Kradziony Lotto, detektyw mimowoli i sensacja z biedą w tle

Kryminałów brakuje na blogu, a ponoć to najbardziej poczytny gatunek literacki. Zapraszam na prawdziwą sensację z oszustami i obrazem w roli głównej, a także z krwawym morderstwem na początek. I nie, nie jest do "Vinci".  :)

Uwaga - dużo ciekawego tekstu!




"OBRAZ LOTTA ODNALEZIONY"
(pisownia oryginalna - artykuł z "Tajny Detektyw" 08.04.1934 r.)

"Pierwsze dni października ubiegłego roku obfitowały w Krakowie  w nielada sensacje kryminalne.
Kradzież obrazu Lorenza Lotta dokonana 1 października w pałacu hr. Xawerego Pusłowskiego przy ul. Andrzeja Potockiego, zbiegła się ze zbrodnia Maliszów, popełnioną dnia następnego we wczesnych godzinach rannych. Niesamowite podłoże dramatu z ul. Pańskiej do tego stopnia wstrząsnęło opinią publiczną, że sprawa zagadkowej kradzieży słynnego obrazu przestała być z miejsca tematem rozważań laików i dociekań fachowców policyjnych, których cała uwaga skierowana była wówczas na jak najspieszniejsze wytropienie pary morderców rodziny Susskindów i postawienie ich przed sąd doraźny.

Gdy w tym ostatnim wypadku sprawiedliwości stało się zadość i Jan Malisz wraz ze swą żoną Marją znaleźli się za kratami więzienia św. Michała, powrócono do pałacu hr. Pusłowskiego i wznowiono drobiazgowe śledztwo.
Dziś przypomnimy Czytelnikom tylko pewne zasadnicze momenty tego zdarzenia i z niemi zwiążemy szczegóły, jakie dopiero w ostatnich dniach wypłynęły na powierzchnię dzięki rzeczywiście dziwnemu zbiegowi okoliczności, tak często nie zależnemu od zamiarów i działań ludzi.

Obraz znika!
Wśród muzealnych zbiorów hr. Pusłowskiego, rozmieszczonych w jego pałacu przy ul. A.Potockiego w Krakowie, znajdował się niezwykle cenny obraz, pędzla mistrza włoskiego Lorenza Lotta, przedstawiający św. Rodzinę. Wisiał on na ścianie salonu II piętra, otoczony płótnami Watteau, Delacroix, Kranacha, Matejki, Mehoffera, Malczewskiego i in. Od kilku lat agenci zagranicznych i krajowych antykwarjatów starali się go nabyć, jednak bezskutecznie. Tymczasem znalazł się jakiś tajemniczy „amator dzieł sztuki“, który albo sam, albo przy pomocy wspólników wszedł w posiadanie obrazu drogą... kradzieży.
Jak wspomnieliśmy, w niedzielę dn. 1 października ub. r. właściciel pałacu i jego służba byli przez całe popołudnie nieobecni w mieszkaniu. W tym właśnie czasie zakradł się do salonu ów nieznajomy i wyjąwszy obraz z ram, wyniósł go z pałacu, przez nikogo niespostrzeżony. Dopiero na drugi dzień rano hr. Pusłowski zauważył leżącą na fotelu w salonie pustą ramę i w ten sposób odkrył kradzież, przeprowadzoną bez pozostawienia jakichkolwiek śladów włamania. 



Droga do miejsca czynu wiodła albo przez tylną klatkę schodową, gdzie złodziej napotkał drzwi zamknięte na zatrzask (kluczyk pozostawiała służba za ławką na schodach), albo przez główną klatkę, znajdującą się w centrum pałacu i dostępną każdemu, kto raz znalazł się na parterze lubb I piętrze pałacu.

 Drugą przeszkodę stanowiły drzwi miedzy małym przedpokojem mieszkania hrabiego, a salonem. zamykane na klucz, który chowano za wieszakiem na rzeczy. W obydwóch wypadkach ktoś nieobznajmiony z terenem i niepoinformowany dokładnie o miejscach ukrycia kluczy, zmuszony był obie te przeszkody sforsować siłą i w ten sposób pozostawić wyraźny ślad włamania.

 Odrazu więc stało się jasnem, że złodziej pochodził albo z grona mieszkańców pałacu, lub też z najbliższego ich otoczenia. Jakkolwiek było, policja uznała za przedewszystkiem wskazane zabezpieczyć granice całego państwa i uchronić w ten sposób od wywiezienia. Wcześniej lub później musiało to nastąpić ze względu na niemożność sprzedania obrazu na rynku krajowym. Ponadto rozesłano reprodukcje dzieła do wszystkich antykwarjatów z odpowiedniem ostrzeżeniem.

Tymczasem w toku śledztwa zaczęło się ugruntowywać przekonanie, iż kradzież w pałacu hr. Pusłowskiego jest niczem innem, jak tylko dalszem ogniwem w łańcuchu analogicznych wypadków, których widownią była najbliższa okolica Krakowa, w czasie ostatnich czterech miesięcy, poprzedzających udałe zniknięcie obrazu Lorenza Lotta.


Na szlaku Górka Narodowa — Wieliczka.
Przypominano sobie, że z początkiem lata ub. r. dokonali wówczas nieznani sprawcy zuchwałej kradzieży dwóch cennych płócien w dworze pp. Baszczyńskich w Górce Narodowej i że w jakiś czas potem drogą poufnych wywiadów ustaliły władze nazwiska złodziei, którymi okazali się: Stanisław Kania, z zawodu introligator, oraz jego dwaj wspólnicy Władysław Jakóhik i Józef Jaśkiewicz. Dzięki tej wiadomości zdołano wytropić ich konfidenta, który w czasie pościgu na terenie Prądnika Białego porzucił w polu oba obrazy i umknął nierozpoznany.

Po pewnym czasie ta sama banda dała policji nowy znak życia o sobie. Bo oto w nocy, z dn. 21 na 22 lipca ub. r. włamano się do mieszkania prof. Tadeusza Korpala w Wieliczce przy ul. Siemiradzkiego, gdzie skradziono 5 cennych obrazów, a miedzy nimi portret młodzieńczy króla Jana Sobieskiego pędzla  Siemingowskiego, znajdujący się obecnie na Wawelu i studjum Piotra Michałowskiego, przedstawiające głowę młodzieńca. 
Skradzione płótna przedstawiały wartość 50 tysięcy złotych. Dochodzenia w tej sprawie prowadziła II brygada krakowskiej policji śledczej, która na podstawie odcisków daktyloskopijnych ustaliła identyczność sprawców w obydwóch wypadkach.

Niezwykle uciążliwe śledztwo doprowadziło do wykrycia transportu obrazów prof. Korpala, które „pod opieką“ nowego konfidenta bandy Kani znajdowały się już w pociągu pospiesznym, zdążającym z Krakowa do Wiednia. Tuż przed stacją w Trzebini wywiadowcy ubrani po cywilnemu, przystąpili do aresztowania podejrzanego. Tymczasem nieporozumienie z władzami kolejowemi, które nie zorjentowały się na czas w sytuacji, stało się sprzymierzeńcem konfidenta złodzieji, który zbiegł w Trzebini, pozostawiwszy obrazy w przedziale wagonu.


Po członkach bandy znikł narazie wszelki ślad. tak, iż nie można było ustalić, gdzie potem przebywali. Dopiero bezpośrednio po wykryciu kradzieży w pałacu hr. Pusłowskiego dowiedziano się, iż Kania i jego wspólnicy znajdowali się w czasie kradzieży w Krakowie. Rozpoczęto więc natychmiast za nimi pościg, który doprowadził w jakiś czas potem do aresztowania Kani w Królewskiej Hucie, dokąd wyjechał zaraz po l października, oraz jednego z jego towarzyszy, a mianowicie Jakóbika. Juśkiewicz ukrywa się do dnia dzisiejszego, prawdopodobnie we Lwowie. (Ktokolwiek rozpozna go na podstawie poniżej zamieszczonej fotografji — niech natychmiast zawiadomi o tern najbliższy urząd policyjny!!) Mimo dalszych energicznych dochodzeń,
nie zdołano narazie związać działalności tej bandy ze zniknięciem obrazu Lotta, choć istnieją silne potemu poszlaki. Do nich zaliczymy fakt, że Kania przychodził do pałacu hr. Pusłowskiego w czasie, gdy jeszcze trudnił się uczciwą pracą i jako introligator oprawiał książki do bibljoteki hrabiego.

Zagadka muru Ogrodu Botanicznego.
Równocześnie z pościgiem policji za członkami bandy Stanisława Kani, rozegrało się w niedalekiem sąsiedztwie pałacu hr. Pusłowskiego zdarzenie, które dopiero po 6 miesiącach znalazło swój rewelacyjny epilog.

Oto niejaka Zofja Berowska, pracująca w połowie października ub. r. w charakterze robotnicy miejskiej przy rozbiórce wałów fortecznych, ciągnących się wzdłuż ul. Okopy, udała się w czasie przerwy obiadowej, wraz ze swą koleżanką, również robotnicą, Katarzyną Lusztynową, zamieszkałą przy ul. Wielickiej, pod mur sąsiedniego Ogrodu Botanicznego (patrz fotografje), aby tam odpocząć po pracy. W pewnej chwili spostrzegła na szczycie ceglanego ogrodzenia wystającą krawędź jakiegoś małego obrazu (wymiary dzieła Lotta: 31x41 cm). Nie namyślając się długo, urwała kawałek pręta z pobliskiego krzaka i za pomocą niego ściągnęła obraz z muru, który wysoki jest tam na 2.5 m.
Podczas tej czynności zarysowała prętem obraz w miejscu, gdzie znajduje się czoło mężczyzny, stojącego po lewej stronie. Trzymając już malowidło w rękach, przekonała się wraz ze swą koleżanką, że przedstawia ono Św. Rodzinę.



Postanowiła ten "święty obrazek" zabrać do swego domu; i tak się też stało.

Tego samego dnia wieczór, a działo się to w drugiej połowie października, (więc w trzy tygodnie po kradzieży w pałacu hr. Pusłowskiego) znaleziony obraz zawędrował do ubogiej izdebki, znajdującej się w domku pod nr. 114 w Zalesiu pod Kobierzynem, gdzie od jesieni mieszka rodzina Berowskich, złożona z matki Felicji, z zawodu szwaczki,jej syna Nikodema, córki Zofji i jej dwojga małoletnich dzieci. Wszyscy oni gnieżdżą się w pokoiku, który normalnie zajmować mogą dwie osoby. Nędza wieje ze wszystkich jego kątów i tylko teraz świeżo wybielone ściany świadczą o zamiłowaniu do czystości tej gromadki. Na jednej z nich, tuż nad łóżkiem-pryczą, powiesiła Zofja znaleziony obrazek, by „dzieci miały do czego odmawiać pacierze“...
I tak przez blisko pół roku wisiał sobie ten obraz na nędznej ścianie izdebki. Widziały go sąsiadki, widzieli ludzie przychodzący z miasta... Nikt nie zwracał na niego uwagi. Aż pewnego razu...



W antykwariacie Horowitza.
Właścicielka domku p. Wcisłowa zezwoliła Berowskim na wybielenie stancji. Trzeba było powynosić na pole graty, pozdejmować ze ścian obrazki i sztuczne kwiaty.
Syn Nikodem, który jest z zawodu lakiernikiem i malarzem pokojowym, pozostającym notabene bez pracy, zabrał się żwawo do roboty. W pewnej chwili znalazł się w jego rękach obrazek z muru Ogrodu Botanicznego.
Zaczął mu się po raz pierwszy uważnie przypatrywać i w końcu odczytał podpis: Lottus, a pod nim datę 1512.

Zaintrygowany tern odkryciem i przypuszczając (zresztą słusznie), że malowidło może posiadać „pewną“ wartość, namówił matkę, by przy sposobności, będąc w Krakowie, wstąpiła z nim razem do jakiegoś antykwarza, który miał im ocenić znaleziony obraz.
W ten sposób znaleźli się oboje we środę 28 ub. m. tuż po godz. 9-tej rano w sklepie antykwarza Horowitza, przy ul. Wiślnej, którą zwykle przechodzą na drodze z Zalesia przez Dębniki do Śródmieścia Krakowa. 


P. Horowitz, nie zwracając większej uwagi na obraz, obiecał przesłać go do oceny i polecił Berowskim zgłosić się tego dnia o godz. 5 po południu po odpowiedź. Tymczasem już w pół godziny potem zjawił się w antykwami p. Stanisław Pochwalski, znany malarz i znakomity restaurator obrazów dawnych mistrzów, który przeglądając wraz z Horowitzem nowo pozyskane płótna, natknął się na przyniesiony przez Berowskich obrazek i natychmiast rozpoznał w nim skradzione hr. Pusłowskiemu arcydzieło Lorenza Lotta.

Można sobie wyobrazić konsternacje antykwarza, który mimo woli znalazł się w chwilowym posiadaniu drogocennej rzeczy, o której zniknięciu przed sześciu miesiącami pisała cała prasa polska i zagraniczna.

P. Pochwalski uwiadomił telefonem hr. Pusłowskiego o swem odkryciu i gdy razem z p. Horowitzem zamierzali to samo uczynić pod adresem policji, zjawili się w sklepie ajenci brygady śledczej, którzy drogą poufnego wywiadu już dowiedzieli się o wizycie Borowskich w antykwami. Postanowiono aresztować ich w chwili, gdy zjawią się po południu po odpowiedź. I tak też się stało.



Początkowo mniemano, że Berowscy działają w porozumieniu ze sprawcami kradzieży. Śledztwo wyjaśniło jednak rychło to przykre qui-proquo i biedni ludzie, a szczęśliwi znalazcy drogocennego obrazu, pretendujący do wyznaczonej nagrody, zostali wypuszczeni na wolność.

Dzieło Lorenza Lotta zawędrowało z powrotem do pałacu przy ul. A. Potockiego. Ono jedno, gdyby mogło przemówić. Zdradziłoby nam nazwisko krakowskiego Arsena Łupina, który z obawy lub spowodowany innemi okolicznościami porzucił je na murze Ogrodu Botanicznego."

W pełni obraz "Adoracja dzieciątka" Lorenza Lotta możecie zbadać pod tym linkiem - Wirtualne Muzea Małopolski , a także sprawdzić czy bruzda od kija u św. Franciszka  dalej jest :).

Natomiast najlepiej się udać do oddziału MNK -  "Europeum" w budynku dawnego Starego  Spichlerza i zobaczyć na żywo. Naprawdę warto! 

Nowe inwestycje sportowe w Krakowie - 21 marca

21 marca - podczas Rady Miasta uchwalono, że dla mieszkańców Krakowa budowane będą otwarte baseny z wieżami skoków, kąpieliska miejskie, a obok nich kawiarnie z werandami. Inwestycje realizowane z budżetu miasta lub budżetu obywatelskiego i na przeszkodzie nie stoją żadne lobby deweloperskie, tłumaczenie się nie wyjaśnioną sytuacją prawną działki, niejasny plan zagospodarowania przestrzeni miejskiej itd.

1936 r.

Chciałabym napisać, że to się dzieje teraz w 2017 r. :)

Rok 1939, wiosna, 21 marca. "Nowy Dziennik":
"Na skutek starań komitetu budowy miejskiego stadionu sportowego w Krakowie pod przewodnictwem gen. Narbutt-Łuczyńskiego, uzyskano znaczne fundusze, które umożliwią w sezonie nadchodzącym zrealizować wiele inwestycji sportowych.
Kwoty, które wpłynęły,  użyte będą przede wszystkim na budowę basenu sportowego z wieżą skoków i trybunami na 2000 osób, rozbudowę miejskiego kąpieliska przez zwiększenie chłonności szatni, które będą wyposażone w urządzenia na 2000 osób, budowę nowoczesnej kawiarni dla użytku kąpiących z werandą długości 60 metrów.
Trybuny na boisku lekkoatletycznym zostaną zaopatrzone w ławki do siedzenia, mogące pomieścić około 3000 osób. Ławki te będą wmontowane w żelazobetonowe stopnie.
Dalsza część stadionu zostanie wyposażona w siatkowe ogrodzenia.
Wszystkie te inwestycje mają doniosłe znaczenie ze względu na mające się odbyć w Krakowie z końcem lipca br. igrzyska sportowe Polaków z zagranicy oraz mecz lekkoatletyczny Polska - Imigracja w dniu 5 i 6 sierpnia br.
Pracami technicznymi wymienionych inwestycyj kieruje architekt inż. Marcin Bukowski, projektodawca miejskiego parku sportowego w Krakowie."


amfiteatr przed wojną i podczas wojny


Co udało się zrealizować do wojny?
Na pewno stadion lekkoatletyczny męski, boisko lekkoatletyczne dla kobiet, basen, korty tenisowe, amfiteatr oraz szatnie.  Główny stadion powstał już po wojnie. A czy podczas wojny przebudowano basen? Nie jestem pewna, sądząc po zdjęciach musiało tak być.

basen podczas wojny
audiovis.nac.gov.pl
Na stronie Szlak Modernizmu, którą serdecznie polecam, możemy przeczytać:

"Budowle z lat 1934-39 odznaczały się dużą prostotą, zarówno pod względem konstrukcyjnym, jak i architektonicznym. Otoczone bujną zielenią uzyskały elewacje z czerwonej cegły oraz proste bryły, urozmaicone bulajami, masztami flagowymi, żelbetowymi pergolami i płaskorzeźbami. Do dzisiaj pozostało niewiele dowodów dawnej świetności Miejskiego Stadionu Sportowego. Spośród nich warto zwrócić uwagę na dwa budynki damskiej i męskiej szatni, flankujące niegdyś wejście do amfiteatru. Na ich elewacjach zachowały się zaprojektowane przez Karola Muszkieta wyobrażenia Artemidy i Herkulesa."

projekt Marcina Bukowskiego ze str Szlak Modernizmu

Jakie macie wspomnienia z tym miejscem?  Co myślicie o nowej inwestycji, która powstanie pod koniec następnego roku?

ct.mhk.pl lata 50-te

Centrum Sportowo-Rehabilitacyjne "Cracovii"

Przy okazji, przypominam, że projekty w BO na 2018 r. możemy składać do 31 marca, w Łodzi jest już ponad 1000 złożonych, a u nas póki co - jeden.
https://budzet.dialoguj.pl

1 września do szkoły marsz! 1927 r.

Dziś wpis okolicznościowy, spontaniczny, zainspirowany wzmożonym ruchem na ulicach i powszechną tęsknotą pierwszego września za edukacją, za nowym planem na życie, rutyną i nowymi obowiązkami.
Czy wiedzieliście, że oprócz 1 stycznia drugą datą na postanowienia zmian życiowych jest właśnie 1 września. Otóż, jeżeli nie udało się Wam wtedy, możecie spróbować jeszcze raz :).

Swój rok szkolny rozpoczniemy w 1927 r. w szkole niezwykłej, jednej z najstarszych, w Gimnazjum Żeńskim im. Św. Urszuli SS. Urszulanek.
Od razu przepraszam męską część moich czytelników, wstęp do gimnazjum tylko wtedy, gdy zostaną Panowie wykładowcami (np. historii), lub stróżem.

mhf.krakow.pl
Szkoła mieści się przy ulicy Starowiślnej w gmachach, będących własnością SS. Urszulanek. Są to trzypiętrowe kamienice wzniesione w latach 1875-1907, ciągnące się od numeru 2 do 11 i zajmując łącznie z ogrodem powierzchnię  2 morgów i 433 sążni. Jest tutaj także internat dla słuchaczek Uniwersytetu Jagiellońskiego, czteroklasowa szkoła powszechna, gimnazjum humanistyczne, pensjonat dla własnych uczennic i klasztor.

mhf.krakow.pl
Sal szkolnych jest 26, prawie wszystkie mają posadzkę dębową froterowaną. W całym gmachu jest światło elektryczne, a korytarze ogrzewane kaloryferami.  Gimnazjum posiada salę gimnastyczną z kortem tenisowym, salę rekreacyjną, pracownię chemiczną, salę wykładową do fizyki, gabinet przyrodniczy, geograficzny, lekarski, salę rysunkową, pracownię rysunkową i czytelnię. Prócz kancelarii Matki Dyrektorki, jest poczekalnia dla gości i sala konferencyjna.

Pauzy (a nie przerwy!) odbywają się stale w ogrodzie, o ile pogoda na to pozwala.

Do wyboru mamy osiem klas, z tym że klas III i IV są dwie: klasa a i b.

 ***
Drogi dzienniczku,
Nie mogłam spać prawie całą noc i już o świcie chciałam założyć mój mundurek! Chyba nigdy jeszcze tobie o nim nie pisałam, otóż mam na sobie dziś wersję świąteczną*, czyli granatową plisowaną spódnicę, białą bluzkę z marynarskiem kołnierzem, wykończonem dwoma granatowymi paskami, brązowe buty i pończochy.
Dziś rozpoczęcie roku szkolnego! Z ta myślą każda z nas podążyła do klasztornej kaplicy. Dzień był ciepły i słoneczny. Na podwórzu szkolnem zebrałyśmy się znowu po przeszło dwumiesięcznej rozłące. Niby jaskółki, które z wiosną powracają do swych gniazd tak my radosne, wypoczęte i pełne zapału weszłyśmy w otwartą bramę. W każdej z nas  mieszają się uczucia pewnego lęku i ciekawości. Czy wszystkie wróciły do szkoły, czy zmienią nam klasę, kto będzie miał obok mnie łóżko w pokojach pensjonatu?

mhf.krakow.pl
Jak wiesz, ja przeszłam  już do szóstej, z czego niezmiernie się cieszę, wszak szóstoklasistka to już prawie dorosła panna.
Jest nas aż 48 dziewczyn, to i tak mniej niż w zeszłym roku. Jak się okazuje aż trzy wyjechały do innego miasta (Ah, moja ukochana Florcia, nikt mi Ciebie nie zastąpi!!!),  a dwie niestety nie przeszły do kolejnej klasy.


W mojej klasie uczy się Zofia Malczewska, wnuczka znanego malarza Jacka Malczewskiego, porządna dziewczyna i prymuska. Jak już pisałam tobie dzienniczku, niektóre dziewczyny jej nie lubią i często podkradają jej przybory na lekcjach rysunku...Ciekawe jak będzie w tym roku. Lekcja rysunku to moja ulubiona lekcja, ... a może jednak historja? Nie wiem, nie wiem, muszę się zastanowić porządnie następnem razem.

W tym roku szkolnym dla naszej klasy zapowiedzieli same wycieczki techniczno-przemysłowe do: Wapiennik Libana w Podgórzu, do Gazowni Miejskiej,  Fabryki czekolady Piaseckiego, Fabryki drutu i siatek Kucharskiego, Fabryki octu Srebrnego w Krakowie, Elektrowni i Fabryki Azotniaku w Chorzowie, Fabryki mydła Cwiklitzer'a w Katowicach i Fabryki Porcelany w Bogucicach.
Nie myśl, że to wszystko zapamiętałam, spisuję z tablicy w naszej klasie.

Tyle tych wycieczek pewnie przez to, że jako uczennica klasy VI przez cały rok będę miała chemię. Coś mi się zdaję, że się nie polubimy... Cóż, coś za coś ...Najbardziej się cieszę na myśl o wycieczce do fabryki czekolady i porcelany! Ciekawe czy w fabryce Piaseckiego uraczą nas gorącą czekoladą w filiżance porcelanowej. Jak się odważę to się spytam, lub po prostu pójdziemy na Rynek i tam to skosztujemy.
Inne klasy mają wycieczki historyczne do Skałki, Domu Matejki i Muzeum Czartoryskich, ale to nuda... Już tam byłam  i to nie raz.
Wiosną jak zawsze całą szkołą pojedziemy do Sierczy, a potem do Częstochowy, na Jasną Górę. Też już tam byłam, ale tym razem obiecano nam postój w ruinach zamku Tenczynku i Olsztynie. Musimy do tego czasu zapoznać się z historią bohatera Karlińskiego.

Plan zajęć mam całkiem znośny, uczę się przyrody, geografii, matematyki, historii, chemii, języka polskiego, francuskiego, niemieckiego i łaciny. Oprócz tego mam lekcje rysunku i lekcje gimnastyczne.

Najbardziej się cieszę z tych lekcji gimnastyki. Uwielbiam grać w koszykówkę i dłoniówkę. W tym roku zaczniemy też gimnastykę rytmiczną. Będzie nas uczyć sama Rita Sacchetto Zamoyska! Jak wiesz jestem troszkę niezgrabna i podskakuję chodząc, a ponoć tak znakomita siła jaką jest Pani Sacchetto potrafi zdziałać cuda!
mhf.krakow.pl
Opiszę ci kim jest ta Pani. Otóż jest to znana tancerka włoska, żona rzeźbiarza Zamoyskiego. Słyszałam jak mamusia w naszym saloniku mówiła, że w Krakowie chodzą plotki o nich. Ponoć Zamoyski chce się z Panią Sacchetto rozstać* i wyjechać do Paryża, ale ona nie chce i ponoć go kocha... Mówiła też, że będzie to skandal miłosny.  Nie wiem jeszcze co to miłość, tylko z książek mamusi mogę to sobie wyobrazić ... Skandal brzmi bardzo groźnie. Wolałabym aby Pani Rita nie wyjeżdżała, inaczej dalej będę chodzić i tańczyć niezgrabnie.

Podręczników jeszcze wszystkich nie mam. Muszę popatrzyć co posiada  nasza spółdzielnia uczniowska, nazywana dumnie Sodalicją Marjańską, w swoim sklepiku antykwarni, który jest dość drogi. Został otwarty w zeszłym roku aby zapobiec lichwie księgarskiej wśród uczennic. Jak wiesz, ja też próbowałam wtedy sprzedać parę książek i do tej pory gdy widzę Matkę Dyrektorkę, to się boję, że mi o tym przypomni.

mhf.krakow.pl
Niestety aż do końca września będzie zamknięta czytelnia, a tam jest jedyne w naszej szkole radio (kryształkowe!) z którego możemy korzystać gdy jesteśmy zwolnione z gimnastykowania się... No cóż, jakoś sobie poradzimy, zwłaszcza że w następnym tygodniu pójdziemy do kina "Wanda" na film dozwolony przez dyrekcję. Lecę sprawdzić repertuar!
Do zobaczenia!!!

P.S. Właśnie się dowiedziałam, że początku przyszłego miesiąca nasza szkoła przy bramie Florjańskiej będzie witać Prezydenta Mościckiego!!!

***
Z pozdrowieniami dla wszystkich  nauczycieli i tegorocznych szóstoklasistów, którzy do gimnazjum już nie pójdą ...



Twórczość własna i parafrazy na podstawie: 
"Sprawozdanie Gimnazjum Żeńskiego im. Św. Urszuli SS. Urszulanek w Krakowie za rok szkolny 1927/28" http://pbc.up.krakow.pl/dlibra/docmetadata?id=2634&dirds=1&tab=3
Zdjęcia: mhf.krakow.pl
Przypisy:
*nieświąteczna wersja mundurka - granatowa bluzka z marynarskim granatowym kołnierzem z dwoma białymi paskami.
* Rozwód odbył się w listopadzie 1927 r., więc plotki były prawdziwe :)
O Zamoyskim  i jego żonie Ricie: http://www.weranda.pl/sztuka/15181-zamoyski-rzezbil-cialo-i-kamien

Znalezisko! Koszty życia codziennego 1915 - 1916 r., a także rozprawa o ciekawości

Tak się składa ostatnio, że często rozprawiam  o zainteresowaniu moim Krakowem i zauważyłam, że ciągle w tej rozmowie o ciekawości dopasowuję się do rozmówcy, lub grupy. Taki "lizodupek" ze mnie.
A jeszcze te pytania, a "co w tym ciekawego", a "jak to ciekawi jeżeli nieciekawe"...

Cóż w końcu pozwolę się wyżyć tutaj i przekornie powiedzieć, że w tym wszystkim, w tej pasji, nie chodzi  wcale o miłość i uwielbienie Krakowa, chodzi wyłącznie o  "szperanie", poszukiwanie, dopasowanie faktów ludzi  i zdarzeń. Patrzenie pod podszewkę, przez lupę, szukanie życia prostego, codziennego i żeby to tak mocno zadziałało na wyobraźnię, aż się poczuję gorycz w ustach i uruchomi się wehikuł czasu. Tylko tyle.

Najbardziej cennym źródłem są dla mnie rękopisy, dzienniki-pamiętniki, bo od takiego zaczęło się to wszystko już wiele lat temu. Mój narzeczony wtedy obłaził wszystkie antykwariaty w mieście, aż przypadkowo takowy się znalazł gdzie indziej.
 Opisana  była tam cała historia rodzinna od pol. XIX wieku po lata wojenne, przeplatana przepisami na obiad, listami zakupów, planami na odpoczynek w Parku Krakowskim czy na Bielanach, teatry, plotki, oprócz tego wszystkie najważniejsze sukcesy i porażki rodzinne, łącznie ze zjawami w oknach w okolicy ul. Batorego.

Oprócz tego jednego rękopisu, który musiałam od razu zwrócić i nie mogę wykorzystywać jego treści, do moich rąk nie trafiło nigdy więcej nic. Zadowalam się gazetami i zdjęciami, literaturą pamiętnikarską.
Żadnym pracownikiem naukowym nie jestem (a chciałabym jednak,... może kiedyś jakiś doktorat z "krakauerologii", tylko nie wiem na jakim wydziale i kierunku i kto by być promotorem takiego czegoś chciał?), a gdybym była... OCH! te wszystkie rękopisy w Jagiellonce, listy i inne bibeloty.. Po czymś takim można umierać! Póki co zadowalam się bibliotekami cyfrowymi i starczy mi ich na na długo.

I tutaj się okazuje, że nie nadążam już ze śledzeniem wszystkich ocyfrowanych nowości. I też całkiem przypadkowo w JBC natrafiłam na takie oto cudeńko!


Raptularz z 1915 i 1916 r.

Przedstawiam Wam rodzinę  X z Krakowa:
Głowa rodziny - prowadzi raptularz, prawnik z zawodu, być może sędzia albo adwokat.
Pani domu - Józia (?).
Córka -  Musia (Anna, Marianna?), urodziny obchodzi 18 lipca.
Syn - nazywany Dzido,  urodziny obchodzi 4 maja. Tuż po urodzinach - pobór do wojska, wydelegowany do Ołomuńca, później do Stryja (teraz Ukraina, ok 60 km pod Lwowem);
Mamusia (mieszka oddzielnie, czasami otrzymuje pieniądze na garderobę i gospodarstwo);
Służba.
Pies.

Informacje praktyczne: trwa I wojna światowa. Znajdujemy się w Krakowie, Galicja, Austro-Węgry.
Waluta: korona,  1 korona=100 halerzy

Zacznijmy od pensji: miesięcznie od 1190 koron (pensja + sąd karny), czyli ROCZNIE od 13080K. Oprócz tego zarabia na pojedynczych sprawach. Dodatkowo około 480K miesięcznie. Oprocentowania z depozytów bankowych - około 160K.

Przykładowe pensje roczne w 1914 r.: pisarz -  984K, woźny - 1424K, kancelista - 2968K,  komisarz - 3766K, sekretarz  - 4704K, radny - 6088K, wiceburmistrz - 12000K, burmistrz - 22000K.
Czyli nasz  Pan X zarabia więcej od wiceburmistrza. Sporo!

Miesięczne wydatki styczeń 1915:
gospodarstwo (co by to nie znaczyło) - 400K, 
asekuracja? ubezpieczenie? - 48,60K, 
służba - 40 K, 
różne datki - 19K,
opłata za gaz - około 7K, 
opłata za elektryczność - 16K,
miesięcznie płaci też opłatę za psa - 5K,
podatek rządowy - 60K,
kieszonkowe Musi i Dzida - około 40K,
abonament tramwajowy, jego i syna - 12K,
Zwrot do banku 1256K na początku roku + 1500K pod koniec roku.

Miesięcznie wszystkich wydatków  od 1700 do 2200 np.  w styczniu 1915 r.  2151K.

Roczne wydatki:
Roczna  składka na Towarzystwa Lekarskie - 36K.
Rocznie podatek gminny - 49,50K
Roczna opłata za wywóz śmieci - 18K.
Roczny podatek domowy i osobisty - 143K
Na Towarzystwo Miłośników Krakowa - 10K.


Codziennie pan domu pije herbatę na mieście, co kosztuje go od 40 halerzy w tańszym miejscu do 2K w droższym. Czasami zjada śniadanie  - 70h lub pączka - 1,60K. Zawsze zostawia napiwek - od 40 halerzy do 1K.
Pan X pali i na to w ciągu tych dwóch lat wyda naprawdę dużo pieniędzy. Pamiętajmy, że w Krakowie ciągle był problem z aprowizacją tytoniu. A więc miesięczne wydaje 7,30K na tutki i 12K na tytoń. W 1916 r. - miesięcznie ponad 20K na tytoń, którego wciąż nie ma, więc kupuje  (gdy są) gotowe papierosy - 3K.
W niedzielę ofiara podczas mszy - zawsze stała kwota 20 halerzy, tylko podczas świąt kościelnych takich jak Trzech Króli, Wielkanoc, Boże Ciało itd - 1K.
W tygodniu kupuje nie dużo, podejrzewam, że w większości zaopatrzenie domu spoczywa na barkach pani domu, z puli pieniędzy przeznaczonych na gospodarstwo. 
Produkty spożywcze, które kupuje Pan X w tygodniu to delikatesy takie jak: ciasta - około 4K, kiełbasa  - 2K, czasami i za 4K, słonina - 2,40K, owoce - 2K. Często kupuje mleko z adnotacją "moje" - 50-70h.

Zaopatruje się miesięcznie w paper liczbowy - ok. 2K, marki czyli znaczki  - 1,20K, miesięczna prenumerata gazety "Nowa Reforma" wynosi ok. 3K
Do domu kupuje też pastę do zębów - 2,40K, papier klozetowy (!!!) - 1,90K, wodę do zębów - 4K, wodę do włosów - 3,50.
Co miesiąc odwiedza też fryzjera - 1,50 K.
Czasami idzie do teatru  - od 8,80K do 18K, na koncert, lub kolację na mieście - 7K.
Książki kupuje raz w miesiącu za kwotę nie większą niż 5K.
Ubrania dla członków rodziny - przykładowe ceny w 1915-16 r.:
koszula Dzida - 4,80K, 
krawatki - 5,20K,
buciki Niusi - 24K,
bluza Dzida - 40K,
spodnie - 30K,
suknia Musi - 40K, krawcowa - 25K,
płaszcz Musi - 60K,
kapelusz - 4K,
rękawiczki męskie - 3K.

CIEKAWOSTKI:
- od marca 1915 r. pojawia się stały wydatek na "Prowianty" - ok. 166K;
- przyjęcie urodzinowe lub imieniny - od 25K do 50K;
- pojawia się zakup pierścienia zaręczynowego dla córki Musi - koszt - 400K (dlaczego ojciec go kupował???);
- od 1916 r. coraz częściej pojawia się zakup wódki -3,40K;
- łapki na szczury były nazywane paściami;
- kupowało się nalepki iluminacyjne  z tekstem "niech żyje Warszawa":), gwoździe na Legiony za 10K i inne patriotyczne bibeloty;
- fotografia od 3,20K do 16K;
- 5 kapust - 45K;
- 500 ziemniaków - 50K;
- 2 kg masła - 21K;
- sadzenie ziemniaków wraz z dzierżawą - 29K;
- węgiel 250 cetn. - 225K;
- maszyna do szycia - 60K;
- wykupienie psa z niewoli przy ul.Rajskiej - 50K.

Syn Dzido przed maturą bierze korepetycje,  nauczyciel dla niego to wydatek rzędu 26K miesięcznie lub 2K za lekcje.
Czesne Dzida za szkolę -  semestr 40K.
Tuż po urodzinach w maju pobór do wojska. Pamiętamy, że w na początku maja była wielka bitwa pod Gorlicami. Dzieje się tuż niedaleko Krakowa.


Ekwipunek Dzida do wojska: koń - 1216K, siodło - 250K, buty i szelki - 240K, mundury - 219K, dodatkowy ekwipunek - 200K, bielizna i przybory - 210K, płaszcz na zimę - 200K., deszczownik - 65K, derka dla konia - 45K. Od tego momentu co miesiąc - 140-150K. Co jakiś czas wysyłany jest brom - 6K, a także "prowianty dla Dzidka w pole" wysyłane ze służącym 180K.

Dla porównania: Musia przygotowuje się do ślubu - na bieliznę - 200K, wyprawa - 290K, kaucja+notariusz - zarejestrowanie oprawy - 160K, pozwolenie na ślub z banku niemieckiego - 73K.
Sam ślub  - dla gospodarstwa na wesele - 120K, prezent 100K. Odtąd Musi płacono co miesiąc 100K.

Pod koniec 1916 r. delikatesów już się nie kupuje, tylko ser, masło, chleb za 5K. Także wtedy nie ma w ogóle tytoniu, jednorazowy zakup przed świętami za 58K, ale więcej o aprowizacji miasta Krakowa podczas wojny dowiecie się z regularnego cyklu na blogu pt. Alfabet prasowy.


Podsumowując, za cenę jednych spodni męskich (30K) można było 20 razy pójść do męskiego fryzjera.
Dziś cena spodni to około 120 zł, a do  męskiego fryzjera za tę cenę możemy pójść 4-5 razy.
Wniosek z tego taki, że ceny na usługi mocno wzrosły, towary natomiast są o wiele tańsze.
Wymowna jest pensja służby - 40K,  czyli  z jednej pensji można było kupić jedne spodnie i kilogram masła.

Po więcej szczegółów zapraszam na JBC - http://jbc.bj.uj.edu.pl/dlibra/docmetadata?id=266888&dirds=1&tab=3


P.S. 2016 rok, lipiec, zwykła kawiarnia krakowska, odpoczynek po oprowadzaniu, rozmowa przy kawie miedzy mną, a moim narzeczonym skądinąd ze Stryja pod Lwowem.
- Lalalala! Taka jestem szczęśliwa, że znalazłam ten raptularz, chcę wrócić do domu i tylko czytać, analizować, a później koniecznie napisać o tym post!
- Bardzo się cieszę, że tak mało potrzebujesz do szczęścia, ale czy kogoś, oprócz Ciebie będzie ciekawiło ile i co kosztowało w tych czasach...
- Eee ekhm... Cóż w takim razie wychodzi na to, że nie piszę bloga dla czytelników... a wyłącznie po to by przedłużyć stan szczęśliwości?

Alfabet prasowy - maj 1916 r.

Gdy się jest przewodnikiem miejskim lato sprzyja tylko jednemu - wzmożonemu oprowadzaniu! Aż strach się przyznać, ale w tym roku, jak nigdy dotąd czułam nadmiar Krakowa w moim życiu :).
Krótkie odpoczynki w lubelskim, na Suwalszczyźnie i Ukrainie przywróciły równowagę w moich stosunkach z grodem podwawelskim i już najwyższy czas na odrabianie zaległości blogowych.

Nie chcę utracić ciągłości w relacjonowaniu prasy z 1916 r.,  dlatego w kolejnych postach muszą się zmieścić aż 3 miesiące... Koszmar!!!

W Krakowie w maju 1916 r. wprowadzają po raz pierwszy czas letni, co większość wprawia w niesamowity popłoch - przecież nikt nie wytłumaczył, czy przesuwać wskazówki do przodu czy do tyłu. Po mieście krążą bajki, o tym jak urzędnicy do pracy przychodzą w czasie poprzednim, a wychodzą w letnim. Duchy też zwariowały, ponieważ nie wiedzą według którego czasu straszyć. Dalej drożeje tytoń, który przywożą do Krakowa tylko kilka razy w miesiącu. Drożeje też piwo na radość krakowskiej "Eleuteryi". Bomba pilznera już kosztuje 50 halerzy i ponoć dojść ma do korony.
Pożegnano j. e. generała Karła Kuka. Ówcześni żegnając go bardzo oficjalnie, nie wiedzieli, że jest on tym samym ostatnim komendantem twierdzy Kraków...
Wybrany został nowy namiestnik Galicji generał major Eryk Diller.


Tym razem z datami! Na podstawie "IKC" i "Nowości ilustrowane"

C jak czas letni a zamykanie bram
"Kwestyę późniejszego zamykania bram poruszył na jednem ze swych zebrań wiedeński związek dla spraw miejskich i ruchu turystycznego. Postawiono wniosek, aby ze względu na wprowadzenie czasu letniego zamykano bramy domów o godz. 11. Zarzut, jakoby ponieśli na tem stratę właściciele domów, oświetlając klatki schodowe o godzinę dłużej, jest o tyle bezpodstawny, że de facto wydawać będą wtedy na oświetlenie tyle samo, ile wyda­waliby przy normalnym czasie zimowym. Sprawę zamykania bram w Krakowie o godz. jedenastej podnieśliśmy na łamach naszego pisma już znacznie wcześniej."
14.05 "IKC"
 
K jak książę Jerzy bawarski
(NIE WIEM, KTO TO JEST! PROSZĘ O POMOC W IDENTYFIKACJI!!!)
Wczoraj o godzinie 10 rano w przejeździe przez Kraków zwiedził Wawel książę Jerzy ba­warski, młodszy syn króla Ludwika, w towarzy­stwie przydzielonego mu oficera austryackiego rotmistrza hr. Chorinsky’ego i por. Żeleńskiego, oprowadzany przez architekta Skawińskiego i se­kretarza Bogdaniego.
Pobyt księcia Jerzego na Wawelu trwał przez dwie godziny. Ogromne zainteresowanie okazał książę dla naszych zabytków kultury i sztuki, a zwłaszcza z ogromnym zachwytem wyrażał się o wspaniałych dziełach gotyckich.
Silne wrażenie na księciu wywarła kaplica Zygmuntowska, skarbiec i groby królewskie.
Książę Jerzy bawarski w chwili swego wyjazdu do Krakowa wysiadając na tutejszej stacyi zwró­cił się do otoczenia najpierw w języku polskim :
         — Miło mi panów powitać. Przyjeżdżam z Warszawy.
21.05 "IKC"

M jak Maryacki
Wczo­raj nareszcie po szeregu lat usunięto oparkanienie kościoła Maryackiego od strony Rynku i uli­cy Floryańskiej. Szpeciło ono świątynię, służyło za tablicę reklamową dla rozmaitej treści afiszów, raziło oczy miłośników Krakowa i jednego z najcenniejszych zabytków naszej przeszłości. Gmina znacznym kosztem zabezpieczyła wieżę na długi szereg lat i przyczyniła się do jej uratowania, gdyż stan murów, szczególniej górnej części, był bardzo zły. Obecnie przeprowadzane są jeszcze drobne roboty brukarskie około chodnika przy wieży. Dla mieszkańców miasta nowością jest urządzenie, podobnie jak około prezbiteryum ko­ścioła OO. Franciszkanów, podkopu około wieży dla ochrony fundamentów przed wilgocią. Oka­zuje się, że od XIV wieku powierzchnia Rynku podniosła się blisko o 2 metry ponad cokół, bę­dący przed wiekami nad ziemią; na tem zakopy­waniu miasta w ciągu wieków, budowaniu cho­dników jednych na drugich, straciła sylweta ko­ścioła i obu wież.
28.05 "IKC"

M jak mąka dla matek karmiących i dzieci
Celem umożliwie­nia nabycia większej ilości mąki dla matek kar­miących i dla dzieci poniżej dwóch lat, zarzą­dziło namiestnictwo, aby karty dla kontroli spo­życia chleba i mąki, wydawane tym osobom, uprawniały je do poboru mąki na wszystkie 56 odcinków, licząc po 50 gr. mąki na jeden odci­nek, czyli zamiast 1000 gr. mąki na dolną część karty na 14 dni, będą mogły nabyć na całą kar­tę 2800 gr. mąki. Celem wykazania uprawnienia do poboru mąki na całą kartę, winny matki karmiące przedłożyć we właściwem biurze okręgowem poświadczenie właściciela domu, stwierdza­jące, że same karmią, a co do dzieci, poniżej dwóch lat, należy przedłożyć metrykę urodzenia, względnie wyciąg z metryki, oraz poświadczenie właściciela domu, że dzieci pozostają przy życiu i są na utrzymaniu zgłaszających się osób.
 28.05 "IKC"

N jak nowy wóz
"W ubiegłą sobotę i niedzielę pojawił się na mieście nowy pomocniczy wytworny wóz kolei elektrycznej, który kursuje na linii normalnotorowej Most III —Dworzec towarowy."
09 .05 "IKC"


P jak przyspieszony 1 maja
"Z niecierpliwością oczekiwali wczoraj Krakowianie zapowiedzianego wprowadzenia „czasu letniego". W kawiarniach i na ulicach, w mieszkaniach prywatnych i lokalach publicznych widać było pewnego rodzaju podniecenie i zdenerwowanie. Nareszcie wpół do jedenastej, trzy na jedenastą, za dziesięć, pięć... minut jedynasta...
Na wieży Maryackiej uderzyło zamiast jedenastu - majestatycznie i poważnie: dwanaście, poczem odezwał się nie cogodzinny hejnał, lecz melodyjna uroczysta pobudka, zwiastująca, że jest już północ. Kawiarnie zwykle o tej porze tętniące pełnią tycia towarzyskiego, zostały zamknięte, goście niechętnie powracali do domów (właściwie biorąc o jedenastej). O tej porze kończą się przedstawienia w teatrze ludowym. Na ulicy Karmelickiej i w Rynku widać było mnóstwo osób, które z zegarkami w ręku zatrzymywały się pod latarniami, przesuwając wskazówki zegarków... Nie obeszło się oczywiście przy tej sposobności bez nieporozumień. Niektórzy tracili oryentacye nie wiedzieli, czy należy cofnąć czy pchnąć wskazówki.
Wczesnym rankiem tramwaje wyjechały wcześniej o godzinę, sklepy i magazyny, biura rządowe i niektóre prywatne otwarto również o godzinę wcześniej. Dzieci pospieszyły wcześniej do szkoły, żony o godzinę wcześniej rozpoczęły codzienną t. zw. „piłę małżeńską".
Pierwszy dzień nowego systemu rachuby czasu był dżdżysty i mokry. Deszcz padał całą noc. „Czas letni" urządził w Krakowie inauguracyjne „oblanie".
 02.05 "IKC"


P jak psy pociągowe
"Tak już wczoraj donieśliśmy na skutek zarządzenia ministerstwa obrony kraj. ogłasza magistrat, że wszyscy posiadacze psów pociągowych względnie psów większych, nadających się do pociągu, jak psów rasy nowofunlandzkiej, niemieckich dogów, bernardynów, leonbergerów itp. winni je w nieprzekraczalnym terminie do dnia 13 maja br. zgłosić w godzinach urzędowych w miejskich komisaryatach obwodowych.
13.05 "IKC"

S jak Stosunki w łaźniach miejskich
"Dochodzą nas często skargi, że w krakowskiej łaźni ludowej panują nieznośne stosunki wskutek tego, że system protekcyjny, tak bardzo właściwy wszelkim naszym instytucyom, znalazł i tam swoje zastosowanie. Wiele osób skarży się, że posługacze łaźni specyalnie wyróżniają ... CENZURA ... nie mówiąc już o krewnych, znajomych etc, co się odbywa kosztem ogółu".
26.05 "IKC"

T jak trzy kawałki cukru
"Namiestnictwo wydało następujące rozporządzenie w sprawie podawania cukru do napojów i potraw.
W przedsiębiorstwach gospodnio-szynkarskich tudzież w cukierniach wolno podawać jako dodatek do napojów i potraw dla jednej osoby najwyżej trzy kawałki cukru w zwyczajnej formie kostkowej, lub w formie innej, ale zawsze tylko w ilości nieprzekraczającej wagi trzech normalnych kostek cukru.
Ta najwyższa ilość może być podwyższoną najwyżej do pięciu kawałków tylko przy napojach, które podaje się w tak zw. porcyach.
W przedsiębiorstwach gospodnio-szynkarskich zakazuje się stawiania naczyń z cukrem na stolikach tudzież podawania cukru gościom w naczyniach do dowolnego wyboru.
Przekroczenia tezo rozporządzenia karane będą karą pieniężną do 2000 koron lub karą aresztu do trzech miesięcy, przy zachodzących okolicznościach obciążających jednak karą pieniężną aż do 5000 koron lub aresztem do sześciu miesięcy.
W razie skazania może być także orzeczona utrata uprawnienia przemysłowego.
Powyższe rozporządzenie wchodzi natychmiast w życie."
20.05 "IKC"


Ś jak śmierć
"Wczoraj, rozeszła się smutna wiadomość, iż niespodzianie po krótkiej, na pozór lekkiej chorobie zakończył życie ś. p. Eustachy Jaksa Chronowski.
Ś. p . Chronowski znanym był szeroko przede­ wszystkiem tym, którzy szukali pomocy, bo przy wszystkich składkach na cele publiczne przede­ wszystkiem figurował datek ś. p. Chronowskiego i to zawsze datek hojny, magnacki. Zacny oby­watel, szczodrobliwy ofiarodawca ciężkie prze­chodził koleje, zanim jesień życia oświeciło mu słońce powodzenia i dostatku.
Jako uczeń szkoły Głównej Warszawskiej wziął udział w. powstaniu 1863 r., a po smutnem te­goż końcu, ranny, wyemigrował do Francyi.
Wojna francusko-pruska w r. 1870 zastała go we Francyi, w której szeregi wstąpił i przeszedł kampanię w korpusie Bourbackiego, w randze oficerskiej.
Przybywszy do. Krakowa w latach następnych objął w dzierżawę hotel Saski. Wkrótce przystą­pił do założenia Grand Hotelu w dawnym pała­cu po Czartoryskich, który wniósł na pierwszo­rzędne stanowisko. W miarę powodzenia rosła jego energia i hojność. Pierwszy ś. p. Chronow­ski wszedł w kontakt z światową firmą turysty­czną „Tos Cook et Son“, sprowadzając wycieczki cudzoziemców do naszego miasta.
 Zmarły przewodniczył w Przytulisku Wetera­nów 1863 r.
Jako przyjaciel ś. p. E. Jerzmanowskiego na­kłaniał go i umacniał w postanowieniu stworze­nia bogatej fundacyi, którą też śp. Jerzmanowski rzeczywiście stworzył dla Akademii Umiejętności w Krakowie. On nakłonił śp. Kruzera do zapi­sania 30.000 Rs. na budowę teatru krakow­skiego.
W czerwcu 1914 r. zapisem notoryalnym prze­znaczył swe obrazy Muzeum Narodowemu w Kra­kowie, zatrzymując je u siebie do końca swego życia już tylko jako depozyt. Ta cenna kollekcya obejmowała dzieła: Axentowicza, Grotgera, Mal­czewskiego, Juliusza Kossaka, Pruszkowskiego i innych.
            Dziś zeszedł do grobu jako dobry syn ojczy­zny, zasłużony w boju i pokoju."
19.05 "IKC"


T jak testament
"W sier­pniu w zeszłym roku umarł w Jerozolimie góral, z Nowego Targu, Daniel Segiin (nazwisko prawdopodobnie przekręcone), który zostawił mają­tku około 1000 K. W testamencie zapisał z tej kwoty 250 K O. Franciszkanom w Jerozolimie, a resztę po połowie OO. Dominikanom i OO. Benedyktynom w Krakowie. Sprawa ta przyszła obecnie z Jerozolimy do sądu krakowskiego, któ­ry wezwie spadkobierców do objęcia zapisu. Jak wiadomo, OO. Benedyktynów w Krakowie nie ma, oczem widocznie zmarły nie wiedział. Po mieście krążyły przesadne wieści o tym za­pisie, mówiono nawet, że zapisy wynosiły po 600 tysięcy koron. Powyższy stan rzeczy prostuje te fantastyczne opowiadania."
28.05 "IKC"


W jak wystawa obrazów A. Piotrowskiego
"W prywatnym lokalu przy ulicy Szczepańskiej l. 7 urządził p. Antoni Piotrowski zbiorową wystawę swoich obrazów i reprodukcyi. Objęta ona około 100 dziel, przeważnie z ostatnich czasów, z niewielką domieszką dalszej przeszłości i różnorodnością tematów oraz problemów malarskich dać może pojęcie o bogatej i wszechstronnej twórczości artysty.
Od symbolizmu do pejzażu, od dzieł batalistycznych do portretów, od boeldinowskich tematów do studyów realistycznych, od szkiców z pobojowisk mandżurskich i bałkańskich do renesansowych krajobrazów włoskich, przesuwa się tu kolekcya, przemawiająca do wyobraźni i uczucia.
Pod względem malarskim uderzają zagadnienia świetlne, studya różnorodnych oświetleń i refleksów."
09.05 "IKC"

Z jak zamiar samobójczy i zdarcie naskórka
"20-letnia kelnerka Jadwiga Stawczyk, zatrudniona w kawiarni przy ul. Grodzkiej l. 42 wyskoczyła w zamiarze samobójczym z okna I pietra na dziedziniec. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności Stawczykówna wyszła cało z tego groźnego upadku, odnosząc tylko zdarcie naskórka na prawym łokciu. Do nieszczęśliwej dziewczyny zawezwano pogotowie ratunkowe."
15.05. "IKC"