Wędrując ulicą Dolnych Młynów - sklep pana Mola

W ciepły kwietniowy wieczór zapraszam do wędrówki ulicą Dolnych Młynów. Na sam jej początek tuż przy ulicy Krupniczej. Pogrążamy się w czasy nie tak odległe jak zawsze.  Są to lata 60-te lub 70-te. Na pewno znajdzie się ktoś kto pamięta jeszcze zapach i dźwięk tamtego Krakowa...

Jednopiętrowy dom  z szerokim jak brama podmiejskiej karczmy zajazdem. Dolnych Młynów 3.

"Cukry. Owoce. Nabiał. Edward Moll."



Sklep istniał od końca lat 20-tych. Nazywany był wcześniej "Sklepem Towarów Kolonialnych". Wyobraźnia człowieka marzącego i wymyślającego nigdy nie wygra ze wspomnieniami rzeczywistymi pisarza.
Oddaje głos Joannie Olczak-Ronikier


"Ten slepik, istniejący od roku 1927, był platońską ideą podobnych sklepików. Mieścił się parę kroków od swojej konkurentki, pani Mazgajewskiej (...)

Ale każdy, kto trafił do Mola, pozostawał mu wierny na zawsze. Już wystawa we frontowym oknie na parterze zapowiadała rustykalną ucztę: z ogromnego wiklinowego kosza wysypywały się niezliczone bułeczki, kajzerki, plecionki, rogaliki, obsypane makiem albo czarnuszką, sztangle i obwarzanki z krysztalikami soli na grzbiecie. Obok, w białym płótnie leżał rozkrojony na pół, wilgotny biały ser. A w glinianej misie piramida złotoróżowych jabłek.

 Do kupna zachęcały tekturki, na których ktoś kopiowym ołówkiem napisał: "wspaniałe jabłka, świeże bułki, pyszny ser".
Wnętrze sklepu było niby takie same jak u Mazgajewskiej, ale o wiele bardziej luksusowa. Ciemnawa niewielka przestrzeń. Po prawej stronie od wejścia skrzynki z jarzynami i owocami. Na ścianie usytuowanej naprzeciwko lady beczki z kiszoną kapustą i ogórkami, półki a na nich w szklanych słojach kasze najrozmaitszych gatunków, fasola, groch, marynaty. 



W glinianych garnkach powidło śliwkowe, obok butelki z zakiszonym barszczem czerwonym i białym, soki owocowe, wieńce suszonych grzybów, prawdziwków i podgrzybków. Stojąc pod ladą, widziało się po lewej stronie ścianę zastawioną aż pod sufit wiązkami drewna opałowego. W ścianie mieściło się wejście do tajemniczych izb, gdzie znikali czasem właściciele, wynosząc kolejne sterty produktów. Ale najważniejszy był front. Czyli dębowa lada, zza której obsługiwał gości pan Mol.




Za plecami miał typową dla ówczesnych sklepów kolonialnych aptek czy czy drogerii solidną dębową konstrukcję złożoną z szuflad i szufladek, półek i półeczek, oszklonych szaf i szafeczek. Tam ukrywały się te wszystkie tajemnicze "towary kolonialne": pieprz, wanilia cynamon, rodzynki, migdały."



Były jeszcze puszki z herbatą i kawą, cukierki z cukru farbki i krochmalu, mistyczny Chińczyk i życzliwy Pan Mol, o którym więcej możecie przeczytać w książce pani Joanny "Wtedy. O powojennym Krakowie", którą serdecznie polecam. Dla miłośników dawnego Krakowa lektura obowiązkowa!



Wszystkie zdjęcia pochodzą z archiwum Muzeum Historii Fotografii.

 P. S. Alfabet Prasowy będzie, nadrobię! Sezon turystyczny rozpoczął się na dobre i pozostaje pisanie wyłącznie po nocach :(. Trzymajcie kciuki, żeby przynajmniej raz w tygodniu jakiś post był!

Alfabet prasowy 12-18 marca 1916 r.

Jak widać alfabet za alfabetem. Żadnego innego postu nie udało się wyprodukować z powodu grypy i jeszcze gorszych niż ona powikłań. Pierwszy raz miałam tak, że przespałam prawie cały tydzień z osłabienia. Mogę spokojnie zostać adeptką świadomego śnienia - mnóstwo pięknych pomysłów na życie swoje i innych wyśniłam. Czas się obudzić i je realizować - tu ukłon w stronę Liezi.

W połowie marca 1916 r. Kraków obawiając się różnych chorób zakaźnych wprowadza nakaz posiadania przepustek dla osób przybywających do miasta. Poza tym ciągle problemy z aprowizacją. Gospodynie domowe muszą uprawiać "formalny run" na sklepy...

PISOWNIA ORYGINALNA 
Na podstawie "IKC"  z 1916 r. z MBC i "Nowej Reformy" z JBC.

A jak Alkoholizm
"Z "Eleuteryi". Dzisiaj o godzinie 7 wieczorem w lokalu przy ulicy Karmelickiej L. 21 odbędzie się wykład profesora A. Zawadowskiego na temat:  "Odrodzenie gospodarczo-narodowe a alkoholizm i nikotynizm". Wstęp bezpłatny dla członków i wprowadzonych przez nich gości."
Nowa Reforma

C jak Choroba zakaźna
"Przeciwko przewleczeniu chorób zakaźnych do Krakowa. Donieśliśmy o rozporządzeniu komendy twierdzy krakowskiej, iż celem zapobieżenia przewleczeniu chorób zakaźnych do rejonu fortecznego, od dnia 15 b. m. wszystkie osoby cywilne, przybywające do miasta z okolic, nawiedzonych powyższemi chorobami, muszą się wykazać na dworcu osobowym poświadczeniem władzy politycznej, że są wolne od pasożytów skórnych i poświadczeniem szczepienia przeciwko ospie, dokonanego w ostatnich trzech latach. Wskutek tego polecenia, ekspozytura policyi krakowskiej przy wydawaniu przepustek, upoważniających do 8-dniowego pobytu w mieście, domaga się świadectw szczepienia ospy na razie od osób, przybywających z Nowego Sącza i okolicy. Interesowane osoby powinny we własnym interesie zwracać baczną uwagę na to zarządzenie.
Z powodu epidemii różnych zaraźliwych chorób, obecnie wojskowe urlopy do Galicyi wschodniej i środkowej są niedopuszczalne. Do Galicyi zachodniej (komenda wojskowa krakowska) otrzymują żołnierze urlopy z wyjątkiem powiatów:   bocheńskiego, nowo-sądeckiego i jasielskiego."
Nowa Reforma

C jak Cudowne ocalenie
"Dwuletni chłopczyk, Józio Jakus, bawiąc się na ganku pierwszego piętra w domu przy ul. Zwierzynieckiej  l. 5, oparł się o balaski, z których jedna spróchniała załamała się, a biedne dziecko spadło na kamienny dziedzi­niec. Józio prócz nieznacznych obrażeń zewnętrz­nych wyszedł zaiste cudem cało ze strasznego wypadku."
IKC

K jak Kradzież
"Kradzież puszek na składki. "Uwiadamiamy P. T. Publiczność, że ukradziono ze sklepów krakowskich kilka puszek z firmą "Rodzina Sieroca". Ponieważ "Rodzina Sieroca" nie zbiera składek drogą kwesty po domach i po ulicach, przeto ostrzega się publiczność przed możliwem nadużyciem".

M jak mąka
"Nie wolno sprzedawać mąki na obce karty.
Na murach miasta pojawiło się w dniu wczoraj­szym rozporządzenie Magistratu, postanawiające, iż z dniem 19 b. m. nie wolno sprzedawać kupcom w Krakowie mąki na obce karty chlebowe. Ważne są tylko karty chlebowe, zaopatrzone pie­czątką Magistratu krakowskiego."
IKC

N jak Nie ma tytoniu!
"Od pewnego czasu zapowiadano, co istotnie nastąpiło, że w naszem mieście zabraknie tytoniu.
Zawodowi „palacze", ci, dla których cygaro lub papieros stanowiło niezbędny artykuł codziennego użytku, zadrżeli na tę, tak niemiłą dla nich wiadomość. Bardziej przewidujący zdołali poro­bić większe zapasy tytoniu, większość jednak da­rem nie dobijała się do trafik, lecz tytoń, jak upewniają właściciele, wysprzedane. Zapowiedzia­ne przybycie do Krakowa transportu tytoniu — zawiodło. Brak ten nie jest coprawda jeszcze... klęską, ale niejednem u może zrobić... przykrość!
Słusznie mówi przysłowie: „Niema tego złego, coby na gorsze nie wyszło!" Więc i tu to samo: „Palacze" nie  tylko „cierpią" wskutek braku tytoniu, ale znoszą wielkie przykrości od żon, któ­re skarżą się, że mężowie ochłodli, zmienili się, zobojętnieli...
Cóż są jednak winni mężowie starszej generacyi (młodsi są przecież na wojnie!), którzy małżeński ogień miłości podtrzymywali, paląc... cy­garo lub papierosa?... "
IKC 

O jak Oburzające
"Piszą nam z miasta: W dniu 13 b. m. liczni przechodnie byli świadkami oburzającego zajścia na placu Słowiańskim między straganami rzeźników. Mianowicie jeden z oprawców krakowskich, łapiąc psa, zarzucił sznur między ludzi tam stojących i zaczepił nim 1-roczne dziecko, trzymane przez pewną panią na ręce. Nie wiele brakowało, a biedne dziecko byłoby się udusiło. Można sobie wyobrazić przestrach matki w tej chwili. Policyanci nr 56 i nr 318 pospieszyli biednej matce z pomocą. Fakt powyższy należy podać do publicznej wiadomości, ażeby zapobiec na przyszłość podobnym oburzającym, niekulturalnym zajściom. Oprawcy uszli bezkarnie."
Nowa Reforma

P jak pożar 
"Dzisiejszej nocy około godz. 12 zostali mieszkańcy Podgórza zaalarmowani wielką łuną, któ­ra nagłe wśród ciemności rozbłysła nad wscho­dnią częścią miasta. Wkrótce okazało się, że płonie fabryka mydła i świec Ubersfehda przy ulicy Józefińskiej 41, której tyły opierają się o ulicę Słowackiego (dawniej Salinarną).
Na miejsce pożaru poczęli się zbiegać liczni okoliczni mieszkańcy, podczas gdy niebawem zagrały trąbki podgórskiej i krakowskiej fortecznej straży ogniowej, która zaalarmowana przez strażnika z wieży Maryackiej spieszyła na miej­sce pożaru w sile czterech plutonów pod wodzą swoich naczelników, starszego brandmistrza Łosiowskiego i porucznika Nowotnego. 
A czas był najwyższy, bo pożar objąwszy skła­dy parafiny i tłuszczów niszczył w oka mgnieniu budowle składowe i buchnął olbrzymim słu­pem ku górze. Niebezpieczeństwo było tem większe, że naokół znajdują się stare nawpół drewniane domy mieszkalne, w których ludność poczęła na gwałt wynosić swoją chudobę. Ogień dochodził do najwyższego napięcia, blask jego wprost oślepiał, huczały strumienie płonącej i rozlewającej się naokół ognistej parafiny, gdy strażacy otoczyli ze wszystkich stron buchające czerwonemi fontannami płomienie i puścili na nie strumienie wody.
Energiczna akcya ratunkowa trwała do godz. 1 po północy. Szkoda wyrządzona przez pożar, wynosi  około 50.000 koron. Spaliły się zapasy pa­rafiny, z której fabryka wyrabiała świece przeznaczone dla transportu do Prus."
IKC

S jak Sposób na drożyznę
"U Bizanza — piękne damy
wyczerpawszy zasób cały
nowych plotek i żurnali —
o drożyźnie rozmawiały ...
Co za ceny na produkty!
Co za ceny wielkie bogi!
Trzeba chyba jeść karmelki?
Teraz nawet cukier drogi!

Więc oszczędzać? Tak, oszczędzać!
Dam wam panie dobrą radę :
Zaprzestańmy pić herbatę,
Niech podadzą czekoladę."
IKC
 
Z jak Zmuszeni
"Położenie ubogich ludzi, żyjących z tygodniowego zarobku, może zrozumieć tylko ten, kto chociaż raz był zmuszony czekać na zimnie, deszczu lub wichrze przed sklepem mleczami, lub piekarni, kto był  zmuszony gonić za mąką, cukrem i t. p. Istotnie na współczucie zasługują kobiety, które, mając w domu nieraz kilkoro drobiazgu, a nawet niemowlę przy piersi, biegają gorączkowo od sklepu do sklepu i błagają kupca o sprzedanie choćby kilku kostek cukru, lub też czekając na otwarcie zamkniętego sklepu, liczą z niepokojem uderzenia maryackiego dzwonu zegarowego, gdyż w południe muszą nieść gorący obiad mężowi, zajętemu przy pracy, a przestrzeń tam i z powrotem wynosi czasem 2-3 kilometrów.
Czekające kobiety żalą się przeważnie na ciężkie czasy, a z zazdrością patrząc na tych, którzy, mając w domu worki mąki, dokupywali jeszcze drobniejszemi ilościami, co mając głowy cukru na każdą osobę w domu, posyłali sługi od sklepu do sklepu po dalsze zakupy. Jedni towar zmagazynowali. drugim nie zostało nic.
Wczoraj był formalny „run“ na sklepy korzenne. Tłumy kobiet oblegały te sklepy w pogoni za cukrem, niestety tylko nieliczne jednostki mogły nabyć minimalne ilości tego artykułu. Sklepy wkrótce pozamykano. Brakło także w mieście masła."
Nowa Reforma

Alfabet prasowy 4-11 marca 1916 r.

Jak się Wam podoba  marcowa pogoda w tym roku? Oczywiście pamiętacie wczorajszą, a zatem cytując za "IKC":  "...Ważnym jest ze względu na wiarę ludu, przy­wiązaną do 40 Męczenników, dzień 10 marca, który jest tym świętym Kościoła poświęcony.  Bacznie obserwuje lud pogodę w dniu owym i powiada: Czterdziestu Męczenników jakich,
Będzie czterdzieści dni takich."

Uzbrajamy się więc w koce, książki, herbaty, kawy, czekolady, biblioteki cyfrowe, nie wyłazimy z domu i  piszemy posty przez kolejne czterdzieści dni ;).

PISOWNIA ORYGINALNA 
Na podstawie "IKC"  z 1916 r. z MBC i "Nowej Reformy" z JBC.


B jak Brak
"Brak tłuszczów w Krakowie. Już od tygodnia mniej więcej w żadnej z masarń krakowskich nie
można otrzymać smalcu, słoniny, ani nawet t. zw. bilu, to jest słoniny niepreparowanej. Przed kilku dniami niektóre masarnie sprzedawały jeszcze publiczności te tłuszcze w niewielkich ilościach teraz i to ustało. Tłuszczów wieprzowych żadnych nigdzie niema, a masarze przygotowują publiczność na jeszcze gorsze czasy, strasząc ją zupełnym brakiem w niedługim już czasie nie tylko tłuszczów, ale i mięsa. Czy się te ponure przepowiednie pp. masarzy sprawdzą - nie wiadomo, w każdym razie obecnie tłuszczów na prawdę nie ma dla publiczności. Bo co do masarzy, to "vox populi" twierdzi, że oni je posiadają i że tylko ich obawa, aby się większe ilości tłuszczów u publiczności nie zepsuły, powstrzymuje ich od sprzedawania. Bite przez masarzy stale świnie muszą  przecież mieć na sobie jakiś tłuszcz."
Nowa Reforma

D jak Dębniki
"Budowa kościoła w Dębnikach. W sobotę odbyła się w biurze prezydenta miasta dra Leo konferencya członków prezydyum miasta z ks. biskupem Sapiehą i prałatem ks. Krupińskim w sprawie przyspieszenia budowy kościoła parafialnego w Dębnikach.
Jak wiadomo, w maju r. 1914 Rada miejska uchwaliła odstąpić bezpłatnie potrzebny pod budowę kościoła grunt i przyczynić się do kosztów budowy kwotą 100.000 K. Obecnie idzie o przyspieszenie tej budowy, względnie gdyby to się nie dało teraz przeprowadzić, o wprowadzenie pewnego rodzaju prowizoryum koniecznego dla codziennych potrzeb duszpasterskich przyszłych parafian tamtejszej dzielnicy. Na sobotniej konferencyi sprawę tę wyczerpująco omówiono, tak, że rzecz sama postąpiła znacznie naprzód i jest wszelka nadzieja, że jeszcze w bieżącym roku budowa się rozpocznie.
Nowa Reforma

 J jak Jama Michalikowa
"Wieczór w „Jamie Michalikowej". Jutro t.j we wtorek o godzinie 9 wieczorem odbędzie się w "Jamie Michalikowej" wieczór deklamacyjno-wokalny. W produkcyi  biorą udział panie: Zofia Czaplińska, Adolfina Zimaier, Halina Zimaier-Rapacka, oraz kilku innych artystów. P. Czaplińska wypowie monolog „Uwiedziona", oraz niektóre utwory z Berangerą; p. A. Zimaier odśpiewa między innemi „List Maryanny do Jasia" w kostyumie, a pani H. Rapacka odśpiewa szereg nowych piosenek. Część dochodu przeznaczoną została na Czerwony Krzyż i na dary świąteczne dla legionistów."
Nowa Reforma

Z prawej Zofia Czaplińska i Adolfina Zimajer
K jak Kradzież.
"Do lokalu polskiego Związku niewiast katolickich przy placu Szczepańskim pod 1. 5, włamali się wczoraj przed południem niewyśledzeni dotąd złodzieje i splądrowali szafy i biurka w poszukiwaniu za gotówką, której nie znaleźli, bo jej tam nie było."
Nowa Reforma

M jak Moda wiosenna - obrazek wyżej
"Najnowsze modele mód wiosennych dla pań wykazują że wzięciem wielkiem cieszą się żakiety wcięte a nie mniej także a la directoire. Z ko­lorów, oprócz ciemnego brązowego także nie­bieski i zielony. Przy wielu toaletach znaleźć można hafty, zwłaszcza srebrne. Natomiast do tej chwili jeszcze nie ustalono ostatecznie formy rę­kawów. Bufy znajdują się raz na ramiączkach, kiedy indziej w środku rękawa lub u dołu, a nie­kiedy, dla odmiany brak ich wcale.
Kostyum pierwszy, utrzymany w tonie piaskowym, żakiet posiada odstające kieszonki, z przodu zaś efektowną białą kamizelkę pikową, obłożoną jedwabnym taftem.
Wolny żakiet model 2 — w kolorze drapp, formy kloszowej, zaopatrzony z przodu i z tylu paskiem, posiada nadto efektowny kołnierz, da­jący się zapinać wysoko podszyję, lub wykładać swobodnie na ramiona.
Trzeci wreszcie model, kostyum fałdzisty w kolorze ciemno-zielonym pannier podtrzymują male bukieciki kwiatów z boków, na przodzie zaś ma formę fartuszka. Staniczek z zielonego muszlinu zdobią srebrzyste hafty lub koronki. Wysoko sięgający pasek z wstążki jedwabnej kryje się częściowo pod staniczkiem, na piersiach zaś krzyżują się dwie wstążki."
IKC

M jak Morderstwo, a może samobójstwo?
Wczoraj o godz. 7 -ej wieczorem znaleziono w  Dębnikach na polach bagnistych między ul. Pol­ną a Ogrodową, niedaleko dzielnicy Zakrzówka, zwłoki elegancko ubranej kobiety, w wieku 30 do 35 lat, z poderżniętem gardłem. Przechodnie zawiadomili natychmiast c. k. Dyrekcyę policyi oraz lekarza miejskiego o strasz­nym wypadku. Przybyła na miejsca tajemniczej zbrodni komisja policyjna lekarska skonstatowała, iż ofiara okrutnego morderstwa czy też samobójczyni zmarła skutkiem upływu krwi. Identyczności owej kobiety nie można było stwierdzić, gdyż prócz torebki i portmonetki nie znaleziono ża­dnych dokumentów, z których możnaby dowie­dzieć się o jej nazwisku.
Prawdopodobnie — jak członkowie komisyi przypuszczają — dama owa w przystępie szału  poderżnęła sobie brzytwą gardło i pod wpły­wem strasznego bólu wybiegła na pola dębnickie i tam wkrótce życie zakończyła.
Organa policyjne wszczęły energiczne śledztwo w kierunku identyczności tajemniczo zmarłej
kobiety."
IKC

N jak Nowy kierownik
"Nowy kierownik robót na Wawelu. Lwowska "Gazeta Wieczorna" donosi, jak twierdzi, ze źródła miarodajnego, że w tych dniach ma ustąpić architekt Sowiński, kierownik restauracyi Wawelu, ze swego stanowiska. Powodem ustąpienia jest zły stan zdrowia. Kierownictwa robót ma objąć Adolf Szyszko Bohusz, profesor politechniki lwowskiej."
Nowa Reforma

N jak Nowy spis wojskowy.
"Jak już wczoraj donie­śliśmy, na murach miasta ukazały się afisze, wzywające, aby do spisu wojskowego zgłosili się w przeciągu 48 godzin wszyscy mężczyźni, urodze­ni w latach 1865 do 1898, dotąd z jakichkolwiek powodów nie służący w wojsku.  Przed obwieszczeniami gromadzą się tłumy
ludzi, czytając je z zaciekawienie. Do spisu należy przynieść kartę pospolitego ruszenia oraz dokumenty, stwierdzające identycz­ność osoby. Fotografia jest konieczną."
IKC

O jak odwołany
"Odwołany koncert. Zapowiedziany na wczoraj w sali Sokoła koncert kwartetu Fitznera z Wie­dnia został odwołany; od artystów tego kwartetu nadszedł telegram, iż nie znaleźli wolnych miejsc w pociągu, i z tego powodu me mogli przyje­chać do Krakowa w naznaczonym terminie."
Nowa Reforma

P jak Powolny tramwaj
"Dochodzą nas coraz częściej skargi na powolną komunikacyę tramwajową w naszem mieście. Tramwaj, który się spóźni kilka minut, musi czeka. na stacyi węzłowej — „wieczność", zanim go oswobodzi towarzysz, dążący z przeciwnej strony. Na niektórych liniach, jak naprzyklad na linii Podgórze—Rynek czas jazdy tramwajem jest bardzo często dłuższy od czasu, jaki potrzebny jest do przebycia tego dystansu piechotą. Ponieważ ceny biletów tramwajowych zostały podwyższone, pożądane byłoby, aby dyrekcya tramwajów krakowskich tem bardziej poczyniła pewne stanowcze kroki ku wysłodzie publiczności".
IKC

Ś jak Ślub
"Ślub Ludwika Solskiego. Znakomity artysta sceniczny, b. dyrektor teatru krakowskiego i b. kierownik warszawskiego teatru "Rozmaitości" — Ludwik Solski, wszedł w nowe związki małżeń­skie z p. Anetą z Mrowińskich Źychlińską, oby­watelką ziemską, ślub odbył się w Kaliszu."
IKC

W jak Wierszyk
"Wszystko sztuczne.
Ludzka wiedza i nauka
Stwarza dzisiaj istne cuda,
A naturę — fabrykatem
Wszędzie się zastąpić uda,

Sztuczne masło, mleko, jaja
(Świeżo rzecz wynaleziona)
Mało tego! Sztuczne oczy,
Sztuczne nogi i ramiona.

Sztuczne hasła i frazesy,
W które spryciarz głupich  mota —
Jedna tylko naturalna
Pozostała rzecz: głupota!"
IKC

Z jak Zabezpieczenie Ołtarza Maryackiego w Krakowie.
Znany literat, p. Ludwik Stasiak, pisząc o zni­szczonych zabytkach sztuki na łamach a "Dzienni­ka Polskiego" zaznacza między innemi:
„Ołtarz Maryacki, rzeźba drewniana, rzeźba próchniejąca, nie jest po dziś dzień odlaną. Gdyby, broń dobry Boże, świeca płonąca przed ołtarzem się przewróciła... pióro wypada z ręki na tę straszliwą myśl.
 Jedna z największych zdobyczy, może największa zdobycz nasze­go narodu, jedno z najpiękniejszych dzieł, jakie ludzkość posiada, byłoby stracone. O ile wiemy, obywatelscy konserwatorowie nigdy nie postawili wniosku o utrwalenie w spiżu, nawet w gipsie maryackiego ołtarza, nie wnieśli podania o zabezpieczenie dla narodu i dla ludz­kości tego dzieła przez jego powtórzenie, duplikowanie. Zawisły konserwator tego wniosku nigdy nie wniesie. Bo jemu nie wolno postawić wniosku o wydatek miliona koron. A więc próchno się sypie..."
IKC

Dawny Kroke - projekt

"Teraz jak już było po tej wojnie, jak już Żydów nie było, był taki listopadowy wieczór, czekałam na tramwaj na 10-kę i patrzyłam się na przeciwko na taką kamienicę, gdzie przed wojną w piątek zawsze we wszystkich oknach świeciły się świece, bo to był Szabes. Mi łzy do oczu doszły, stałam i patrzyłam się i łzy mi ciekły z żalu, że to wszystko się skończyło, że tam już dzisiaj jacyś inni obcy ludzie, a wtedy to tętniło życiem. U nas w kamienicy mieszkały trzy żydowskie rodziny..."
Wspomnienie Marii Goettel z audiohistoria.pl



Jak już wspominałam w Krakowie mieszkam od 2001 r. Gdzieś w 2003 obudziła się we mnie chęć poznania tego miasta. Zaczęłam nie od Rynku, Wawelu, Kazimierza, lecz od Podgórza, a konkretnie od  terenu getta. Może jakieś wspomnienia z filmu Spielberga zaważyły, może to, że w tym samym czasie zbierałam materiały do pracy magisterskiej o innej zagładzie, która działa się w latach 30-tych w miejscu w którym się urodziłam. Nie wiem.
Tak naprawdę zaczęłam znajomość z Kroke od końca. Teraz chcę przewrócić je do życia i wrócić do momentu największego rozkwitu, czyli okresu międzywojennego. Pragnę, by przechadzając się ulicami Krakowa i patrząc na mniej lub bardziej ładne przedwojenne kamienice, zdawalibyśmy sobie sprawę, że tu żyli, byli, uczyli się, kochali i nienawidzili, handlowali, posiadali, modlili się lub nie ... lub po prostu - sprzedawali łuskany groch z miednicy w papierowych tytkach. Nie wiem czy komuś będzie to potrzebne, może akurat stracę czytelników, gdyż  DALEJ niestety spotykam się w Krakowie z antysemityzmem.  Jestem judeofilem, w tym samym stopniu co i polonofilem. Badając dzieje Krakowa nie da się inaczej. I nie chodzi tu wcale o Kazimierz, choć o nim będzie też.

Dawny Kroke będzie wyłącznie profilem na Facebooku. W miarę moich możliwości też w języku angielskim. Będę zamieszczała tam teraźniejsze zdjęcia kamienic z wspomnieniami z pierwszej ręki poparte dowodami z ksiąg adresowych, a także zdjęcia dawnego Kroke z różnych archiwów.

Zapraszam - DAWNY KROKE.

A teraz posłuchajmy dalej opowieści Pani Marii:

"Bardzo dużo było sklepów żydowskich z futrami i materiałami, na Floriańskiej była słynna Schrajberowa. Ona miała tylko po jednym kuponie materiału. To te wszystkie snobki, żeby ktoś inni takiej suknie nie miał to szli do niej. Ona miała sklep na parterze i na pierwszym piętrze. Na pierwszym piętrze sklep z pościelą bardzo ładną. Mama moja zawsze kupowała u niego ręczniki i bieliznę pościelową i miała tam w zeszycie swoje konto. Przychodziła zapłacić 10 zł miesięcznie, a on mówił tak: - Pani Bochenkowa, ja tu tylko chciałem pokazać jaką dymkę dostałem z Łodzi wczoraj. A mama mówi:  - Panie Łazar niech mi Pan tu żadnej dymki nie pokazuje, ja tu tylko przyszłam zapłacić za dawny rachunek i proszę mnie wykreślić. - Ale kto Pani każe kupować, ja chciałem tylko Pani pokazać. A jak pokazał to mama mówi,  niech Pan da tego dwa i znowu konto rosło... Cała Długa to były żydowskie sklepy. Floriańska też."

Alfabet prasowy 23 luty - 3 marca 1916 r.

1916 r. też był rokiem przestępnym.
Świat żyje bitwą pod Verdun, która dopiero się rozpoczęła i nikt nie podejrzewa, że będzie trwała aż do grudnia. Na czele II Armii  pod Verdun staje Philippe Pétain, ten sam który podczas II wojny światowej zostanie szefem kolaboracyjnego rządu Vichy. Natomiast 2 marca do niewoli niemieckiej dostał się ciężko ranny Charles de Gaulle.
W naszym mieście na przełomie lutego i marca bardzo podrożało mydło. Ciągle brakowało cukru, tytoniu i mąki. Wprowadzony został stały cennik na wszystkie towary spożywcze i przemysłowe, aby uniknąć spekulacji.

PISOWNIA ORYGINALNA 
Na podstawie "IKC"  z 1916 r. z MBC i "Nowej Reformy" z JBC.




30 jak 30 Lutego.
 Możliwe niemożliwości.
Na pierwszy rzut oka data powyższa jest fikcyą, a jednak pomimo pozorów, tak nie jest dlaczego - zaraz wyjaśnimy.
Na jednym z okrętów międzynarodowego To­warzystwa żeglugi znaleziono w podręcznem ar­chiwum kartę obiadową z datą... 30 lutego 1904. Początkowo myślano, że jest to błąd drukarski, później jednakże wyszło na jaw, że powyższa data jest najzupełniej prawdziwą, a powstała w następujący sposób:
Obiad, o którego menu idzie, odbył się na okręcie „Syberya", jadącym z Yokohamy do San Francisko. Wiadomą jest rzeczą, że opływając ziemię z zachodu na wschód, zyskuje się dzień jeden i w tem właśnie położeniu znalazła się "Syberya" z końcem dnia 29 lutego 1904. Po­nieważ dzień 1 marca miał się rozpocząć według kalendarza dopiero za 24 godzin, wolny zu­pełnie dzień pomiędzy 29 lutym a 1 marca na­zwano — słusznie zresztą: 30 luty! Jakkolwiek więc data powyższa wygląda nieprawdopodobnie, w gruncie rzeczy jest ona zupełnie prawdziwa.
 "IKC"

C jak Chleb krakowski, czyli zamiast mąki – sznurek!
Do naszej redakcyi coraz częściej zgłaszają się osoby, przynoszące jako „corpus delicti” kawałki chleba, zawierające najróżnorodniejsze mniej lub bardziej „smakowite” dodatki. Wczoraj mieliśmy sposobność ponownie przekonać się, narzekają ludności na zły chleb są w zupełności umotywowane. Pokazano nam chleb, zawierający... sznurek! jest kwestyą sporną, czy sznurek ten materiał do rumuńskiego młynarza, czy też krakowskiego piekarza, w każdym bądź razie był to potężny sznur, którym właściciel chleba, jak sam się wyraził, z chęcią wyliczyłby sprawcy jego dostania się do chleba — odpowiednią liczbę razów!
 "IKC"

D jak Dzieci nieślubne zrodzone z powodu inwazyi.
Czytamy w „Nowinach Wiedeńskich": Rząd rozpatruje obecnie sprawę wychowania i nazwiska dzieci nieślubnych, zrodzonych „z powodu" inwazyi nieprzyjacielskiej. Stwierdzono że takich dzieci zwłaszcza w Galicyi jest pokaźna liczba. Władze powiatowe i gminne otrzymały już polecenie przedłożenia wykazu dzieci nieślubnych, zrodzonych w czasie inwazyi.
"Nowa Reforma"

N jak Nowa tania herbata.
Dzisiaj, gdy świat cały stara się przy pomocy danych środków wyżywić się możliwie najtańszym kosztem - żaden środek nie jest zbyt zły do zaspokojenia głodu i wypełnienia żołądka, z drugiej jednak strony około często bardzo wartościowych odżywczo rzeczy przechodzimy obojętnie.
Do tych ostatnich należy herbata, przyrządzana z łupek orzechów włoskich, smaczniejsza i zdrowsza, ani­żeli sobie wyobrazić można. Sposób przygotowania jest następujący: Zupeł­nie suche łupki dojrzałych orzechów włoskich po oddaleniu ziarna należy gotować przez kilka minut, a mianowicie tak długo, dopóki woda nie nabierze koloru żółtawego. Na dwie filiżanki herbaty wystarczy trzy łupinki orzecha, napój zaś można ulepszyć przez dodanie rumu, mleka lub cytryny."
"IKC"


M jak Mleko
"Dzięki ofiarności nieznanego dobroczyńcy, który przeznaczył znaczniejszą sumę na bezpłat­ne rozdawnictwo mleka między najuboższe nie­mowlęta w pierwszych czterech miesiącach życia,  bez względu na wyznanie — utworzyły się dwa komitety pań, które zajmą się tem rozdawni­ctwem. Pierwszy komitet, złożony z pań Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo i pp. Ekonomek będzie wydawał mleko przy ul. Warszaw­skiej 1. 6.
Drugi komitet pań będzie wydawał mleko przy ul. Krakowskiej 1. 53 dla dzieci mieszkających w dzielnicach Stradom Kazimierz i Podgórze. Rozdawnictwo bezpłatne mleka roz­pocznie się 2 marca.
Matki, które chcą ko­rzystać z tego dobrodziejstwa, mają się zgłaszać w lokalach wymienionych komitetów, codziennie do 1 marca w godz, między 3 - 5 po pol."
"IKC"

P jak Pomysłowi złodzieje
Wczoraj o godz. 1 po poł. do magazynu jubilerskiego Glixellego przy ul. Grodzkiej nr 2 weszło dwóch elegancko ubranych mężczyzn, którzy zażądali pierścionków. Właściciel sklepu uczynił zadość żądaniom kupujących, którzy jednakże obejrzawszy przedłożone pierścionki, nie kupili żadnego. Właściciel sklepu sprawdziwszy, że pudełka istotnie zawierają pierścionki, schował je do szuflady. Po wyjściu jednakże nieznajomych, pragnąc widocznie skontrolować je po raz wtóry, począł przeglądać pudełka i ku wielkiemu swemu zdumieniu spostrzegł, że w jednem z nich zamiast kosztownego pierścionka, wartości 100 koron, znajdował się bezwartościowy falsyfikat. Okazuje się, że pomysłowi złodzieje zdołali niepostrzeżenie wyjąć pierścionek z pudełka, a pozostawić właścicielowi blaszany, bezwartościowy krążek... na pamiątkę!"
"IKC"

R jak Rabin
Odznaczenie rabina polowego. Za znakomitą i pełną poświęcenia służbę wobec nieprzyjaciela nadał cesarz rabinowi polowemu, dr Bernardowi Templerowi, złoty krzyż zasługi z koroną na wstędze medalu waleczności. Dr Templer, który przed wojną był rabinem i profesorem religii Mojżeszowej w Wiedniu, jest autorem szeregu poważnych prac naukowych. Po wybuchu wojny został rabinem wojskowym w Wiedniu, poczem zaraz zgłosił się na front bojowy'. Po 13-miesięcznym pobycie na froncie, został dr Templer przeniesiony do Krakowa, jako rabin twierdzy.
"Nowa Reforma"


 T jak To... dopiero sztuka.
"To nie sztuka
Zabić sowę.
Grać na trąbie,
Doić krowę
Bet kaloszy
Iść przez Rynek,
Zjeść zepsutych
Funt sardynek...
Ale sztuki
Wielkiej trzeba
Dziś ..i z kartą
Dostać chleba"
"IKC"
 
 W jak Wiosna wczoraj :)
"Dzień wczorajszy. Czy to już wiosna? Tyle słońca, tyle światła! Niebo czyste, bez chmurki, błękitne.. Ziemia, oblana kaskadą złocistych pro­mieni, kąpie się w słonecznej powodzi. W mieście większy ruch, tętno życia uderzyło silniej; uśmiechnięte twarze, radosne spojrzenia. Wyległy tłumy, przelewa się fala ludzka po głównych arteryach miejskich; na „Corso " dziecinnem przy ul. Dunajewskiego toczą się wózki i wózeczki i maleństwami, dalej postępują „nianie" i „mamusie"! Na plantach pojawiają się cale grupki młodzieży i starszych, niektórzy kierują się ku Błoniom; gdzie przestrzeń, powietrze... gdzie całą piersią można odetchnąć. Tak bardzo po­trzeba każdemu tego oddechu, bo dzisiaj na świecie duszno... i ciasno! Trudno się obracać w warunkach dzisiejszego życia, a jednak... trze­ba! Trzeba mężnie przetrwać chwile przełomu, lata wojny i klęski, a jednocześnie przysposabiać się do... przyszłości, tej przyszłości, która choć osłonięta tajemniczą mgłą, wierzymy, będzie bardziej pogodną, bardziej słoneczną, jak wiosna, której pierwsze promienne tchnienie, spłynęło oto nad Polską ziemią".
"IKC"

Z jak zegarek
Czyj zegarek? Do pewnego jubilerskiego sklepu przy ulicy Stradom zgłosiła się wczoraj w południe jakaś elegancko ubrana dama i ofiarowała na sprzedaż stojący srebrny zegarek (antyk z kalendarzem i termometrem). Gdy kupiec zażądał od sprzedającej damy legitymacyi, otrzymał odpowiedź, że legitymacyę natychmiast z domu przyniesie. Istotnie dama ze sklepu wyszła i więcej się nie zgłosiła, zegarek zaś złożono później w dyrekcyi krakowskiej policyi.
"IKC"

Ż jak Żołądek Krakowa.
Według sprawozdania miej­skiego Biura statystycznego w ciągu stycznia przywieziono do Krakowa 8.336 hektolitrów na­pojów alkoholowych, wczem 5710 hl. piwa, 4170 sztuk bydła rogatego i cieląt, 186 owiec i kóz, 3589 sztuk trzody chlewnej, 77980 kg mięsa i wędlin, 33856 sztuk drobiu i gołębi, 247 sztuk ptactwa dzikiego, 32 sarny, 2441 za­jęcy, 53214 kg ryb i 435593 kg owoców."
"Nowa Reforma"