Słodycz Krakowa

Popijam kawę wraz z lodami chętnie cofnęłabym się w czasie pozostając jednak w Krakowie.....

Słodycz Krakowa


" Słodycze były trojakie. Domowe, wypiekane przez matki i babcie. Cukierniane, kupowane w cukierniach. Fabryczne - czyli wszelkiego rodzaju cukierki i czekolady, po które szło się do malutkich, prywatnych sklepików, do spożywczych sklepów lub do cukierniczego raju, zawsze pachnącego czekoladą - do "Delikatesów" w Pałacu Spiskim.


W malutkich sklepikach, takich jak Skwirtniańskiego przy Lelewla, w przedwojennych słojach czekały na nas cukierki. Bursztynowe, prostokątne płytki - ślazowe, uchodzące za idealny środek na kaszel (słodycze mogły być lekarstwem!). Rubiny i szmaragdy - landrynki. Raczki. Majolikowo połyskujące poduszeczki - każda pękata od kwaskowatego, powidłowego nadzienia. Mleczne cukierki, twarde niczym skała i ich mięciutkie krewne krówki - albo ciągnące się niczym guma, sklejające usta, albo kruchutkie, spływające z języka słodyczą tak intensywną, że aż piekącą. Toffi - kwaskowate w smaku. Cukierki w kształcie migdałów, posypane gorzkawym kakaowym proszkiem i pachnące migdałowo. (...)


Czekoladę raczej kupowało się w "państwowych" sklepach, podobnie jak wszelkiego rodzaju czekoladki. Wśród nadziewanych czekoladek brylowała "Danusia", płaska podługowata, w niebieskawym opakowaniu, które nie zmieniło się od czasów pana Paseckiego. "Danusia" pod warstwą słodyczy kryła ostrą w smaku masę... (...)


Z Pałacu Spiskiego przynosiliśmy do domu także torebki pełne "kukułek" . "Kukułki" były ostre, szczypały język, powiadano że dzięki zawartemu w nich alkoholowi...


Zakupy w "Delikatesach" były prawdziwą wyprawą, oczywiście "do miasta", bo tak się u nas mówiło na łwsiu Zwierzynieckim; każdy spacer w stronę Alej Trzech Wieszczów uważano za opuszczenie własnego terytorium.


Po ciasta też chodziło się "do miasta", ale nie do jego rynkowego serca - wystarczył krótki spacer na ul. Felicjanek, do cukierni Janasa. (...)
Ponurą, brzydką ulicę Felicjanek opromieniała cukiernia - z malutkiego wnętrza wpływała wpływała smuga waniliowo-drożdżowych-karmelowych woni."

Andrzej Kozioł "Zapomniany Kraków" (2007)

Odnośnie powyższego cytatu:
    Pałac Spiski
    - pierwotna wersja pałacu powstała na początku XVII stulecia, jako wynik przebudowy wykonanej z inicjatywy Stanisława Lubomirskiego. Połączono wtedy dwa domy, tworząc okazałą fasadę z dwoma wejściami, poprzedzonymi kolumnami, które podtrzymywały balkony. Pierwotny wygląd pałacu nie zachował się do naszych czasów - w czasie odbudowy po pożarze z 1809 r., przerobiono fasadę, usuwając balkony i portalowe kolumny.   Teraz dom nr 34
    Pałac Spiski nabył pod koniec XIX w. Antoni Hawełka, który na parterze otworzył sklep. Jego spadkobierca, subiekt Franciszek Macharski, rozwinął działalność otwierając restaurację “Hawełka". Na pierwszym piętrze znajduje się piękna sala z malowidłami opowiadającymi dzieje Jana Twardowskiego, stworzonymi przez Włodzimierza Tetmajera. Sala Tetamajerowska z czasem stała się jednym z najbardziej ekskluzywnych miejsc Krakowa. W 1851 roku gościł w “Hawełce” cesarz Franciszek Józef, którego portret wisi na jednej ze ścian.
      Czekoladka "Danusia" - ma swoją prawdziwą i romantyczną historię. 
    Wydarzyła się na początku lat 20. ubiegłego stulecia, w Krakowskiej Fabryce Cukrów i Czekolady należącej do Adama Piaseckiego . Sam właściciel zakochał się w swojej pracownicy, pięknej Danusi. To dla niej mistrz wymyślił oryginalną recepturę czekoladowego batonika, co więcej nazwał go na cześć ukochanej -Danusia i umieścił jej portret na opakowaniu: Od tej pory, czyli już od 80 lat, czekoladowa Danusia zmienia tylko szczegóły swojego wizerunku, smak pozostawiając oryginalny, prawdziwie czekoladowy.
    Więcej na temat A. Piaseckiego . (Opakowanie "Danusi" od 1918 r, do naszych czasów, teraz "Danusię produkuję "Wawel" - do kupienia w większości sklepów. Oprócz smaku tradycyjnego jest jeszcze "Danusia" miętowa).


          Cukiernie w Krakowie
    Najpierw cukiernie w Galicji ( z "Księgi adresowej przemysłu galicyjskiego - 1901 r")




    I cukiernie Krakowa (z "Księgi Adresowej Polski ( wraz z w. m. Gdańskiem dla handlu, rzemiosł i rolnictwa"; data wydania: 1926/27 ) 





    A tak najprawdopodobniej wyglądały wnętrza krakowskich cukierni w latach 20-tych (zdjęcie cukierni gdzieś w Polsce)

















    Fabryki cukierków czekoladek i kakao w Krakowie
    (
    z książki "Spółki Akcyjne w Polsce", data wydania 1921-22, zachowana oryginalna pisownia)

    1. Już wspominany "A. Piasecki Fabryka Czekolady w Krakowie S.A.
    Cel: fabrykacja czekolady. cukrów, herbatników i wszelkich wogóle produktów cukierniczych oraz handel niemi.
    Kapital: przy założeniu 6.000.000 mk.: w 1921 r podwyższony do 28.ooo.000 mk.
    Załozyciele: Szczepan hr. Tarnowski, Władysław hr. Bobrowski, Adam Piasecki, Jan Maurizio.

    2. "Optima" Sp. Akc. dla Wyrobów Czekoladowych i Cukierniczych w Krakowie
    Cel: fabrykacj a wyrobów czekoladowych i cukierniczych
    Kapitał: 50.000.000 mk
    Rada Nadzorcza: Marceli Dutkiewicz - prezes, Henryk Tislowitz - wiceprezes.

    3. " Wawel" Wytwórnia Czekolady i Cukrów Grabowskiego i Łopatki, Sp. Akc. w Krakowie
    Cel: prowadzenie fabryki czekolady, cukrów, herbatników i wszelkich wogóle produktów cukierniczych oraz handel niemi.
    Kapitał: 20.000.000 mk.
    Założyciele: Wł Grabowski, E. Łopatka."

    Oprócz tego w Poslce najpotężniejszą fabryką była "Fabryka Konserw i Czekolady Rucker i Hoflinger Sp. Akc. w Krakowie z siedzibą we Lwowie na ul. Rutkowskiego 8, zatrudniała ona w zależności od sezonu od 100 do 300 robotników., kapitał tej fabryki wynosił 50.000.000 mk.
    Warto wspomnieć już mniejsze( w porównaniu do krakowskich) fabryki poznańskie takie jak "Gopłana" i "Venetia"

    I dodatkowo z "Księgi Adresowej Polski ( wraz z w. m. Gdańskiem ) dla handlu, rzemiosł i rolnictwa"




    A tak wygląda pudełko bombonierki secesyjnej zrobionej w "Cukierni Teodor Hausner" Kraków, Szewska 23. ( w latach 26/27 tej cukierni już nie ma)



    Warto wspomnieć tez o Oskarze Pischinger. Był on wiedeńskim cukiernikiem, żyjącym w drugiej połowie XIX wieku. Niezwykle sobie cenił zalety chrupiących wafelków. Od dawna nosił się z zamiarem zrobienia z nich tortu, ale pomysł wydał mu się z początku tak błahy i zwyczajny, że długo zwlekał, nim go zrealizował. Pischinger kosztował pierwszy kawałek tortu bez przekonania, zastanawiając się, czy rzecz tak prosta znajdzie uznanie klientów. Przy drugim kawałku nie miał już tych wątpliwości, a trzeci wprawił go w euforię.
    Klienci mistrza Oskara zareagowali natychmiast i zupełnie jednoznacznie. Przed cukiernią zaczęły się tworzyć kolejki, a nowy torcik należało zamawiać z wyprzedzeniem.
    Dzieło wiedeńskiego cukiernika wytrzymało próbę czasu. Po dziś dzień, gdy do galicyjskiego domu przyjdą niespodziewani goście, gospodyni w pośpiechu przyrządza „piszyngera”, najczęściej pojęcia nie mając, komu zawdzięcza ten pyszny i prosty deser.

    Przepis na "piszyngera": 5–6 wafli, 100 g gorzkiej czekolady, 150 g masła, 100 g cukru, 2 żółtka, 100 g orzechów laskowych bądź włoskich.
    Polewa: 100 g czekolady, 50 g masła.
    Masło ucieramy na pianę, dodajemy utarte z cukrem żółtka, startą czekoladę i posiekane orzechy. Masą tą smarujemy wafle, po czym kładziemy jeden wafel na drugim. Całość przyciskamy deseczką, obciążamy i zostawiamy w chłodzie.
    Czekoladę wkładamy do naczynia, skrapiamy wodą, dodajemy masło i rozgrzewamy na parze, rozcierając na gładką masę. Polewę wylewamy na torcik i rozsmarowujemy nożem maczanym w gorącej wodzie.



    I na koniec reklamy krakowskie :)



    Lana Dadu

    Jestem Litwinką zakochaną w Krakowie ze wzajemnością. Zapraszam do czytania, komentowania i wspólnych wycieczek po naszym mieście.

    5 komentarzy:

    1. Super artykulik - Szczególnie te 2 ostanie obrazki - dawno zastanawiałem się dlaczego niektóre ciastka nazywa się Pischingerami :)
      Teraz już wiem.

      OdpowiedzUsuń
    2. heh, ja też się kiedyś nad tym zastanawiałam:)Moi rodzice są z lubelskiego (ja już urodzona w Krakowie)i mówili na wafle przełożone masą kakaową - andrut. Moja koleżanka natomiast - piszinger:) Już wiem dlaczego:)
      Poza tym, super artykuły....

      OdpowiedzUsuń
    3. Świetny blog ! Już dodaję do ulubionych , pozdrawiam serdecznie !
      staraprasa

      OdpowiedzUsuń
    4. Bardzo ciekawy temat - szczegolnie ten o Pischingerze:), ktory mozna rozwinac o kolejne typowe dla Galicji ciasta takie jak Cwibak (od ZweiBacken) czy sernik wiedenski.

      OdpowiedzUsuń
    5. Wow, nie spodziewałem się, że ten batonik ma już tyle lat. Zawsze jakoś omijałem go w sklepie, ale teraz zasmakuję z ciekawości. W sumie, to chyba już gdzieś słyszałem historię zakochania we własnej pracownicy...

      OdpowiedzUsuń