niedziela, 26 lipca 2009

Jeszcze raz św. Florian

Rozwiązanie zagadki czas opublikować :)

Pierwszy Św. Florian znajduje się.... przy ul. Grodzkiej 40! Płaskorzeźba z XVIII wieku, tam wysoko wysoko. Trzeba przejść na drugą stronę ulicy i najlepiej wejść w bramę, gdzie Pan od dużych zapałek przechowuje swój majątek (oczywiście pod czujnym okiem św. Floriana!). A w bramę trzeba wejść dla własnego bezpieczeństwa, by móc spokojnie podziwiać, ponieważ dorożki ostatnio jeżdżą ... z różnym skutkiem ....
Św. pa­tron tutaj unosi się na chmurach, lekko wygięty, zalewa wodą z wiadra płonący kościół, a w drugiej ręce trzyma chorągiew.

Wzorowany na płaskorzeźbie - zagadce nr. 3, która znajduje się .... przy Rynku Głównym 7, czyli kamienicy Montelupich, czy inaczej włoskiej. W tej kamienicy była pierwsza poczta polska - pierwsze połączenie pocztowe do :) Wenecji. Płaskorzeźba z XVI w. wykonana jest w żółtawym marmurze w ciemniejsze żółte smugi, czego teraz raczej nie widać...

"Św. patron ma na sobie długi kaftan, blachy pancerne okrywają biodra i uda po kolana, łydki i stopy, zaś nagolenniki i żelazne buty. Z ramion spływa na plecy i rozwiewa się w tyle obszerny płaszcz, Na szarfie, przewieszonej przez prawe ra­mię do lewego boku, zwisa szabla o bo­gatej rękojeści.
Głowę nakrywa szyszak, zdobny w wielki czub ze strusich piór. W wyciągniętej prawej ręce trzyma wia­dro, lewą przyciska do piersi, obejmując nią pięknym ruchem chorągiew, zdobną w dwa wielkie kutasy.
Święty ma na so­bie strój na poły średniowiecznego ryce
rza (szyszak z ogromnym pióropuszem), a na poły polskiego husarza (pancerne, blachy, okrywające uda). "

Tak opisuje tą płaskorzeźbę w "Roczniku Krakowskim" Kazimiera Furmankiewiczówna w 1919 r.

I na koniec św. Florian zagadka nr. 2 znajduje się na ul. św. Marka 22. Pięknie usytuowany na wysokości pierwszego piętra, między oknami w głębokiej obramowa­nej niszy. Wydaje się być bardziej "wąsisty" od innych Florianków.
Cho­rągiew, którą trzyma w lewej ręce jest dziś w poło­wie ułamana tak, że za­chowała się tylko jej część dolna.

Kto mieszkał w tej kamiennicy, czy otaczali posążek szczególnym kultem (i kto złamał chorągiew) nie wiadomo.... Ówczesne księgi adresowe mówią tylko o Piotrze Czubryt, który miał tam "Skład skór i przyborów do obuwia".

Zdjęcia powtórzyłam. A Rynkowy św. Florian pochodzi z audiovis lata 20-te.

wtorek, 21 lipca 2009

Upał w dawnym Krakowie

Cóż zagadka o Floriankach niech jeszcze sobie zagadką zostanie. Może jednak jeszcze ktoś.....


Ponoć jutro mają wrócić ponad 30 stopniowe upały... Ja na swoim poddaszu ugotuję się i ... powstanie taki rosolik przyprawiony sierścią dwóch kotów (one mają się wtedy najgorzej i tutaj też pryska mit o tym, jak koty nie lubią wody, ba! uwielbiają jak je polewam).

Stąd dzisiejszy post.



W 1904 roku lato w Krakowie było suche i upalne. "Czas" dokładnie notował wszystkie grzmoty gdzieś za miastem z nadzieją na burzę czy przynajmniej na krótki deszcz.
Paniom doradzano podnosić wysoko suknie, by nie powodować większego zakurzenia niepolewanych ulic.
Proszono pilnować pociechy, by nie sypały piaskiem w przechodniów.
Pisano prośby do redakcji, by wreszcie zrobiono na Błoniach miejski park dla uboższych, ponieważ inaczej mieszkańcy nie mający pieniędzy na wstęp do Parku Krakowskiego i Parku dr. Jordana, muszą albo tłoczyć się na Plantacyjach, albo odpoczywać pod skwarnym słońcem na Błoniach. Wodociąg miejski odnotowywał niebywałe zużycie wody....


Koniec lipca był najgorętszy:


Wyludniony Kraków

(pisownia oryginalna)

"Obecnie, z końcem lipca, wyludnienie miasta, rzec można, doszło do zenitu. Na ulicach i plantacjach w godzinach przechadzek przedwieczornych bez porównania mniej osób używa spaceru.

Popołudniu są chwile, że na ulicach nawet główniejszych widać zaledwie kliku przechodniów.
W sklepach ruch bardzo słaby. W parku Dra Jordana również szeregi młodzieży, ćwiczącej się fizycznie i używającej zabaw i gier gimnastycznych znacznie się przerzedziły.
Koncerty, co parę dni, nie ściągają takiej liczby publiczności, co przed dwoma jeszcze tygodniami.
Za to letnie kawiarnie w pogodne popołudnia i wieczory przepełnione. Z przejezdnych spotkać można najczęściej studenta uniwersytetu warszawskiego w towarzystwie rodziny.
W przyszłym miesiącu pewna część kuracyuszów powróci już z kąpiel, znaczna tez liczba urzędników zakończywszy urlopy, znów znajdzie się w mieście. Od połowy sierpnia zacznie też być widoczniejszym ruch przejeżdżających z kąpiel zwłaszcza z za kordonu."


"Czas" 30.8.1904

Ehh... teraz już tak nie piszą....

Na zdjęciach oczywiście z audiovis: Staw w Parku Krakowskim, Alejka w Parku im. Henryka Jordana, Planty.

niedziela, 12 lipca 2009

Krakowski Św. Florian

Dalej drążę temat strażacki :) A jaki strażak nie czci świętego Floriana!

Jego figura na długo stała się częścią polskiego krajobrazu, zwłaszcza dawnego Krakowa.

Po pierwsze to patron Krakowa, który ochrania wszystkich jego mieszkańców z wysokości baszty Floriańskiej (z legendą o sprowadzeniu jego relikwii do Krakowa możecie się zapoznać u przewodnikpokrakowie).

Po drugie mamy przepiękny kościół pod jego wezwaniem na Kleparzu, a po trzecie św. Florian był i obecny w codziennym życiu mieszkańców Krakowa jako ... metalowa plakietka

".... które przeważnie przybijano nad wejściowymi drzwiami. Plakietki były po prostu znakiem, że dom został ubezpieczony (mówiło się kiedyś "asekurowany") w towarzystwie ubezpieczeniowym, popularnie zwanym w Galicji "fajerkasą".
Pełniły jednocześnie rolę świętego obrazka i talizmanu. Po cichu wierzono, że bronią domostwo przed ogniem równie skutecznie jak zapalana podczas burzy gromnica. I dlatego jeszcze w latach pięćdziesiątych można było zobaczyć blaszane małe tabliczki pokryte grubą warstwą olejnej farby. Z czasem plakietki fajerkasy zaczęła pokrywać rdza, powoli zapominano o nich, aż wreszcie, całkiem skorodowane, zniknęły z większości domów..."


Andrzej Kozioł "Dziennik Polski" z 2000.5.6


Pierwsza na terenie zaboru austriackiego polska "fajerkasa" (Towarzystwo Ubezpieczeń od Ognia w Krakowie) powstała oczywiście w Krakowie i za swoje godło przyjęła postać św. Floriana. To tzw. "Florianka" (teraz tam znajdują się szkoły muzyczne) .Więcej o tym budynku oczywiście u przewodnikpokrakowie.

Wróćmy natomiast do naszego bohatera.

Św. Florian jako gorliwy chrześcijanin zginął śmiercią męczeńską w nurtach rzeki Enns w Noricum (obecnie St. Florian w Dolnej Austrii).
Był on szefem wojskowej służby w armii cesarza rzymskiego Diokleciana, ujął się za prześladowanymi legionistami wyznania chrześcijańskiego i za to skazany na karę śmierci.
4 maja 304 r. najpierw go katowano (ponoć przy użyciu haka wyłamano mu łopatki), później przywiązano do szyi kamień (młyński) i utopiono.
Żołnierz, który pchnął go do wody od razu oślepł. Natomiast Florian w nocy ukazał się świętobliwej niewieście Walerii, wskazując miejsce, gdzie, strzeżone przez orła, spoczywały jego zwłoki.
Waleria odnalazła ciało i pogrzebała je w miejscowości, którą od imienia świętego nazwano St. Florian.

Za panowanie Kazimierza Wielkiego pojawił się w Krakowie i stał się ulubieńcem strażaków, hutników, kominiarzy, garncarzy, piekarzy, piwowarów, kowali, czyli wszystkich, którzy często mają do czynienia z ogniem.

Co ciekawe w średniowieczu wizerunek św. Floriana nie posiadał wcale atrybutów patrona od ognia. Nosi on miękką, fałdzistą tunikę i togę, albo widnieje jako rycerz w zbroi rzymskiej lub średniowiecznej, z mieczem, tarczą, na której zwykle - krzyż, z palmą męczeńską, z chorągwią jako atrybutami św, rycerzy i wojowni­ków.

Dopiero od XV w., znika palma i tarcza, a pojawia się wiadro z wodą i u stóp świętego go­rejący dom lub kościół. Płomienie św. Florian gasi wodą z wiadra.

Pierwszy zachowany wizerunek świętego mamy w kaplicy Zygmuntowskiej na Wa­welu (zrobiony oczywiście z czerwonego marmuru). Zalewa on tam wodą nie płonący dom lub kościół, lecz wprost tylko płomienie, które u nóg jego buchają, a woda się leje z pięknego dzbana.

Patron od ognia wzrósł w dziełach Włochów na jeszcze większego mocarza, który nie ogień domu tylko gasi, lecz ten piekielny, namiętności i grzechu. Ale tak naprawdę nie wiadomo kto z Włochów, którzy pracowali przy kaplicy Zygmuntowskiej ( byli to Jan Cini ze Sieny, Antoni i Filip z Fiesole i Wilhelm z Florencji), jest twórcą pomnika.

A teraz zagadka :) (za dużo odwiedzam pewien blog :P).

Gdzie (oczywiście w Krakowie) znajdują się te św. Floriany? I gdzie w okolicach znajduje się jeszcze jedna płaskorzeźba świętego? O nich - w następnym poście.

1.
2.

Na zdjęciach: brama floriańska; gmach Towarzystwa Ubezpieczeń od Ognia - zdjęcie Ignacego Kriegera z końca XIX w.; wizerunek św. Floriana w zakrystii kościoła w Pörtschach am Wörther (Austria); św. Florian z kaplicy Zygmuntowskiej na Wawelu.

środa, 8 lipca 2009

Pożary w dawnym Krakowie

W ciągu swoich dziejów Kraków palił się dość często, sprzyjała temu ciasna zabudowa miasta.

Tylko w samym XV w. zdarzyło się kilka olbrzymich pożarów - w 1455 r. , w 1462 r., w 1473 i w 1475. Spaliła się wtedy duża część miasta, szczególnie zaś ucierpiała ulica Grodzka, część Collegium Maius i w ogóle ponad 100 domów.
Pożar w 1487 r. zniszczył doszczętnie cały dorobek, a także całą bibliotekę Filipa Kallimacha. (Ten włoski humanista urodził się w średniowiecznym Manhattanie - San Gimignano, który całkiem niedawno podziwiałam osobiście ehhh... jak to wszystko jest połączone ze sobą i zarazem takie bliskie: Kraków-Toskania...). Niestety był to bardzo dotkliwy cios dla Toskańczyka i kolejna plaga morowej zarazy zabrała go ze sobą.

Miasto w miarę możności starało się zapobiegać pożarom, nakazywano wylepiać gliną kominy, zwłaszcza kominy browarów, piekarni, szmalcowni, ponad to każdy właściciel domu musiał posiadać środki ratownicze pierwszej potrzeby: drabiny, wodę i sporą ilośc piasku.

Od XIV w. strażnik z wieży Mariackiej dawał sygnał alarmowy dojrzawszy gdzieś pożar. Jeśli pożar już wybuchł obowiązywało natychmiastowe jego gaszenie. Średniowieczne prawo przywidywało wygnanie z miasta za ucieczkę przed ogniem, jeśli uciekający nie okrzyczał pożaru.

Do gaszenia przede wszystkim byli zobowiązani Ci, którzy dysponowali największą ilością wody, czyli - łaziebnicy. Nakaz ratowania dotyczył jednak wszystkich i wszyscy musieli biec z wodą tam gdzie wybucha ogień. Istniały nawet nagrody: pierwszy, który przybył na miejsce otrzymywał nagrodę w wysokości 1 solida, drugi - 6 groszy, następni po 2 grosze. Obowiązkowo musieli jednak zjawić się z pełnymi beczkami, inaczej zamiast nagrody groziła im kara.

W 1528 r. pożar, który powstał koło Gródka, zniszczył całą północną część miasta z kościołami: św. Krzyża, św. Ducha, św. Marka, a za murami miejskimi kościół św. Mikołaja, św. Krzyża na Kleparzu i św. Filipa . Kilka tygodni później, spalił się klasztor na Zwierzyńcu, skąd ogień przerzucił się na Kazimierz, gdzie obrócił w popiół ratusz oraz południową i wschodnią część miasta.

W 1555 r. pożar strawił ponad połowę Sukiennic.

Nawet nie będę wyliczać wszystkich pożarów, paliło się często i wszędzie. Kalendarium dziejów Krakowa jest nimi przepełniony. A gdzie tam jeszcze Szwedzi, Moskale....


I tak to oto dochodzimy do najtragiczniejszego pożaru w 1850 r., kiedy to dzięki biurokratycznym zarządzeniom austriackim (w obawie przed rewolucją Austriacy nie pozwalały strażakowi na wieży Mariackiej bić w dzwon alarmowy) spłonęła trzecia część miasta. A stało się tak za sprawą orzechów włoskich (ciekawe, że po rosyjsku są to orzechy greckie, w przeciwieństwie do wszystkich innych języków słowiańskich... nawet Ukraińcy mają "woloski gorichy" :) )

"Orzechy włoskie potrafią działać jak pociski zapalające i stać się przyczyną zniszczenia 160 domów, czterech kościołów, trzech klasztorów i dwóch pałaców. Właśnie one składowane były w sąsiedztwie tzw. Dolnych Młynów nad Rudawą, które zapaliły się 18 lipca 1850 r.
Niesione przez wiatr rozprzestrzeniły pożar, który przeszedł dalej przez ul. Krupniczą, Planty, ul. Wiślną, Bracką, Grodzką i wiele innych, nie oszczędzając Rynku. Z powodu drewnianej zabudowy miasta, braku straży pożarnej i małej liczby sikawek, krakowianie szybko zrezygnowali z akcji ratunkowej - skupili się na organizacji samosądów nad domniemanymi podpalaczami. "Dzisiejszej nocy sami tylko starozakonni i chłopi z wsi okolicznych ratują miasto" - pisała ówczesna prasa."
"Austriackie gadanie czyli encyklopedia galicyjska", M. Czuma

Helena Modrzejewska w wyniku tego pożaru ( tak a propos' czy ktoś już był w Krzysztoforach na wystawie o niej? jakieś wrażenia ?) jako mała dziewczynka przez długie tygodnie koczowała wraz z matką i innymi krakowianami na łąkach-mokradłach Św. Sebastiana, (teraz tam oczywiście łąk nie ma , ale za to biegnie ul. Sarego).
Szczegółowy przebieg pożaru jest cudnie opisany u przewodnikpokrakowie - 1 część, 2 część i 3 część. Nic dodać nic ująć :)




Później był pożar kawiarni "Drobnerion" na rogu Plant i Szewskiej. Narożny szczyt ówczesnego budynku był ozdobiony symbolicznym czajnikiem z kamienia, który obejmowały w koło języki ognia z płonącego dachu. Tylko i czekać kiedy w czajniku zagotuje się woda! Palił się także budynek teatralny na Rajskiej, w którym wówczas mieściło się kino "Excelsior". Pali się i teraz o czasu do czasu, ale już nie tak groźnie, no i nie musimy biec z beczkami i wiadrami gdyż mamy Krakowską Straż Pożarną, która bardzo szczegółowo przedstawia na swojej stronie historię krakowskich pożarów z ciekawymi zdjęciami ówczesnych strażaków.

Na zdjęciach z audiovis krakowscy strażacy z lat 30-tych, pożar na dachu - ul. Mostowa, pożar w piwnicy na Rynku, a także pocztówki z kawiarnią Drobnera (1885 r. ?) znalezione dawno temu na aukcji allegro (niestety nie ja je kupiłam....).

sobota, 27 czerwca 2009

Ciekawy wodociąg

W 1858 r. na fali przeobrażania miasta Krakowa, pojawił się ciekawy pomysł instalacji wodociągowej. A mianowicie inżynier Nietrebski postanowił ulokować zbiornik wody na .... wieży Ratuszowej.

Tym sposobem chciał zaradzić dwom bolączkom miasta. Po pierwsze - wodotryski z tego zbiornika miały spłukiwać kanały i ulice, których nie polewano, a zatem były pełne kurzu i śmieci, po drugie - zapewniał, że wieże gumowe przytwierdzone do podziemnej rury będą mogły gasić pożar aż do trzeciego piętra.

A jako, że widma pożarów w dalszym ciągu straszyli krakusów ( wielki pożar w Krakowie był w 1850r. - o tym w następnym poście), to pomysł ten przyjęto z entuzjazmem, lecz na szczęście nie urzeczywistniono (z pewnością, wymówka była uniwersalna - z braku finansów).

Wg. Maria Estreicherówna "Życie towarzyskie Krakowa w latach 1848-1863

(Na zdjęciach z audiovis.nac.gov.pl - awaria sieci wodociągowej w Krakowie w styczniu 1933 r.)

A ja dzięki przewodnikpokrakowie czytam "Wypadek na ulicy Starowiślnej" i smakuje powoli.... ( nie chce jej przeczytać migiem w godzinę, szkoda :) ). Stąd i wodociągi i pożary ....

Po za tym mam nowy nabytek - kiedyś to musieli z dwie-trzy dojne krowy sprzedać, żeby to kupić (teraz takie też są) - a mianowicie mam maszynę do szycia. Póki co nic mi nie wychodzi, ale postów o dawnym szyciu i modzie będzie zapewne przez to więcej :)

Starsze posty

Blogger Template by Blogcrowds