Znalezisko! Koszty życia codziennego 1915 - 1916 r., a także rozprawa o ciekawości

Tak się składa ostatnio, że często rozprawiam  o zainteresowaniu moim Krakowem i zauważyłam, że ciągle w tej rozmowie o ciekawości dopasowuję się do rozmówcy, lub grupy. Taki "lizodupek" ze mnie.
A jeszcze te pytania, a "co w tym ciekawego", a "jak to ciekawi jeżeli nieciekawe"...

Cóż w końcu pozwolę się wyżyć tutaj i przekornie powiedzieć, że w tym wszystkim, w tej pasji, nie chodzi  wcale o miłość i uwielbienie Krakowa, chodzi wyłącznie o  "szperanie", poszukiwanie, dopasowanie faktów ludzi  i zdarzeń. Patrzenie pod podszewkę, przez lupę, szukanie życia prostego, codziennego i żeby to tak mocno zadziałało na wyobraźnię, aż się poczuję gorycz w ustach i uruchomi się wehikuł czasu. Tylko tyle.

Najbardziej cennym źródłem są dla mnie rękopisy, dzienniki-pamiętniki, bo od takiego zaczęło się to wszystko już wiele lat temu. Mój narzeczony wtedy obłaził wszystkie antykwariaty w mieście, aż przypadkowo takowy się znalazł gdzie indziej.
 Opisana  była tam cała historia rodzinna od pol. XIX wieku po lata wojenne, przeplatana przepisami na obiad, listami zakupów, planami na odpoczynek w Parku Krakowskim czy na Bielanach, teatry, plotki, oprócz tego wszystkie najważniejsze sukcesy i porażki rodzinne, łącznie ze zjawami w oknach w okolicy ul. Batorego.

Oprócz tego jednego rękopisu, który musiałam od razu zwrócić i nie mogę wykorzystywać jego treści, do moich rąk nie trafiło nigdy więcej nic. Zadowalam się gazetami i zdjęciami, literaturą pamiętnikarską.
Żadnym pracownikiem naukowym nie jestem (a chciałabym jednak,... może kiedyś jakiś doktorat z "krakauerologii", tylko nie wiem na jakim wydziale i kierunku i kto by być promotorem takiego czegoś chciał?), a gdybym była... OCH! te wszystkie rękopisy w Jagiellonce, listy i inne bibeloty.. Po czymś takim można umierać! Póki co zadowalam się bibliotekami cyfrowymi i starczy mi ich na na długo.

I tutaj się okazuje, że nie nadążam już ze śledzeniem wszystkich ocyfrowanych nowości. I też całkiem przypadkowo w JBC natrafiłam na takie oto cudeńko!


Raptularz z 1915 i 1916 r.

Przedstawiam Wam rodzinę  X z Krakowa:
Głowa rodziny - prowadzi raptularz, prawnik z zawodu, być może sędzia albo adwokat.
Pani domu - Józia (?).
Córka -  Musia (Anna, Marianna?), urodziny obchodzi 18 lipca.
Syn - nazywany Dzido,  urodziny obchodzi 4 maja. Tuż po urodzinach - pobór do wojska, wydelegowany do Ołomuńca, później do Stryja (teraz Ukraina, ok 60 km pod Lwowem);
Mamusia (mieszka oddzielnie, czasami otrzymuje pieniądze na garderobę i gospodarstwo);
Służba.
Pies.

Informacje praktyczne: trwa I wojna światowa. Znajdujemy się w Krakowie, Galicja, Austro-Węgry.
Waluta: korona,  1 korona=100 halerzy

Zacznijmy od pensji: miesięcznie od 1190 koron (pensja + sąd karny), czyli ROCZNIE od 13080K. Oprócz tego zarabia na pojedynczych sprawach. Dodatkowo około 480K miesięcznie. Oprocentowania z depozytów bankowych - około 160K.

Przykładowe pensje roczne w 1914 r.: pisarz -  984K, woźny - 1424K, kancelista - 2968K,  komisarz - 3766K, sekretarz  - 4704K, radny - 6088K, wiceburmistrz - 12000K, burmistrz - 22000K.
Czyli nasz  Pan X zarabia więcej od wiceburmistrza. Sporo!

Miesięczne wydatki styczeń 1915:
gospodarstwo (co by to nie znaczyło) - 400K, 
asekuracja? ubezpieczenie? - 48,60K, 
służba - 40 K, 
różne datki - 19K,
opłata za gaz - około 7K, 
opłata za elektryczność - 16K,
miesięcznie płaci też opłatę za psa - 5K,
podatek rządowy - 60K,
kieszonkowe Musi i Dzida - około 40K,
abonament tramwajowy, jego i syna - 12K,
Zwrot do banku 1256K na początku roku + 1500K pod koniec roku.

Miesięcznie wszystkich wydatków  od 1700 do 2200 np.  w styczniu 1915 r.  2151K.

Roczne wydatki:
Roczna  składka na Towarzystwa Lekarskie - 36K.
Rocznie podatek gminny - 49,50K
Roczna opłata za wywóz śmieci - 18K.
Roczny podatek domowy i osobisty - 143K
Na Towarzystwo Miłośników Krakowa - 10K.


Codziennie pan domu pije herbatę na mieście, co kosztuje go od 40 halerzy w tańszym miejscu do 2K w droższym. Czasami zjada śniadanie  - 70h lub pączka - 1,60K. Zawsze zostawia napiwek - od 40 halerzy do 1K.
Pan X pali i na to w ciągu tych dwóch lat wyda naprawdę dużo pieniędzy. Pamiętajmy, że w Krakowie ciągle był problem z aprowizacją tytoniu. A więc miesięczne wydaje 7,30K na tutki i 12K na tytoń. W 1916 r. - miesięcznie ponad 20K na tytoń, którego wciąż nie ma, więc kupuje  (gdy są) gotowe papierosy - 3K.
W niedzielę ofiara podczas mszy - zawsze stała kwota 20 halerzy, tylko podczas świąt kościelnych takich jak Trzech Króli, Wielkanoc, Boże Ciało itd - 1K.
W tygodniu kupuje nie dużo, podejrzewam, że w większości zaopatrzenie domu spoczywa na barkach pani domu, z puli pieniędzy przeznaczonych na gospodarstwo. 
Produkty spożywcze, które kupuje Pan X w tygodniu to delikatesy takie jak: ciasta - około 4K, kiełbasa  - 2K, czasami i za 4K, słonina - 2,40K, owoce - 2K. Często kupuje mleko z adnotacją "moje" - 50-70h.

Zaopatruje się miesięcznie w paper liczbowy - ok. 2K, marki czyli znaczki  - 1,20K, miesięczna prenumerata gazety "Nowa Reforma" wynosi ok. 3K
Do domu kupuje też pastę do zębów - 2,40K, papier klozetowy (!!!) - 1,90K, wodę do zębów - 4K, wodę do włosów - 3,50.
Co miesiąc odwiedza też fryzjera - 1,50 K.
Czasami idzie do teatru  - od 8,80K do 18K, na koncert, lub kolację na mieście - 7K.
Książki kupuje raz w miesiącu za kwotę nie większą niż 5K.
Ubrania dla członków rodziny - przykładowe ceny w 1915-16 r.:
koszula Dzida - 4,80K, 
krawatki - 5,20K,
buciki Niusi - 24K,
bluza Dzida - 40K,
spodnie - 30K,
suknia Musi - 40K, krawcowa - 25K,
płaszcz Musi - 60K,
kapelusz - 4K,
rękawiczki męskie - 3K.

CIEKAWOSTKI:
- od marca 1915 r. pojawia się stały wydatek na "Prowianty" - ok. 166K;
- przyjęcie urodzinowe lub imieniny - od 25K do 50K;
- pojawia się zakup pierścienia zaręczynowego dla córki Musi - koszt - 400K (dlaczego ojciec go kupował???);
- od 1916 r. coraz częściej pojawia się zakup wódki -3,40K;
- łapki na szczury były nazywane paściami;
- kupowało się nalepki iluminacyjne  z tekstem "niech żyje Warszawa":), gwoździe na Legiony za 10K i inne patriotyczne bibeloty;
- fotografia od 3,20K do 16K;
- 5 kapust - 45K;
- 500 ziemniaków - 50K;
- 2 kg masła - 21K;
- sadzenie ziemniaków wraz z dzierżawą - 29K;
- węgiel 250 cetn. - 225K;
- maszyna do szycia - 60K;
- wykupienie psa z niewoli przy ul.Rajskiej - 50K.

Syn Dzido przed maturą bierze korepetycje,  nauczyciel dla niego to wydatek rzędu 26K miesięcznie lub 2K za lekcje.
Czesne Dzida za szkolę -  semestr 40K.
Tuż po urodzinach w maju pobór do wojska. Pamiętamy, że w na początku maja była wielka bitwa pod Gorlicami. Dzieje się tuż niedaleko Krakowa.


Ekwipunek Dzida do wojska: koń - 1216K, siodło - 250K, buty i szelki - 240K, mundury - 219K, dodatkowy ekwipunek - 200K, bielizna i przybory - 210K, płaszcz na zimę - 200K., deszczownik - 65K, derka dla konia - 45K. Od tego momentu co miesiąc - 140-150K. Co jakiś czas wysyłany jest brom - 6K, a także "prowianty dla Dzidka w pole" wysyłane ze służącym 180K.

Dla porównania: Musia przygotowuje się do ślubu - na bieliznę - 200K, wyprawa - 290K, kaucja+notariusz - zarejestrowanie oprawy - 160K, pozwolenie na ślub z banku niemieckiego - 73K.
Sam ślub  - dla gospodarstwa na wesele - 120K, prezent 100K. Odtąd Musi płacono co miesiąc 100K.

Pod koniec 1916 r. delikatesów już się nie kupuje, tylko ser, masło, chleb za 5K. Także wtedy nie ma w ogóle tytoniu, jednorazowy zakup przed świętami za 58K, ale więcej o aprowizacji miasta Krakowa podczas wojny dowiecie się z regularnego cyklu na blogu pt. Alfabet prasowy.


Podsumowując, za cenę jednych spodni męskich (30K) można było 20 razy pójść do męskiego fryzjera.
Dziś cena spodni to około 120 zł, a do  męskiego fryzjera za tę cenę możemy pójść 4-5 razy.
Wniosek z tego taki, że ceny na usługi mocno wzrosły, towary natomiast są o wiele tańsze.
Wymowna jest pensja służby - 40K,  czyli  z jednej pensji można było kupić jedne spodnie i kilogram masła.

Po więcej szczegółów zapraszam na JBC - http://jbc.bj.uj.edu.pl/dlibra/docmetadata?id=266888&dirds=1&tab=3


P.S. 2016 rok, lipiec, zwykła kawiarnia krakowska, odpoczynek po oprowadzaniu, rozmowa przy kawie miedzy mną, a moim narzeczonym skądinąd ze Stryja pod Lwowem.
- Lalalala! Taka jestem szczęśliwa, że znalazłam ten raptularz, chcę wrócić do domu i tylko czytać, analizować, a później koniecznie napisać o tym post!
- Bardzo się cieszę, że tak mało potrzebujesz do szczęścia, ale czy kogoś, oprócz Ciebie będzie ciekawiło ile i co kosztowało w tych czasach...
- Eee ekhm... Cóż w takim razie wychodzi na to, że nie piszę bloga dla czytelników... a wyłącznie po to by przedłużyć stan szczęśliwości?

Alfabet prasowy - maj 1916 r.

Gdy się jest przewodnikiem miejskim lato sprzyja tylko jednemu - wzmożonemu oprowadzaniu! Aż strach się przyznać, ale w tym roku, jak nigdy dotąd czułam nadmiar Krakowa w moim życiu :).
Krótkie odpoczynki w lubelskim, na Suwalszczyźnie i Ukrainie przywróciły równowagę w moich stosunkach z grodem podwawelskim i już najwyższy czas na odrabianie zaległości blogowych.

Nie chcę utracić ciągłości w relacjonowaniu prasy z 1916 r.,  dlatego w kolejnych postach muszą się zmieścić aż 3 miesiące... Koszmar!!!

W Krakowie w maju 1916 r. wprowadzają po raz pierwszy czas letni, co większość wprawia w niesamowity popłoch - przecież nikt nie wytłumaczył, czy przesuwać wskazówki do przodu czy do tyłu. Po mieście krążą bajki, o tym jak urzędnicy do pracy przychodzą w czasie poprzednim, a wychodzą w letnim. Duchy też zwariowały, ponieważ nie wiedzą według którego czasu straszyć. Dalej drożeje tytoń, który przywożą do Krakowa tylko kilka razy w miesiącu. Drożeje też piwo na radość krakowskiej "Eleuteryi". Bomba pilznera już kosztuje 50 halerzy i ponoć dojść ma do korony.
Pożegnano j. e. generała Karła Kuka. Ówcześni żegnając go bardzo oficjalnie, nie wiedzieli, że jest on tym samym ostatnim komendantem twierdzy Kraków...
Wybrany został nowy namiestnik Galicji generał major Eryk Diller.


Tym razem z datami! Na podstawie "IKC" i "Nowości ilustrowane"

C jak czas letni a zamykanie bram
"Kwestyę późniejszego zamykania bram poruszył na jednem ze swych zebrań wiedeński związek dla spraw miejskich i ruchu turystycznego. Postawiono wniosek, aby ze względu na wprowadzenie czasu letniego zamykano bramy domów o godz. 11. Zarzut, jakoby ponieśli na tem stratę właściciele domów, oświetlając klatki schodowe o godzinę dłużej, jest o tyle bezpodstawny, że de facto wydawać będą wtedy na oświetlenie tyle samo, ile wyda­waliby przy normalnym czasie zimowym. Sprawę zamykania bram w Krakowie o godz. jedenastej podnieśliśmy na łamach naszego pisma już znacznie wcześniej."
14.05 "IKC"
 
K jak książę Jerzy bawarski
(NIE WIEM, KTO TO JEST! PROSZĘ O POMOC W IDENTYFIKACJI!!!)
Wczoraj o godzinie 10 rano w przejeździe przez Kraków zwiedził Wawel książę Jerzy ba­warski, młodszy syn króla Ludwika, w towarzy­stwie przydzielonego mu oficera austryackiego rotmistrza hr. Chorinsky’ego i por. Żeleńskiego, oprowadzany przez architekta Skawińskiego i se­kretarza Bogdaniego.
Pobyt księcia Jerzego na Wawelu trwał przez dwie godziny. Ogromne zainteresowanie okazał książę dla naszych zabytków kultury i sztuki, a zwłaszcza z ogromnym zachwytem wyrażał się o wspaniałych dziełach gotyckich.
Silne wrażenie na księciu wywarła kaplica Zygmuntowska, skarbiec i groby królewskie.
Książę Jerzy bawarski w chwili swego wyjazdu do Krakowa wysiadając na tutejszej stacyi zwró­cił się do otoczenia najpierw w języku polskim :
         — Miło mi panów powitać. Przyjeżdżam z Warszawy.
21.05 "IKC"

M jak Maryacki
Wczo­raj nareszcie po szeregu lat usunięto oparkanienie kościoła Maryackiego od strony Rynku i uli­cy Floryańskiej. Szpeciło ono świątynię, służyło za tablicę reklamową dla rozmaitej treści afiszów, raziło oczy miłośników Krakowa i jednego z najcenniejszych zabytków naszej przeszłości. Gmina znacznym kosztem zabezpieczyła wieżę na długi szereg lat i przyczyniła się do jej uratowania, gdyż stan murów, szczególniej górnej części, był bardzo zły. Obecnie przeprowadzane są jeszcze drobne roboty brukarskie około chodnika przy wieży. Dla mieszkańców miasta nowością jest urządzenie, podobnie jak około prezbiteryum ko­ścioła OO. Franciszkanów, podkopu około wieży dla ochrony fundamentów przed wilgocią. Oka­zuje się, że od XIV wieku powierzchnia Rynku podniosła się blisko o 2 metry ponad cokół, bę­dący przed wiekami nad ziemią; na tem zakopy­waniu miasta w ciągu wieków, budowaniu cho­dników jednych na drugich, straciła sylweta ko­ścioła i obu wież.
28.05 "IKC"

M jak mąka dla matek karmiących i dzieci
Celem umożliwie­nia nabycia większej ilości mąki dla matek kar­miących i dla dzieci poniżej dwóch lat, zarzą­dziło namiestnictwo, aby karty dla kontroli spo­życia chleba i mąki, wydawane tym osobom, uprawniały je do poboru mąki na wszystkie 56 odcinków, licząc po 50 gr. mąki na jeden odci­nek, czyli zamiast 1000 gr. mąki na dolną część karty na 14 dni, będą mogły nabyć na całą kar­tę 2800 gr. mąki. Celem wykazania uprawnienia do poboru mąki na całą kartę, winny matki karmiące przedłożyć we właściwem biurze okręgowem poświadczenie właściciela domu, stwierdza­jące, że same karmią, a co do dzieci, poniżej dwóch lat, należy przedłożyć metrykę urodzenia, względnie wyciąg z metryki, oraz poświadczenie właściciela domu, że dzieci pozostają przy życiu i są na utrzymaniu zgłaszających się osób.
 28.05 "IKC"

N jak nowy wóz
"W ubiegłą sobotę i niedzielę pojawił się na mieście nowy pomocniczy wytworny wóz kolei elektrycznej, który kursuje na linii normalnotorowej Most III —Dworzec towarowy."
09 .05 "IKC"


P jak przyspieszony 1 maja
"Z niecierpliwością oczekiwali wczoraj Krakowianie zapowiedzianego wprowadzenia „czasu letniego". W kawiarniach i na ulicach, w mieszkaniach prywatnych i lokalach publicznych widać było pewnego rodzaju podniecenie i zdenerwowanie. Nareszcie wpół do jedenastej, trzy na jedenastą, za dziesięć, pięć... minut jedynasta...
Na wieży Maryackiej uderzyło zamiast jedenastu - majestatycznie i poważnie: dwanaście, poczem odezwał się nie cogodzinny hejnał, lecz melodyjna uroczysta pobudka, zwiastująca, że jest już północ. Kawiarnie zwykle o tej porze tętniące pełnią tycia towarzyskiego, zostały zamknięte, goście niechętnie powracali do domów (właściwie biorąc o jedenastej). O tej porze kończą się przedstawienia w teatrze ludowym. Na ulicy Karmelickiej i w Rynku widać było mnóstwo osób, które z zegarkami w ręku zatrzymywały się pod latarniami, przesuwając wskazówki zegarków... Nie obeszło się oczywiście przy tej sposobności bez nieporozumień. Niektórzy tracili oryentacye nie wiedzieli, czy należy cofnąć czy pchnąć wskazówki.
Wczesnym rankiem tramwaje wyjechały wcześniej o godzinę, sklepy i magazyny, biura rządowe i niektóre prywatne otwarto również o godzinę wcześniej. Dzieci pospieszyły wcześniej do szkoły, żony o godzinę wcześniej rozpoczęły codzienną t. zw. „piłę małżeńską".
Pierwszy dzień nowego systemu rachuby czasu był dżdżysty i mokry. Deszcz padał całą noc. „Czas letni" urządził w Krakowie inauguracyjne „oblanie".
 02.05 "IKC"


P jak psy pociągowe
"Tak już wczoraj donieśliśmy na skutek zarządzenia ministerstwa obrony kraj. ogłasza magistrat, że wszyscy posiadacze psów pociągowych względnie psów większych, nadających się do pociągu, jak psów rasy nowofunlandzkiej, niemieckich dogów, bernardynów, leonbergerów itp. winni je w nieprzekraczalnym terminie do dnia 13 maja br. zgłosić w godzinach urzędowych w miejskich komisaryatach obwodowych.
13.05 "IKC"

S jak Stosunki w łaźniach miejskich
"Dochodzą nas często skargi, że w krakowskiej łaźni ludowej panują nieznośne stosunki wskutek tego, że system protekcyjny, tak bardzo właściwy wszelkim naszym instytucyom, znalazł i tam swoje zastosowanie. Wiele osób skarży się, że posługacze łaźni specyalnie wyróżniają ... CENZURA ... nie mówiąc już o krewnych, znajomych etc, co się odbywa kosztem ogółu".
26.05 "IKC"

T jak trzy kawałki cukru
"Namiestnictwo wydało następujące rozporządzenie w sprawie podawania cukru do napojów i potraw.
W przedsiębiorstwach gospodnio-szynkarskich tudzież w cukierniach wolno podawać jako dodatek do napojów i potraw dla jednej osoby najwyżej trzy kawałki cukru w zwyczajnej formie kostkowej, lub w formie innej, ale zawsze tylko w ilości nieprzekraczającej wagi trzech normalnych kostek cukru.
Ta najwyższa ilość może być podwyższoną najwyżej do pięciu kawałków tylko przy napojach, które podaje się w tak zw. porcyach.
W przedsiębiorstwach gospodnio-szynkarskich zakazuje się stawiania naczyń z cukrem na stolikach tudzież podawania cukru gościom w naczyniach do dowolnego wyboru.
Przekroczenia tezo rozporządzenia karane będą karą pieniężną do 2000 koron lub karą aresztu do trzech miesięcy, przy zachodzących okolicznościach obciążających jednak karą pieniężną aż do 5000 koron lub aresztem do sześciu miesięcy.
W razie skazania może być także orzeczona utrata uprawnienia przemysłowego.
Powyższe rozporządzenie wchodzi natychmiast w życie."
20.05 "IKC"


Ś jak śmierć
"Wczoraj, rozeszła się smutna wiadomość, iż niespodzianie po krótkiej, na pozór lekkiej chorobie zakończył życie ś. p. Eustachy Jaksa Chronowski.
Ś. p . Chronowski znanym był szeroko przede­ wszystkiem tym, którzy szukali pomocy, bo przy wszystkich składkach na cele publiczne przede­ wszystkiem figurował datek ś. p. Chronowskiego i to zawsze datek hojny, magnacki. Zacny oby­watel, szczodrobliwy ofiarodawca ciężkie prze­chodził koleje, zanim jesień życia oświeciło mu słońce powodzenia i dostatku.
Jako uczeń szkoły Głównej Warszawskiej wziął udział w. powstaniu 1863 r., a po smutnem te­goż końcu, ranny, wyemigrował do Francyi.
Wojna francusko-pruska w r. 1870 zastała go we Francyi, w której szeregi wstąpił i przeszedł kampanię w korpusie Bourbackiego, w randze oficerskiej.
Przybywszy do. Krakowa w latach następnych objął w dzierżawę hotel Saski. Wkrótce przystą­pił do założenia Grand Hotelu w dawnym pała­cu po Czartoryskich, który wniósł na pierwszo­rzędne stanowisko. W miarę powodzenia rosła jego energia i hojność. Pierwszy ś. p. Chronow­ski wszedł w kontakt z światową firmą turysty­czną „Tos Cook et Son“, sprowadzając wycieczki cudzoziemców do naszego miasta.
 Zmarły przewodniczył w Przytulisku Wetera­nów 1863 r.
Jako przyjaciel ś. p. E. Jerzmanowskiego na­kłaniał go i umacniał w postanowieniu stworze­nia bogatej fundacyi, którą też śp. Jerzmanowski rzeczywiście stworzył dla Akademii Umiejętności w Krakowie. On nakłonił śp. Kruzera do zapi­sania 30.000 Rs. na budowę teatru krakow­skiego.
W czerwcu 1914 r. zapisem notoryalnym prze­znaczył swe obrazy Muzeum Narodowemu w Kra­kowie, zatrzymując je u siebie do końca swego życia już tylko jako depozyt. Ta cenna kollekcya obejmowała dzieła: Axentowicza, Grotgera, Mal­czewskiego, Juliusza Kossaka, Pruszkowskiego i innych.
            Dziś zeszedł do grobu jako dobry syn ojczy­zny, zasłużony w boju i pokoju."
19.05 "IKC"


T jak testament
"W sier­pniu w zeszłym roku umarł w Jerozolimie góral, z Nowego Targu, Daniel Segiin (nazwisko prawdopodobnie przekręcone), który zostawił mają­tku około 1000 K. W testamencie zapisał z tej kwoty 250 K O. Franciszkanom w Jerozolimie, a resztę po połowie OO. Dominikanom i OO. Benedyktynom w Krakowie. Sprawa ta przyszła obecnie z Jerozolimy do sądu krakowskiego, któ­ry wezwie spadkobierców do objęcia zapisu. Jak wiadomo, OO. Benedyktynów w Krakowie nie ma, oczem widocznie zmarły nie wiedział. Po mieście krążyły przesadne wieści o tym za­pisie, mówiono nawet, że zapisy wynosiły po 600 tysięcy koron. Powyższy stan rzeczy prostuje te fantastyczne opowiadania."
28.05 "IKC"


W jak wystawa obrazów A. Piotrowskiego
"W prywatnym lokalu przy ulicy Szczepańskiej l. 7 urządził p. Antoni Piotrowski zbiorową wystawę swoich obrazów i reprodukcyi. Objęta ona około 100 dziel, przeważnie z ostatnich czasów, z niewielką domieszką dalszej przeszłości i różnorodnością tematów oraz problemów malarskich dać może pojęcie o bogatej i wszechstronnej twórczości artysty.
Od symbolizmu do pejzażu, od dzieł batalistycznych do portretów, od boeldinowskich tematów do studyów realistycznych, od szkiców z pobojowisk mandżurskich i bałkańskich do renesansowych krajobrazów włoskich, przesuwa się tu kolekcya, przemawiająca do wyobraźni i uczucia.
Pod względem malarskim uderzają zagadnienia świetlne, studya różnorodnych oświetleń i refleksów."
09.05 "IKC"

Z jak zamiar samobójczy i zdarcie naskórka
"20-letnia kelnerka Jadwiga Stawczyk, zatrudniona w kawiarni przy ul. Grodzkiej l. 42 wyskoczyła w zamiarze samobójczym z okna I pietra na dziedziniec. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności Stawczykówna wyszła cało z tego groźnego upadku, odnosząc tylko zdarcie naskórka na prawym łokciu. Do nieszczęśliwej dziewczyny zawezwano pogotowie ratunkowe."
15.05. "IKC"

Jak i jakiego w Krakowie Ratusza nie zbudowano

Jak wiemy Kraków jest jednym z nielicznych miast gdzie nie ma Ratusza. W 1817 r. ówczesne władze stwierdziły, że: "Ponieważ część gmachu starym ratuszem zwanego oddawna na spichrze obrócona, ponieważ w stanie opustoszałym znajduje się: te więc spichrza mają być zburzonemi." Miał być zburzony tylko spichlerz, ale tak się zapędzili, że zrównali z ziemią wszystko oprócz wieży. Odtąd nie mamy Ratusza, tylko tzw. Magistrat.

Mało natomiast kto wie, że na początku XX w. były plany zbudowania nowego Ratusza. Dnia 16 lipca 1903 r. Rada Miasta uchwaliła, że nowy gmach zostanie wzniesiony na placu św. Ducha z pewnymi zastrzeżeniami: po pierwsze - fasada główna ma być zwrócona ku płacowi;  po drugie -  "aby ulica Szpitalna miała najmniej 17, ulica św. Marka najmniej 14, ulica św. Krzyża najmniej 10 metrów szerokości"; po trzecie - Ratusz ma być trzypiętrowy na wysokich suterenach.

Wybór stylu dowolny.  Koszta budowy, bez urządzenia, ogrzewania i oświetlenia nie mogły przekroczyć sumy 1 mln koron. Wnętrze miało obejmować: lokale dla reprezentacji gminnej, lokale dla prezydium miasta, biura Magistratu główne i pomocnicze, mieszkania dozorcy Ratusza, portiera i służby; dziedziniec lub dziedzińce dostępne z ulic przyległych.

Wybrane projekty:

ARCHITEKT SŁAWOMIR ODRZYWOLSKI W KRAKOWIE 
Projekt Odrzywolskiego zakładał, że Ratusz będzie główną dominantą na pl. św. Ducha, kościół św. Krzyża niejako na drugim planie, ale w całości widoczny z chodnika ulicy Szpitalnej :), "...dla wypoczynku i wytchnienia radnych o obok sali radnej będzie osobne foyer z terasą od placu teatralnego". Wszystko owiane będzie duchem Renesansu.
Projekt i usytuowanie Ratusza. Dodatkowo zdjęcie Państwowej Szkoły Przemysłowej przy al. Mickiewicza projektu S. Odrzywolskiego


ARCHITEKT ALFONS GRAVIER W PARYŻU
Według tego projektu główna fasada zajmuje środek placu św. Ducha, a część boczną tworzy oficynę. Kościół w niczym nie zawadza Ratuszowi. Po środku placu ma stać pomnik lub figura. "Ratusz będzie miał dwa wejścia: jedno główne pod wieżą,  drugie boczne z ulicy św. Krzyża. Sala posiedzeń będzie w formie amfiteatru. W górnej części tej sali z wchodem z drugiego piętra znajdują się galerie i loże dla widzów." (?).


Projekt i usytuowanie Ratusza. Dodatkowo zdjęcie Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie projekt A. Gravier

ARCHITEKCI TADEUSZ STRYJEŃSKI I FRANCISZEK MĄCZYŃSKI W KRAKOWIE.
 "Z powodu rozszerzenia się placu ku ulicy Szpitalnej, od tej ulicy umieszczono najszerszą część budynku. Spadek terenu ku ulicy św. Krzyża zużytkowano w ten sposób, iż sutereny nie zagłębiają się w teren, lecz stanową  pierwszą kondygnację ponad terenem. Wjazd od strony ul. św. Krzyża, wyjazd na ulicę św. Marka poprzez obydwa podwórza. "
Bajkowy Ratusz!!!

Projekt i usytuowanie Ratusza. Dodatkowo zdjęcie Domu po Globusem projekt T.Stryjeński i F. Mączyński

ARCHITEKT SYLWESTER PAJZDERSKI W CHARLOTTENBURGU.
Główne wejście jest z placu św. Ducha na narożniku ul. Szpitalnej. Jako materiał fasadowy dla głównych fasad, oraz dla wszystkich form architektonicznych — piaskowiec, przy ulicach bocznych — tynk, a na pokrycie dachów — czerwoną dachówkę.

Projekt i usytuowanie Ratusza. Dodatkowo zdjęcie Ratusza w Kaliszu projekt S.Pajzderski

ARCHITEKT WŁADYSŁAW EKIELSKI W KRAKOWIE.
"Ul. św. Krzyża, dziś nie ludna, po wybudowaniu ratusza drugą po ul. Szpitalnej będzie bardzo ważną arterią komunikacyjną, stanowić ona bowiem będzie najkrótsze połączenie tego punku miasta z ulicą Grodzką i Kazimierzem i odejmie znaczną część ruchu osobowego i wozowego przez już i tak dziś bardzo ruchliwą a nie dość szeroką ul. Szpitalną." (...)
"Klatka schodowa zewnętrza stanowi osobliwą ozdobę budynku, "ale nadto w czasie niezwykłych uroczystości stanowić będzie motyw wysoko dekoratywny i barwny; może kiedyś Rada miejska z Burmistrzem i Zastępcami swymi na czele idąc na ratusz krakowski widzianą tu i witaną będzie przez lud krakowski!!!"(...)
Budowa, która nie mogłaby być gdzie indziej jak w Krakowie postawiona!
Faktycznie, ni to Sukiennice ni to Collegium Maius...

Projekt i usytuowanie Ratusza. Dodatkowo zdjęcie Domu Sujskiego na pl. Wszystkich Świętych  projekt W. Ekielski.
ARCHITEKT WINCENTY DYLEWSKI W BERLINIE.
"Wejść ma budynek 4, t. j.: główne w pośrodku frontu, poboczne z ulicy Szpitalnej, tylne w pośrodku fasady przy ulicy św. Marka i w lewym skrzydle frontowym, prowadzące do pomieszczeń znajdujących się w  suterenach".
Dachy mają być odpowiednio do stylu wysokie, pokryte zwyczajną dachówką, wieża i wieżyczki pokryte miedzią.
U głównego wejścia umieszczone są dla ozdoby pod baldachimami 4 figury z kamienia, które mogłyby przedstawiać królów Kazimierza, Jagiełłę, Jadwigę i Zygmunta Starego. W pośrodku szczytu frontowego wykuty herb miasta Krakowa."


ZGADNIJCIE, KTÓRE DWA PROJEKTY ZAKUPIONO? 

Ratusza nie zbudowano, gdyż ciągle nie mogli dopasować projektu. Wydawał się być nie odpowiedni do Krakowa, skarżono się, że jest nazbyt kosmopolityczny, a sama realizacja bardziej pasowałaby do budynków municypalnych Nicei, czy Bukaresztu. Później wybuchła I wojna światowa, a jeszcze później na miejscu ratusza powstał pierwszy w Krakowie dworzec autobusowy...

Na podstawie miesięcznika "Architekt" numer 1-2 z 1904 r.

Alfabet prasowy - kwiecień 1916

Nie wiem, jak to się stało, że tuż po marcu nastał maj. Kwietnia jakby nie było. Kilka książek, spora ilość grup i tyle. Nic znaczącego.
W 1916 r. w kwietniu też nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego. Wojna dalej trwa i wszyscy dookoła mówią, że trwać będzie przynajmniej z pięć lat.


PISOWNIA ORYGINALNA 
Na podstawie "IKC"  z 1916 r. z MBC

A jak Aleksander Dumas, jako prorok wojny światowej.
Co pewien czas dowiadujemy się, że wiele znakomitych umysłów przeszłości przewidywało
i przepowiadało dzisiejszą wojnę. Paryski „Figaro" przypomina; że we wstępie do romansu "Monsieur Alphonse" Aleksandra Dumasa (syna) znajduje się przepowiednia wojny światowej.
Nie z armią 200.000 lub 300.000 brzmią słowa przepowiedni — wstąpią narody w szran­ki bojowe przeciwko sobie. Z milionowemi ar­miami, które zdepczą tak ziemię, że nie będzie ona mogła ich wyżywić, zaczną bój ze sobą na­ rody. Wiedza ludzka uczyni tak wielkie postępy, że ludzie walczyć będą na ziemi i pod ziemią, na wodzie i pod wodą, a może i w powietrzu. Całe miasta będą stać w płomieniach, całe części świata będą wysadzane w powietrze". Jak widzimy, przemilczał Dumas w swej przepowiedni (może rozmyślnie) o gazach trujących i zatapianiu okrętów handlowych.

C jak Czas 
Który czas ?..
Czas środkowej Europy
Wkrótce będzie zastąpiony
Przez czas letni, który jednak
Też ma swe ujemne strony.
Każdy ma je: czas słoneczny,
Czas zimowy, lub jesienny.
Jeden tylko bez zarzutu
Jest, a to czas... nie-wojenny  

D jak Denuncjacja
Przed rokiem nie­jaki Mojżesz Klein doniósł listownie do komen­dy twierdzy w Krakowie, że w mieszkaniu Izra­ela Weismanna, poddanego rosyjskiego, schodzą się potajemnie obcy poddani. Rewizya domowa, przeprowadzona w myśl doniesienia, wykazała bezpodstawność zarzutu, a dalsze śledztwo stwier­dziło, że Klein zrobił doniesienie z zemsty na Weismanna, który za zaległe procenty groził mu egzekucyą. Za fałszywą denuncjację sąd krakow­ski skazał Kleina n a 5 miesięcy ciężkiego wię­zienia. Klein wniósł odwołanie od wyroku. W czwartek, jak podają pisma wiedeńskie, trybunał kasacyjny rozpatrywał tę sprawę i zażalenie od­rzucił.


G jak "Gościnne występy" Kasi i Zosi
Ostatnimi dniami uwijały się na bruku kra­kowskim dwie eleganckie „damy" , które pod po­zorem wynajęcia umeblowanego pokoju — nawiedzały mieszkania zamożniejszych osób w śród­mieściu. W „operacyach" tych, sprytnie uplanowanych, sprzyjało do pewnego czasu młodocia­nym damom szczęście...
Bardzo często bowiem, pytając się o pokój, nie zastawały w domu nikogo prócz służby, którą udawało się sprytnym oszustkom wyprowadzić w pole...
Dźwięcznym głosem szczebiotały piękne dzieweczki o znajomości i przyjaźni, jaka miała ich łączyć
z gospodarzami nawiedzonych domów, poczem niewinnie „prosiły" o kawałek papieru dla napi­sania paru słów pod adresem gospodarzy. „ Proś­bom" tym z reguły nie odmawiano. Służba pro­wadziła piękne „damy" do apartamentów, poda­wała papier, atrament i pióro i usuwała się dy­skretnie, nie przeszkadzając w pisaniu .. korespondencyi. Że taka korespondeneya kończyła się za­wsze kradzieżą cennych przedmiotów zbyteczne dodawać. 
 W krótkim czasie ofiarą tych »występów" wy­rafinowanych oszustek padły liczne znane domy w Krakowie.
I tak:
U p. N . Wasungowej, zamieszkałej przy ul. Garncarskiej, skradły oszustki srebrną cukierniczkę, w stylu zakopiańskim, napełnioną... dro­gocennym artykułem, bo... cukrem.
U adwokata dra Silbersteina „zabrały" obiecu­jące dziewczątka „tylko" brylantową broszkę, wartości przeszło 1000 koron i inne koszto­wności.
Wyprawa do p. Gołuchowskiej, zamieszkałej przy ul. Wolskiej, nie przyniosła takich rezulta­tów, jakich Kasia i Zosia — takie bowiem miały imiona — spodziewały się. Sprzątnęły tylko bezwartościową torebkę damską, w której — co za przeklęty pech! — znalazły, nie pieniądze, lecz
kartę legitymacyjną na pobyt w twierdzy.
Wreszcie "pofatygowały" się Kasia i Zosia na Rynek Kleparski 1. 7, do niejakiej p. Łękawy, której zarekwirowały kilkadziesiąt koron w gotówce.
Śledztwo.
Zawiadomiona o tych „gościnnych występach" pięknej Kasi i uroczej Zosi Dyrekcya policyi —
puściła w ruch aparat śledczy w osobie inspek­tora policyjnego, p. Schimsheitnera, któremu nie­bawem udało się ująć sprytne oszustki.
Kasia i Zosia są siostrami. Pierwsza liczy lat 17, druga zaledwie lat 15. Nazywają się Głowa­ckie i pochodzą z Krakowa.

Przeprowadzone szczegółowo śledztwo wykazało dalej, iż z Kasią i Zosią „pracowała" również niejaka Karolcia Borkowska, mająca już poza sobą burzliwą przeszłość, która przeczuwając zbliżające się niebezpieczeństwo — czmychnęła celem wytchnienia do Zakopanego,
gdzie na polecenie krakowskiej Dyrekcyi policyi oszustkę aresztowano.
Co mówią: Kasia i Zosia. Przesłuchane "pod tęlegrafem", Głowackie przyznały się do popełnionych kradzieży, bro­szkę brylantową zastawiły w miejskim lombar­dzie za 200 koron, zaś kartkę zastawniczą spa­liły. Za uzyskane w ten sposób pieniądze kupiły sobie eleganckie buciki i szerokie sukienki. Srebrną cukierniczkę sprzedały za 5 koron, za pie­niądze te kupiły bilety do jednego z kinemato­grafów krakowskich.
Aresztowanie Kasi nastąpiło w Wielką Sobotę, zaś młodziutkiej Zosi, która przez święta bawiła
z Borkowską w Zakopanem — dopiero we wto­rek po świętach." 

J  jak Jaja
Zaopatrzenie Krakowa w jaja. Zarząd miejskich Zakładów aprowizacyjnych podaje do publicznej wiadomości, że Mleczarnia miejska roz­pocznie w sklepach swych, od poniedziałku t. j. 3 kwietnia b. r. hurtowną i częściową sprzedaż jaj po następujących cenach; za 1 jajo 13 hale­rzy, za kopę jaj 7 Kor. 60 hal., za skrzynię, zawierającą 1440 jaj 175 Kor. Gwarantuje się za świeżość jaj. Zamówienia przyjmuje miejskie Biuro aprowizacyjne, ul. Poselska 1. 12, parter.

K jak Kolonie w Parku Jordana
Z m. urzędu Zdrowia komunikują: Osoby pragnące oddać swe dzieci na lato do półkolonii w parku Jordana, zgłaszać się mają w celu badania i zapisu dzieci u odpowiedniego lekarza miejskiego. Należy przynieść ze sobą na wizytę lekarską spisane na kartce wagę dziecka, dokładną datę urodzin i 2 korony wpisowego.

K jak Kozie mleko.
W celu zapobieżenia brakowi mleka na przy­szłą zimę, poleciły władze niemieckie, by ludność
osiadła na roli pomyślała uż teraz o możliwie jak największem pomnożeniu ilości kóz. Szerokie koła, mianowicie uboższej ludności można uchro­nić przed brakiem mleka przez chów, wymaga­jących stosunkowo mało paszy, "tych krów ubogich ludzi".
Hodowcy kóz powinni więc wszystkie koźlęta i kózki wychowywać. W celu ułatwienia tego minister rolnictwa wydał cały szereg rozporzą­dzeń, mających być przeprowadzonemi przez Iz­by rolnicze w połączeniu ze stowarzyszeniami hodowli kóz. Do takich rozporządzeń więc należy wyznaczenie premii za wychów drugiego i trzeciego koźlęcia, pośrednictwo w sprzedaży zbycie koźląt, umieszczanie kóz na pastwiskach.
Izby rolnicze, którym dano do dvspozycyi odnośne fundusze, zwrócą się w najbliższym czasie do hodowców z odnośnymi komunikatami. Ponieważ liczyć można na wysokie ceny i pokup koźląt, w interesie hodowców kóz leży, a ekonomicznie jest odpowiedniejszem, aby mleka koziego jak najmniej sprzedawali, a jak najwięcej koźląt wychowywali.

M jak Mała matura
W gimnazyum reałnem (IV) odbędzie się t. zw. mała m a t u ra eksternistów i eksternistek w dniach 12, 13 i 14 bm , tj. we środę, czwartek i piątek przyszłego tygodnia. Interesowani mają przed rozpoczęciem egzaminu złożyć taksę koron 50, a w dniach egzaminu zgłaszać się pun­ktualnie o g. 8 rano.

P jak Pożary.
W dniu wczorajszym zlokalizowała miejska straż pożarna kilka pożarów, przeważnie kominowych, między innymi przy ulicy Grodz­kiej 1. 33, ul. Dajwór 1. 6, ul. Dietla 1. 33, ul. Krakowskiej 1. 39, ul. Kupa 1. 1 i przy ul. Czarnowiejskiej 1. 91.

P jak Przestroga.
Która chce mieć kawalera,
Niech zabiega nie na żarty,
Bo niebawem nawet męża
Nie dostanie już bez karty!

R jak Rękawka
"Rękawki" nie będzie. Jak się informujemy, tradycyjna „Rękawka", która corocznie ściąga na
wzgórza Krzemionek podgórskich tłumy Krako­wian, żądnych swawolnej rozrywki, w tym roku — podobnie jak w zeszłym, z powodu za­kazu komendy twierdzy — nie odbędzie się.


Ś jak Śmierć Andrzeja Mielewskiego
Śmierć nielitościwie nawiedza teatr miejski. Ledwie złożono do grobu ciało śp, Pawlikowskiego,
drużyna artystów odprowadziła na cmentarz śp. Spitziara. I znów pogrzebne dzwony bić będą, kiedy barki towarzyszów odniosą na miejsce wie­cznego spoczynku śp. Andrzeja Mielewskiego.
Po długiej, dolegliwej chorobie, która jak skry­ty wróg nieustannie podkopywała organizm zma­rłego, zamknął oczy ten niepospolity artysta, z którego imieniem wiąże się wspomnienie wielu
pierwszorzędnych kreacyi. Scena nasza traci w śd. Mielewskim artystę wysokiej miary, umiejące­
go nadać wyraz dramatycznej potęgi kreacyom w całym szeregu dzieł wielkiego repertuaru.
Po kilkuletniej praktyce scenicznej na prowincyi, Mielewski pracował kolejno we Lwowie, Stanisławowie, a następnie w Krakowie, dokąd go powołał w roku 1893 dyr. Pawlikowski. Tu —
dzięki niezmordowanej pracy i prawdziwemu za­pałowi wspartemu twórczym talentem — rozwi­nął w całej pełni swą aktorską działalność, zdo­bywając pierwszorzędne stanowisko lako odpowedzialny odtwórca ról heroicznych bohaterów.
Ale nietylko w kierunku tragicznym ujawnił zmarły pierwszorzędny talent — zadziwiał rów­nież niejednokrotnie wielką plastyką figur cha­rakterystycznych. Scena krakowska przed 10 laty rozstała się na czas dłuższy z doskonałym arty­stą, który podążył do Lodzi w r. 1906, gdzie pracował najpierw przez kilka lat pod dyrekcyą Zelwerowicza, a następnie prowadził samodzielnie Teatr popularny.
Przed trzema laty śp Andrzej Mielewski po­wrócił na scenę krakowską po objęciu teatru przez dyr. Pawlikowskiego, z nim zaś powróciły na scenę wielkie kreacye repertuaru Słowackiego, Wyspiańskiego itd.
Scena krakowska przez śmierć śp. Mielewskie­go ponosi dotkliwą stratę Z jej zespołu, osłabio­nego już i tak przez wypadki wojenne, ubywa jeden 7 najpoważniejszych artystów, który chlub­nie zapisał się w pamięci Krakowa jako talent, obdarzony niepospolitą siłą twórczą.
Pogrzeb i. p. A, Mielewskiego, artysty teatru miejskiego odbędzie się w dniu dzisiejszym z domu przy ul. Pańskiej 1. 14, o godz. 3 po poł.

 T jak Tani sklep polski.
Dwie organizacye społeczne krakowskie: „Szwalnia ochrony kobiet" i „Szwalnia dla dotkniętych wojną", założyły celem jak najszerszego zbytu swoich wyrobów wspólny sklep pod nazwą: „Tani sklep polski", który mieści się przy pl. Maryackim 1. 3 . Wczo­raj odbyło się oświęcenie lokalu nowej placów­ki handlowej przy udziale licznego grona pań, reprezentantek Stowarzyszeń kobiecych, pracują­cych w dziedzinie przemysłu. Tani sklep polski, otwarty i urządzony narazie w skromnych roz­miarach, prowadzi konfekcyę damską i dziecinną, bieliznę, pantofle sukienne i gorsety. Polskie po­chodzenie towaru i najtańsze ceny zapewnią nie­wątpliwie nowej naszej placówce handlow jej trwale powodzenie.

T jak Tłuszcz i mydło z winogron.
Wojna zwróciła naszą uwagę na krajowych „dostawców" oleju ze świata roślinnego. W Austryi przejął rząd większe zbiory winogron, z roku 1915, które zakupiła specyalna centrala dla tłu­szczów i olejów, troszcząc się dalej o sposób zużycia otrzymanych z nich tłuszczów. W Ameryce wyrób oleju z winogronowych ziarn rozpoczęto na wielką skalę właśnie w roku 1914, a w roku następnym produkcya oleju winogronowego wy­nosiła około 650.00 funtów. Z oleju winogronowego otrzymuje się przez odpowiednią destylacyę bardzo smaczny olej sto­łowy, jako zaś uboczny produkt olej, z którego można wyrabiać mydło.

W jak Włamanie.
 Ubiegłej nocy włamali się nieznani sprawcy do sklepiku owocowego Dawida Gronnera przy ul. Floryańskiej 1. 57 i skradli towa­rów wartości około 200 koron. Złodzieje dostali się do lokalu przez okno, wychodzące na ul. Pijarską, rozbijając kamieniem żaluzyę.
 
Z jak "Zemsta Kasznura"
Z teatru miejskiego komunikują:
"Prima Aprilis" przyniesie w tym roku dzieciom miłą niespodziankę, Będzie nią "kolorowa"
baśń wschodu: „Zemstą Kasznura". Sztuka, osnuta na tle bajki Hauffa przez Zofię Rogoszównę, ilustrowana śliczną muzyką prof. Swierzyńskiego i urozmaicona całym szeregiem ewolucyi i tańców (nokturn żab, fantazya turecka, ta­niec czarowników i t. p.), sprawi niezawodnie wiele radości dzieciom, spragnionym rozrywki, odpowiedniej dla ich wieku. W tańcach, układu prof. Dolińskiego i panny Niny Doili, biorą udział najzdolniejsze uczenice konserwatoryum tanecznego. Urok sztuki pod ­
niosą jeszcze bogate stroje, które dyrekcya, nie szczędząc nakładu, sprowadziła z Drezna. Sztukę
zapowiedział bajeczny afisz p. Gramatyki-Ostrowskiej, który codziennie ściąga tłumy widzów
przed wystawą magazynu firmy Fischera w Ryn­ku Głównym.



Z jak "Zemsta Kasznura" ponownie
Z teatru miejskiego. Ulegając miłemu naci­skowi ze strony rodziców, którzy radzi by poka­zać, "Zemstę Kasznura" swoim maleństwom w chwilach wolnych od zajęć, przeznacza dyrekcya teatru dzisiejsze (niedzielne) popołudnie na reprezentacyę tej sztuki, a w poniedziałek daje "Pigmaliona" Shava, który ostatnio zapełnił wi­downię doszczętnie.

Wędrując ulicą Dolnych Młynów - sklep pana Mola

W ciepły kwietniowy wieczór zapraszam do wędrówki ulicą Dolnych Młynów. Na sam jej początek tuż przy ulicy Krupniczej. Pogrążamy się w czasy nie tak odległe jak zawsze.  Są to lata 60-te lub 70-te. Na pewno znajdzie się ktoś kto pamięta jeszcze zapach i dźwięk tamtego Krakowa...

Jednopiętrowy dom  z szerokim jak brama podmiejskiej karczmy zajazdem. Dolnych Młynów 3.

"Cukry. Owoce. Nabiał. Edward Moll."



Sklep istniał od końca lat 20-tych. Nazywany był wcześniej "Sklepem Towarów Kolonialnych". Wyobraźnia człowieka marzącego i wymyślającego nigdy nie wygra ze wspomnieniami rzeczywistymi pisarza.
Oddaje głos Joannie Olczak-Ronikier


"Ten slepik, istniejący od roku 1927, był platońską ideą podobnych sklepików. Mieścił się parę kroków od swojej konkurentki, pani Mazgajewskiej (...)

Ale każdy, kto trafił do Mola, pozostawał mu wierny na zawsze. Już wystawa we frontowym oknie na parterze zapowiadała rustykalną ucztę: z ogromnego wiklinowego kosza wysypywały się niezliczone bułeczki, kajzerki, plecionki, rogaliki, obsypane makiem albo czarnuszką, sztangle i obwarzanki z krysztalikami soli na grzbiecie. Obok, w białym płótnie leżał rozkrojony na pół, wilgotny biały ser. A w glinianej misie piramida złotoróżowych jabłek.

 Do kupna zachęcały tekturki, na których ktoś kopiowym ołówkiem napisał: "wspaniałe jabłka, świeże bułki, pyszny ser".
Wnętrze sklepu było niby takie same jak u Mazgajewskiej, ale o wiele bardziej luksusowa. Ciemnawa niewielka przestrzeń. Po prawej stronie od wejścia skrzynki z jarzynami i owocami. Na ścianie usytuowanej naprzeciwko lady beczki z kiszoną kapustą i ogórkami, półki a na nich w szklanych słojach kasze najrozmaitszych gatunków, fasola, groch, marynaty. 



W glinianych garnkach powidło śliwkowe, obok butelki z zakiszonym barszczem czerwonym i białym, soki owocowe, wieńce suszonych grzybów, prawdziwków i podgrzybków. Stojąc pod ladą, widziało się po lewej stronie ścianę zastawioną aż pod sufit wiązkami drewna opałowego. W ścianie mieściło się wejście do tajemniczych izb, gdzie znikali czasem właściciele, wynosząc kolejne sterty produktów. Ale najważniejszy był front. Czyli dębowa lada, zza której obsługiwał gości pan Mol.




Za plecami miał typową dla ówczesnych sklepów kolonialnych aptek czy czy drogerii solidną dębową konstrukcję złożoną z szuflad i szufladek, półek i półeczek, oszklonych szaf i szafeczek. Tam ukrywały się te wszystkie tajemnicze "towary kolonialne": pieprz, wanilia cynamon, rodzynki, migdały."



Były jeszcze puszki z herbatą i kawą, cukierki z cukru farbki i krochmalu, mistyczny Chińczyk i życzliwy Pan Mol, o którym więcej możecie przeczytać w książce pani Joanny "Wtedy. O powojennym Krakowie", którą serdecznie polecam. Dla miłośników dawnego Krakowa lektura obowiązkowa!



Wszystkie zdjęcia pochodzą z archiwum Muzeum Historii Fotografii.

 P. S. Alfabet Prasowy będzie, nadrobię! Sezon turystyczny rozpoczął się na dobre i pozostaje pisanie wyłącznie po nocach :(. Trzymajcie kciuki, żeby przynajmniej raz w tygodniu jakiś post był!