza jest, bardziej ją lubię, zwłaszcza, że sama wszystkie guziczki zapina, i siostrze pomaga się ubrać.

Ajajaj, przecież mleka nie przypilnowałam, znowu mi uciekło, muszę nowe nastawiać. Kiedy Wielmożna Pani już wstanie? Czy znowu czeka, aż wszystko sama zrobię? W innych domach dziewczyny mówią mi, że z samego rana mają gospodyni do pomocy, a ja... Mam zakaz budzenia, chyba, że coś bardzo pilnego się stało. W sumie nie narzekam, bo przynajmniej z rana nikt mnie nie poucza.

Mleko dziewczynkom dałam, bułki z powidłami też, śniadanie drugie do szkoły przyszykowałam, tylko gdzie ten czysty papier, żeby w to zawinąć... No nic, będzie w tym od bułek. Dobrze, już możemy iść do szkoły.

 Panicza przed wyjściem trzeba by obudzić, bo na uniwersytet się spóźni, ale tak mnie wczoraj w nocy mocno pościskał, że nie chcę go widzieć póki co. Przyszedł późno w nocy pijany, kazał podać herbatę i coś do jedzenia, zaczął krzyczeć, że powolna jestem. Wpadł do kuchni i od razu zaciągnął mnie za kotarę. Cóż, to było wczoraj. 

Dzisiaj ma być dobry dzień, przynajmniej póki co jest. No nie, już nie jest, bo zapomniałam przed wyjściem sprawdzić czy we wszystkich piecach równo się pali, a jak zgaśnie? 

O, Hanka idzie! Też z dziewczynkami do szkoły. Ona ma dobrze, u nich jest stara kucharka, która pomaga jej wszystkiego przypilnować, a nasza Pani mówi, że teraz to tylko najbogatszych stać na kilka osób do służby. Ja tam nie wiem, 15 złoty miesięcznie dostaję, co poniektóre to jeszcze mniej. Hanka doprowadzi dziewczynki do szkoły, więc biegnę z powrotem.

No tak, w jadalni piec coś słabo się pali....
Zacznę szykować śniadanie, bo słyszę, że już Pani wstała.

Kucharka ze mnie nie najlepsza, ale szybko się uczę. Pani też zawsze mi przy gotowaniu pomaga, a to doprawić, a to na talerzu ładnie poukładać. 
Dzisiaj na śniadanie mamy jaja sadzone polane ciemnym masłem, paprykarz cielęcy, który zrobiłam już wczoraj i jak zawsze miska serów i owoców z czarną kawą. Co się tyczy tych jaj, to musiałam się nauczyć, że są to jaja "au bur nua" czy jakoś tak. Wielmożna Pani mówi, że francuskie, ale tak naprawdę to zwykłe sadzone jaja podkrakowskie, polane sosem, który sama muszę zrobić, więc nie wiem co w tym daniu jest z Francyji.  
Trzy łyżki octu winnego, wlewam na  patelnię i gotuje z korzeniami.  A tutaj mam patelnię malutką, do niej łyżka świeżego masła i czekam  aż na ciemno-brązowy kolor się zmieni, o już jest, więc wlewam teraz tutaj ten ocet, ale tak by korzenie nie wpadły i gotowe. Pani mówi, że do tego jeszcze dobrze siekaną pietruszkę dodać, ale ja nie mam, nie znalazłam wczoraj. No i teraz to wszystko na jaja i gotowe. Ponoć smacznie mi to wychodzi.



Pani obudziła sama Pana i Panicza. Dobrze, to ja nie muszę. Ja stół przyszykuję. Pani i tak poprzekłada talerzyki i przybory po swojemu, więc nie będę tu jakoś ładnie układać, a i czasu nie ma.

Teraz póki Państwo śniadaniują muszę wszystkie sypialnie posprzątać. Ale najpierw tak, żeby Pani zauważyła ręce umyję i fartuch na czysty zmienię. Ręce to ja myję zawsze, ale Pani nie zawsze to widzi i krzyczy, że w sypialnię mam wchodzić z czystymi rękami i że na pewno mam brudne ... A tam, szkoda myśli na to. Nie rozumiem czemu nie każe mi myć rąk po tym jak ich miednice spod łóżka opróżniam?

 No cóż, okna już w sypialniach pootwierałam, pościel przewietrzyć rozłożyłam. Teraz z miednic to wszystko wylać i czystej wody przynieść.

 Dziś jest dzień przewracania materacy, co drugi dzień Pani to robić kazała, więc, część środkowa materacu dziś idzie pod nogi, a inne po kolei. Zawsze mnie to zastanawia - po co oni tyle poduszek mają, a i jeszcze spodki, pierzyny, kołdry, pierzynki, prześcieradła. Wszystko muszę wstrząsnąć. Teraz prześcieradła popodwijam, a rogi kołder w podpinki, poduszki do góry i pierzynkę w nogi, na to kołdry i przykrycie. Raz dwa i równo pościelone. Już mi gładko wychodzi - bez fałdek i coraz to szybciej. Kurzy się tu straszliwie z pościeli, więc najpierw pod łóżkiem wilgotną szmatą muszę przetrzeć, a potem  pozamiatać.

 Nie wiem, która to już godzina, pewnie już czas do miasta lecieć po sprawunki.
A zjadłabym coś wreszcie, czuję, że w brzuchu mi burczy. Pani już woła, pewnie listę zakupów będziemy spisywać, a i Panicz coś chce, mam nadzieję, że nie powyrywał znowu guzików na koszuli, bo teraz to na pewno nie mam czasu na ich przyszycie. Co innego szycie u siebie, a co innego szycie u Panicza Tadeusza w pokoju. Niech mi teraz tym głowy nie zawraca.


Uwagi na ilustracjach zebrane z doświadczeń życia w stosunku do służby domowej autorstwa
L. Kotarbińskiej.
Całość na podstawie poradnika Elżbiety Bederskiej "Dobra służąca, czyli co powinnam wiedzieć o służbie i na służbie?"

C. D. wkrótce!