Jedyny i niepowtarzalny obrońca skarbów - Karol Estreicher - część druga mniej filmowa

17 lut 2015

Jak już wiemy, w nocy z 28 na 29 sierpnia 1939 roku Karol Estreicher wyruszył galarem do Sandomierza wraz z 30 skrzyniami. Sandomierz miał być tylko przystankiem w dalszej podróży w dół Wisłą. Docelowo miał trafić do Gdyni, a stamtąd drogą morską do Szwecji lub Norwegii. Nikt nie przepuszczał, że wojna wybuchnie tak szybko i scenariusz uratowania ołtarza skazany będzie na niepowodzenie.
K. Estreicher dotarł do Sandomierza 1 września. Po drodze galar był ostrzeliwany z powietrza, szczęśliwie zakończyło się bez strat i ołtarz nie ucierpiał. Muszę tutaj opowiedzieć bajkę przewodnicką: PONOĆ w niektórych figurach były niemieckie kule, które zostały wyciągnięte podczas powojennej konserwacji.

W Sandomierzu skrzynie złożono w Diecezjalnym Seminarium Duchownym, poza kilkoma największymi (w tym z figurą Matki Boskiej), które znalazły schronienie w sandomierskiej katedrze. Karol Estreicher jeszcze tego samego dnia wrócił do Krakowa.


Katedra w Sandomierzu
auiovis.nac.gov.pl
6 września 1939 roku Niemcy wkraczają do Krakowa. Członkowie grupy specjalnej SS-Kommando Paulsen (kierownikiem był profesor historii Peter Paulsen) niemal natychmiast zorientowali się, że w Bazylice Mariackiej stoi tylko puste pudło ołtarzowe.  Równocześnie  (nie bez pomocy ludzkiej - jak to ujął Estreicher), odkryli dwa z trzech krakowskich schowków mieszczących drobne elementy ołtarza. Penetrowali także grobowiec, jednak nie udało im się znaleźć ukrytych tam zwieńczeń skrzydeł poliptyku.

Niestety, w wyniku intensywnych przesłuchań z udziałem znanego z sadyzmu szefa Gestapo z Zakopanego Rudolfa Weismana, Niemcy dowiadują się o miejscu przechowywania figur ołtarzowych. W wyniku czego z Sandomierza 30 skrzyń przetransportowano do Krakowa, stąd eskortowane  były osobiście przez Paulusena aż do Berlina. Tam zostały złożone w Skarbcu Banku Rzeszy.

http://freepages.genealogy.rootsweb.ancestry.com/
Gdy informacja o tym dociera do Norymbergi, tamtejszy burmistrz, generał SS Willi Liebl stara się jak najszybciej pozyskać figury. Przecież to rodzinne miasto Wita Stwosza! Dzieła mistrza muszą wrócić do domu! Sprawę osobiście pisemnie rozpatrzył sam Adolf Hitler, który zgodził się na przewiezienie figur do Norymbergi, dodając do tego pisma kolejne - z nakazem dostarczenia szafy ołtarzowej pozostającej w Krakowie.
Zgodnie z zarządzeniem Hitlera w lutym 1940 r. w Bazylice Mariackiej zaczęły się prace rozbiórkowe, które trwały ponad 2 tygodnie. 16 marca 1940 roku w Krakowie nie zostało ani śladu po ołtarzu Stwosza. Na jego miejscu stanął piętnastowieczny ołtarz Matki Boskiej Bolesnej, przeniesiony tu z Katedry na Wawelu.
W Norymberdze całość schowano w schronie wydrążonym w górze zamkowej,  który był zrobiony  na miejscu jednej ze średniowiecznych piwnic, wykorzystywanych wcześniej jako skład piwa lub wina.

Oczywiście fakt iż ołtarz znajduje się na terytorium Norymbergi skrzętnie ukrywano. W oficjalnych publikacjach twierdzili, że dalej znajduje się w Bazylice Mariackiej, lub ... popatrzcie:

Luty 1941 r. Podpis pod zdjęciem: Grupa kobiet na wystawie prac Wita Stwosza w Berlinie ogląda ołtarz z Kościoła Mariackiego w Krakowie. Czy wszystko Wam się zgadza? ;)

auiovis.nac.gov.pl
Dla porównania - 1930 r. Ślub hrabiego Artura Potockiego z hrabianką Marią Tarnowską.
auiovis.nac.gov.pl
Pomijając mały rozmiar ołtarza, nie mógł on wtedy znajdować w Berlinie, gdyż od 1940 r. znajdował się w Norymberdze.

Ciąg dalszy nastąpi!
Na zachętę tytułowy bohater z .....!


Jedyny i niepowtarzalny obrońca skarbów - Karol Estreicher

14 sty 2015

Ostatnio oglądałam "Obrońcy skarbów" ("The Monuments Men") w reżyserii George'a Clooney'a. Historia, na której oparty  jest film -  naprawdę ciekawa, gra aktorska nawet całkiem całkiem, ale reżyseria i scenariusz .... płacz i zgrzyt zębami.
Mocniej wyć zaczęłam zwłaszcza w scenie, gdzie Niemcy palą "Portret młodzieńca" Rafaela Santi  :). Jestem duszą romantyczną i nie wierzę, że ktoś mógł popełnić takie zło! Obraz słynnego Włocha z pewnością znajduje się pod innym obrazem, w innej ramie u jednego z najbardziej znanych kolekcjonerów sztuki i na pewno doczekamy się jego powrotu do Krakowa do Muzeum Czartoryskich. O ile to Muzeum w ogóle będzie istnieć...
Mało kto natomiast wie, że jednym z "Monuments Men" był krakowianin z krwi i kości, potomek jednej z najbardziej zasłużonych rodzin dla naszego królewskiego miasta - Karol junior Estreicher, o którym niestety nie było mowy w filmie. Jako jedyny Polak przynależał do MFAA - Monuments, Fine Arts and  Archives program. Gdybym tylko potrafiła pisać scenariusze i miała wtyki w świece filmowym, to stworzyłabym  historyczny film akcji w stylu Indiana Jones!

KAROL ESTREICHER I OŁTARZ WITA STWOSZA



Wyobraźmy sobie ... Początek filmu:
Londyn, jesień 1943 r. Jedna z sal  Biura Rewindykacji. Stuk maszyn do pisania, dym od papierosów, kobiecy śmiech i londyńska mgła za oknem. Karol Estreicher - mężczyzna średniego wzrostu, około 40 lat, uczesany według tamtejszej mody z przedziałkiem po lewej stronie, z gęstym aczkolwiek zadbanym wąsem, zmęczony, niewyspany a zarazem rozgorączkowany, z błyszczącymi oczami, trzyma niedużą książkę z jaskrawą czerwoną okładką. Wchodzi do sali i potrząsając książką głośno ogłasza:
- Ołtarz Mariacki jest w Norymberdze!!! 


Pracownicy go otaczają, zadają mnóstwo pytań. K.E. siada za swoje biurko, zapala papierosa, nie odpowiada na żadne pytania. Wkłada do maszyny do pisania czystą kartkę i ze skupioną miną zaczyna przepisywać jedną ze stron "Strat kultury polskiej pod okupacją niemiecką 1939-?".
Szybki, rytmiczny stukot klawisz ...

KOŚCIÓŁ NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY (MARIACKI)
Następujące dzieła sztuki zostały zrabowane przez Niemców:
1. OŁTARZ WITA STWOSZA. Wykonany w latach 1477-1489 w Krakowie, gdzie
artysta mieszkał i miał pracownię. Jest to jedna z najwspanialszych rzeźb europejskich XV w. Odnowiona w latach 1932-1933 na koszt państwa po odkryciu oryginalnej polichromii ołtarza.
STAN OBECNY: W sierpniu 1939 r. rzeźby ołtarza zostały umieszczone w drewnianych skrzyniach, przetransportowane w górę Wisły i ukryte w piwnicach seminarium duchownego i katedry w Sandomierzu. Mniejsze fragmenty (predella) zostały ukryte w krakowskim Muzeum Uniwersytetu. Już w połowie września Niemcy odkryli kufry schowane w Sandomierzu i Krakowie i wywieźli je do Niemiec. W grudniu 1939 r. "Krakauer Zeitung" w jednym z artykułów chwalił Polaków za profesjonalizm w pakowaniu rzeźb. Najprawdopodobniej ołtarz przewieziono ciężarówkami z Sandomierza przez Kraków do Berlina, a następnie do Norymbergi. Prof. Frey w niemieckim przewodniku po Polsce (Baedeker Das General gouvernement, Lipsk, 1943 r.) pisze: "Słynny ołtarz główny, rozebrany przez Polaków na części na początku wojny, znajduje się obecnie w Norymberdze, mieście rodzinnym artysty". Skrzynia ołtarza została zabrana w kwietniu 1940 r., sam kościół natomiast zamknięto na dwa tygodnie, w czasie których Niemcy zainstalowali tam tryptyk Matki Boskiej Bolesnej z katedry krakowskiej. Jesienią 1940 r. w Kaiser Friedrich Museum w Berlinie wystawiono fotografie ołtarza, zabrakło jednak jakichkolwiek oryginalnych fragmentów. 

(Oryginalny tekst ze "Strat kultury polskiej pod okupacją niemiecką 1939-44": wraz z oryginlanymi dokumentami grabieży" http://mbc.malopolska.pl/dlibra/doccontent?id=13505&dirids=1)

Retrospekcja:
Kraków, koniec sierpnia 1939 r. Ranek. Rynek Główny, gwar przekupek, które jak mrówki podążają na róg Rynku i ul. Mikołajskiej, biorą z wozów duże wiklinowe kosze z warzywami lub kwiatami, i z powrotem wracają na swoje handlowe miejsca. Tramwajarz linii numer 1 przejeżdżając obok Bazyliki Mariackiej trąbi na jedną z nich. Dookoła jeżdżą wozy załadowane po brzegi towarami, przemykają pojedyncze samochody. A w tle oczywiście słychać dźwięk hejnału!!! 

audiovis.nac.gov.pl
 K.E, młodszy niż go poznaliśmy, bez wąsa, wchodzi przez kruchtę zachodnią do Bazyliki Mariackiej. Zatrzymuje go kobieta i mówi, że kościół jest dziś zamknięty, po czym przygląda mu się wyraźnie i  mrucząc pod nosem: - Przepraszam, nie poznałam Pana - wpuszcza go do środka. Tam trwają gorączkowe prace. W ciszy i skupieniu cała służba kościelna pakuje mniejsze rzeźby z ołtarza. Większość figur, zwłaszcza figury apostołów, jest już zabezpieczona i schowana do wielkich drewnianych pak. Obok babki kościelne ugniatają różne gazety ("IKC"!) i upychają  je do środka skrzyń. 

ct.mhk.pl
ct.mhk.pl
 Do K.E. podchodzi niski, starszy, dość otyły człowiek z okrągłą twarzą, na której widać wyraz niezadowolenia i zniecierpliwienia - ksiądz infułat Józef Kulinowski. Dyskutują zawzięcie. K.E. spokojnie tłumaczy, że tak, to jest jedyna droga i że wszystko co robią jest naprawdę konieczne. Przechodzą do prezbiterium, zatrzymują się przed  szafą ołtarzową, która jest zamknięta i zgrabnie zasłonięta dywanami. K. E. patrzy na "ołtarz" w skupieniu. Nagle zawadiacko się uśmiecha. 

ct.mhk.pl
- Wszystko będzie dobrze! Ważne, że odkryliśmy sposób ustawiania i montowania rzeźb na tej podstawie ołtarzowej.  Gdyby nie ten prezent - kołowrót od Mistrza Stwosza, byłoby ciężko...  Wojna szybko się skończy i ołtarz wkrótce wróci na swoje miejsce, prawda proszę księdza? - zwraca się do księdza Siedleckiego. który akurat wyszedł z zakrystii.
 - A póki co, niektóre drobne części, które są bardziej kruche, takie jak ornamenty znad płaskorzeźb zewnętrznych, możemy schować w samym kościele, trzeba tylko pomyśleć gdzie. Może w jakimś grobowcu, albo w sklepieniu pod prezbiterium? W sumie najlepiej byłoby podzielić je na kilka części i każdą przechować w innym miejscu. Proszę podziękować ode mnie stolarzowi Kowalikowi, doskonała robota! Na wieczór załatwiam transport. Z Bogiem!

Prawie północ tego samego dnia. 30 wielkich drewnianych i 5 tekturowych paczek znajdują się już w piwnicy Collegium Novum, K.E skrupulatnie przegląda ponumerowane skrzynie i sprawdza spisany przez siebie inwentarz.  
Później widzimy K.E, który przy pomocy trzech mężczyzn z dwiema tekturowymi pakami podąża do wyjścia. Tam czeka na niego powóz. Po załadowaniu udają się najpierw w stronę Zakładu Historii UJ (Collegium Maius). Po jakimś czasie jadą przez Rynek w stronę ul. Jana. Zatrzymują się pod numerem 9. 
Noc, całkiem możliwe że to już kolejny dzień, nadbrzeże Wisły. Jest cicho i spokojnie. K.E stoi na środku galara, który jest  właśnie odpychany od brzegu. Powoli podążają z nurtem w dół Wisły ....

Ciąg dalszy nastąpi!

A Wy kiedy ostatni raz byliście podziwiać ołtarz? ;)

Kobietą jestem i nic co kobiece nie jest mi obce - "Włóczka w kole"

1 lis 2014

Zapewne garstka moich czytelników wie, że swoje podboje internetowe zaczynałam od założenia forum rękodzielniczego - "Craftladies". Litewska i polska wersja forum działały prężnie. Zgromadziły się tam ciekawe osoby, które udzielały pomocnych rad i stały się prawie jedną wielką rodziną. Lecz... jako, że administrator okazał się ze mnie słaby, najpierw wypaliłam się ja, później Litwinki, a na koniec spaliły się twarde dyski, czyli serwer na którym był postawiony forum polskojęzyczny. Od grudnia zeszłego roku czuję, że straciłam jakąś część siebie... 6 lat byle jakiej, ale jednak pracy, runęło w niepamięć, w niepojętą ilość mini plików, których żaden przyzwoity zakład trudniący się odzyskiwaniem danych nie był w stanie złożyć z powrotem.
Administratorem byłam słabym, a "craft-lady" okazałam się być jeszcze gorszą - oprócz paru ściegów szydełkiem i kłuciem, od czasu do czasu dla wyładowania złości, igłą do filcowania, nie umiem nic. Natomiast zachwycam się wszystkim! Zwłaszcza przedwojenną umiejętnością robienia takich cudeniek jak ta poniżej. I to na drutach!  Już sam opis jest balsamem dla moich uszu:

"Żakiecik trzyćwierciowy i czapeczka  - wytworny, ciepły i lekki komplet  zimowy wykonany z włóczki Angora "Marokko", marki "Trójkąt w Kołe"

Dla spragnionych ciepła i vintage podaję przepis na wykonanie - z czasopisma "Moja przyjaciółka" 1937 r.


Oko nacieszyłam, znowu pomarzyłam o tym, że to ja z osią talią i fikuśną czapeczką, ale co wspólnego to ma z dawnym Krakowem? Otóż włóczka, którą poleca czasopismo, była bardzo popularna także w mieście Kraka, gdyż produkowano ją niedaleko - w Białej Krakowskiej koło Bielska :). 


A największym powodzeniem cieszył się sklep przy ul. Szewskiej 20. Szkoda, że wtedy Polska nie miała swojego Sergieja Prokudina-Gorskiego i zdjęcia  są czarno białe. Inaczej moglibyśmy zrobić seans koloroterapii. Proszę wyjrzeć za okno - piękny widok na przeciwległy budynek - Szewską 23. Zero reklam, czyściutko, pachnie ciastkami, gdyż znajdowała się tam "Cukiernia Teodora Hausnera" lub sklep o niewiadomym asortymencie "Mimoza". Teraz budynek Szewskiej 23 jest jednym z najbardziej zaniedbanych, z przerażającą ilością szyldów reklamowych. A w byłej pasmanterii "Trójkąt w kole, wełna to gwarancja pełna" od niedawna króluje "Pijalnia wódki i piwa".



Ponoć w ręcznie dzierganych swetrach z tej włóczki chodził sam prezydent Mościcki i oczywiście Jan Kiepura. Nie wiem, co się stało po wojnie z przędzalnią w Białej. Przypuszczam, że jak większość zakładów przeszła pod zarząd państwa, lecz nazwa samej włoczki się nie zmieniła. Pod koniec lat 90-tych nie wytrzymała chińskiej konkurencji i jak większość Bielsko-Białych fabryk została zamknięta? A może się mylę i ktoś zna prawdę?

Niestety teraz ze świeczką w sklepach trzeba szukać swetra, kardiganu czy nawet czapki i szalika, które nie byłyby 100 % akrylem. I chciało by się powtórzyć za Stanisławem Mrożkiem:

"Bo ja wolę trójkąt w kole
Jest to wełna pełna zalet
Inne wełny ja pier... !"

Ciepłego dnia życzę!


Harce Lajkonika 90 lat temu

27 cze 2014

Kochani czytelnicy, więcej biegam ostatnio po Krakowie i staram się zachwycać nim przyjezdnych, niż szukam ciekawostek i smaczków. Sezon przewodnicki w pełni i jeżeli ktoś chce się ze mną spotkać :), to najłatwiej zrobić to na drodze królewskiej. Na pewno nie przeoczycie, tak mocno gestykuluję, że niektórzy stojący z przodu obrywają :P i uciekają do tyłu. A wczoraj obrywali nie tylko ode mnie, ale i od Lajkonika też. Dziwna to tradycja, cóz przynajmniej mogłam wytłumaczyć wczorajszym grupom, że tu w Krakowie delikatne pobicie jest celebrowane i to jak! I nic się nie zmienia od wieków!

Harce Lajkonika w oktawę Bożego Ciała w 1924 roku.



"IKC" dzięki Małopolskiej Bibliotece Cyfrowej. Pisownia oryginalna. Zdjęcia z NAC, przypadkowe. Uprasza się o zlokalizowanie według budynków :)

"Niezwykła pogoda sprzyjała wczorajszemu tradycyjnemu obchodowi „Lajkonika".
Już na wstępie podkreślić należy porządek i ład, jaki panował na przestrzeni, którą przeciągał „groźny Tatar" wraz swe hordą. Skonsygnowana policya (aczkolwiek w małej ilości) w tym wypadku dała dowód swej sprawności. „Tatar" cośkolwiek zawodził, ale policzyć mu to należy na rachunek jego iście „tatarskiej fantazyi". Za wiele odwiedził w swym tryumfalnym pochodzie „szyneczków" w drodze ku miejscu przeznaczenia — wskutek czego łamał szyki. (To odwiedzanie szyneczków sprzeciwia się tradycyi).




Pierwszym zwykle jego postojem była firma „Nikiel" przy ul. Zwierzynieckiej, gdzie „najeźdźcę" „wstrzyknąwszy" sobie „żytniej'', dopiero nabierał fantazyi, poczem z całą brawurą walił na Kraków. Ale czasy się zmieniają...
Tłumy publiczności z wszelkich warstw społeczeństwa towarzyszyły tej zabawie; wszyscy obecni starali się zająć ochronne pozycye, jakby chodziło nie tylko o to, aby widzieć jak najlepiej, ale mieć zabezpieczoną zasłonę i drogę do odwrotu. Okna i balkony w ulicach, któremi przeciąga! „Tatarzyn" szczelnie zapełniły się publicznością.


ul. Kościuszki 27


Przed pałacem biskupim orszak zatrzymał się, któremu miejsce opróżniła policya. Chorąży zatoczył sztandarem duże koło — zagrzmiała orkiestra janczarska", a „Tatar" wokoło sztandaru harcował.
W środkowych oknach ukazało się czcigodne oblicze ks. biskupa Sapiehy. Tatar przy dźwiękach kapeli złożył trzykrotny ukłon dostojnikowi, a otrzymawszy „haracz", pognał dalej w kierunku ulicy Brackiej, torując sobie drogę swą „buławą".

ul. Zwierzyniecka 32/35, teraz "Bar pod Lajkonikiem" :) 

'W ulicy Brackiej panował niezwykły porządek — niewidziany dotychczas w Krakowie.
„Tatar" przedostawszy się z Brackiej na Rynek, zatrzymał się przed balkonem Muzeum Narodowego (od strony tejże ulicy), gdzie przy dźwiękach kapeli oddawał zebranej na balkonie publiczności ukłony.  Iż „tatar   jest uprzywilejowaną osobą w Krakowie wnioskować można z tych obfitych datków, jakie się sypały z okien i balkonów.
Następnie w tryumfie dotarł, zatrzymując się przed każdym balkonem, do Krzysztoforów, skąd „wdepnąwszy" do Hawełki, wrócił o zmierzchu z całą gromadą Satelitów do restauiacyi Henzlowej na Zwierzyńcu, gdzie czekała go wieczerza z sutym napitkiem.



Wczorajszemu obchodowi „Konika zwierzynieckiego" towarzyszyli pierwszy raz od niepamiętnych czasów dyr. archiwum miejskiego A. Chmiel, archiw. Strojek i prof. Muzeum przemysłowego znany etnograf K. Witkiewicz.
Przyjęciem świty "Lajkonika" w restauracyi Nikla przy ul. Zwierzyneckiej zajął się znany ze swej ofiarności obywatel p. Onufry Fiut.
Nad porządkiem z ramienia policyi czuwali kom. Dr. Kobiela i kom. Poleski. Przy sposobności zaznaczyć należy, że tylko dzięki jakimś nadzwyczajnym okolicznościom przejeżdżające gęsto, jakby na przekór, ul. Zwierzyniecką wozy tramwajowe nie spowodowały tragicznego wypadku."

A teraz po kolei:
 - restauracja Nikla mieściła się przy Zwierzynieckiej 29 - "Niklowa Anna, dawniej Stanisław Nikiel, handel delikatesów, win. wódek i likierów, oraz pokoje do śniadań". Co się stało z nimi później ... nie wiem, przydałaby się monografia ulicy Zwierzynieckiej (zna ktoś coś takiego? ;)). Ciut później w skorowidzach miasta Krakowa znajduje się Teofil Nikiel, też ma restaurację na Zwierzynieckiej 32.
- restauracja  Eugenii Henzlowej znajdowała się na ul. Włóczków 2 , teraz tam znajduje się Rossman...
- Hawełka wiadomo, klasyk, jakoś napiszę o nim więcej.
- Adama Chmiela uwielbiam, polecam jego monografię o domach krakowskich, a także bardzo dużo pisał o średniowieczu.
- Ludwik Strojek współorganizował w 1936 r. pierwsze Dni Krakowa, przyczynił się do zorganizowania pierwszego konkursu szopek krakowskich w 1937 r. wraz z Kazimierzem Witkiewiczem.
- Onufry Fiut, o śpiewnym nazwisku, które wymawiać trzeba było przeciągając literę "i", był ... zobaczcie sami :).


Wraz z Lajkonikiem musieli tworzyć niezły danse macabre. Ciekawe też, czy Jan nie był przypadkiem jego rodziną i tu znowu wracamy na Zwierzyniecką  ...
- Stanisław Kobiela - dyrektor komisarz Policyi mieszkał przy ul. Siennej 9 i jedynie komisarz Poleski pozostaje tajemniczą osobą.

Poniedziałkowy przegląd prasy

5 maj 2014

Póki co z Tarnowskimi mi nie po drodze, a żeby nie było znowu przerwy rocznej - post o codzienności krakowskiej z dnia 5 maja 1903 r. 


" Czas" i "Kuryer Krakowski" - pisownia oryginalna




Dorożki i pogrzeby Dziwny panuje nieporządek w naszym kochanym Krakówku. Nie dosyć że idąc ulicą, chodnikiem, można być poszturkiwanym przez przechodniów, ponieważ nikt nie trzyma się strony prawej, ale nadto, podczas pogrzebowych orszaków, dorożki, powozy prywatne i wozy nie zatrzymują się wcale. Jest to nadużycie, mogące sprowadzić wielkie nieszczęście przy zbieganiu się koni, zwłaszcza  gdy panuje zbyt silny wiatr i rozwiane chorągwie łatwo przerazić mogą konie. Zwykle w miastach zagranicznych, a nawet w Rosyi, policya przed nadejściem pogrzebu oczyszcza ulice lub też nakazuje dorożkom i powozom zatrzymać się w miejscu dopóki nie przejdzie orszak pogrzebowy.

Rzeźnia w tramwaju elektrycznym. Myślałby ktoś może, że to nieprawdopodobne, a jednak.. wóz  tramwajowy letni (Nr. *24) zbryzgany krwią najlepszem będzie świadectwem. Fakt, który się wydarzył  przekonywa nas, że służba tramwajowa lekceważy sobie wprost bezpieczeństwo i życie pasażerów. Około godziny 5 popołudniu wóz nr. 2 haczony z wozem 24, zajeżdżając na stacyę w Rynku, wykoleił się z powodu niezakręcenia hamulca, i uderzył o słup przed poczekalnią tak silnie, że wszyscy niemal wewnątrz odnieśli mniejsze lub większe obrażenia. Głównie ucierpiała jakaś pani stojąca na przodzie, która tak silnie uderzyła głową o słup, że w jednej chwili upadła i krew strugą puściła się nosem i ustami. Sprawę chciano zatuszować, ale się nie udało. Wóz pokrwawiony dalej... robił dobre interesa.

Romantyczna para. Kraków rozamorował się z nadejściem wiosny. W tak krótkim czasie mamy do zanotowania drugie już wykradzenie panny. Niejaki Bronisław Simitek zyskał serce Maryi Batko i wraz z pieniędzmi, które miała złożone w kasie oszczędności, uwiódł ją z sobą w niewiadomym kierunku.

Z Towarzystwa ratunkowego. W dniu wczorajszy wezwano pogotowie ratunkowe do domu przy ulicy św. Tomasza, gdzie matka przy siekaniu mięsa, odcięła dziecku przez nieuwagę dwa palce.

Pożar. Wczoraj o godzinie 12-tej w południe wybuchł groźny nader pożar w składzie farb, pokostów oraz palnych materyałów Kreislera, przy ul. Grodzkiej 33. Powodem pożaru była eksplozya benzyny, spowodowana skutkiem nieostrożności sprzedającego. W jednej chwili stanął cały sklep w płomieniach. Kłęby dymy poczęły się wydobywać na ulicę — spłonął szyld a okna wszystkie na pierwszem piętrze popękały. Zanim straż przybyła, cała zawartość składu spłonęła doszczętnie. Niebezpieczeństwo stało się groźnem — gdyż tuż przy składzie znajdowały się zbiorniki z benzyną i z naftą — szczęściem że przybyłej straży udało się ogień po godzinnej akcyi zlokalizować. Resztki szuflad, świec, szczotek i innych przeróżnych nawpół spalonych towarów zmieszanych z błotem wyrzucono na ulicę i zmieciono w jedną bezkształtną masę.
Szkoda wynosi przeszło 10 000 koron. Zaznaczyć wypada przytomności umysłu oficyała policyi p.Horaka, który z własnem narażaniem się zdołał zanim straż przybyła odsunąć wielki zbiornik naftowy, a tem samem uratować i za tą może kamienicę od niebezpieczeństwa.

Z Muzeum Narodowego. Anders Zorn, znakomity malarz szwedzki, który w kwietniu zwiedzał muzea i zabytki Krakowa, ofiarował do zbiorów Muzeum Narodowego dwie piękne akwaforty własnej roboty. Jedna z nich przedstawia portret młodej damy, druga grupę dziewcząt przy stole. P. Zorn obydwie akwaforty opatrzył własnoręcznym podpisem i dedykacyą dla Muzeum Narodowego. Muzeum otrzymało także od p. Wiktora Wittyga wielki zbiór oryginalnych pieczęci miast polskich i zbiór monet średniowiecznych, uzupełniających kolekcję p. Emeryka hr. Hutten Czapskiego. Frekwencya wzrasta z każdym dniem; coraz częściej widzi się cudzoziemców, oglądających zbiory z zajęciem.


Ogłoszenia!






Dobrego początku tygodnia!!!!
Blog contents © Dawny Kraków 2010. Blogger Theme by Nymphont.