Jak i jakiego w Krakowie Ratusza nie zbudowano

Jak wiemy Kraków jest jednym z nielicznych miast gdzie nie ma Ratusza. W 1817 r. ówczesne władze stwierdziły, że: "Ponieważ część gmachu starym ratuszem zwanego oddawna na spichrze obrócona, ponieważ w stanie opustoszałym znajduje się: te więc spichrza mają być zburzonemi." Miał być zburzony tylko spichlerz, ale tak się zapędzili, że zrównali z ziemią wszystko oprócz wieży. Odtąd nie mamy Ratusza, tylko tzw. Magistrat.

Mało natomiast kto wie, że na początku XX w. były plany zbudowania nowego Ratusza. Dnia 16 lipca 1903 r. Rada Miasta uchwaliła, że nowy gmach zostanie wzniesiony na placu św. Ducha z pewnymi zastrzeżeniami: po pierwsze - fasada główna ma być zwrócona ku płacowi;  po drugie -  "aby ulica Szpitalna miała najmniej 17, ulica św. Marka najmniej 14, ulica św. Krzyża najmniej 10 metrów szerokości"; po trzecie - Ratusz ma być trzypiętrowy na wysokich suterenach.

Wybór stylu dowolny.  Koszta budowy, bez urządzenia, ogrzewania i oświetlenia nie mogły przekroczyć sumy 1 mln koron. Wnętrze miało obejmować: lokale dla reprezentacji gminnej, lokale dla prezydium miasta, biura Magistratu główne i pomocnicze, mieszkania dozorcy Ratusza, portiera i służby; dziedziniec lub dziedzińce dostępne z ulic przyległych.

Wybrane projekty:

ARCHITEKT SŁAWOMIR ODRZYWOLSKI W KRAKOWIE 
Projekt Odrzywolskiego zakładał, że Ratusz będzie główną dominantą na pl. św. Ducha, kościół św. Krzyża niejako na drugim planie, ale w całości widoczny z chodnika ulicy Szpitalnej :), "...dla wypoczynku i wytchnienia radnych o obok sali radnej będzie osobne foyer z terasą od placu teatralnego". Wszystko owiane będzie duchem Renesansu.
Projekt i usytuowanie Ratusza. Dodatkowo zdjęcie Państwowej Szkoły Przemysłowej przy al. Mickiewicza projektu S. Odrzywolskiego


ARCHITEKT ALFONS GRAVIER W PARYŻU
Według tego projektu główna fasada zajmuje środek placu św. Ducha, a część boczną tworzy oficynę. Kościół w niczym nie zawadza Ratuszowi. Po środku placu ma stać pomnik lub figura. "Ratusz będzie miał dwa wejścia: jedno główne pod wieżą,  drugie boczne z ulicy św. Krzyża. Sala posiedzeń będzie w formie amfiteatru. W górnej części tej sali z wchodem z drugiego piętra znajdują się galerie i loże dla widzów." (?).


Projekt i usytuowanie Ratusza. Dodatkowo zdjęcie Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie projekt A. Gravier

ARCHITEKCI TADEUSZ STRYJEŃSKI I FRANCISZEK MĄCZYŃSKI W KRAKOWIE.
 "Z powodu rozszerzenia się placu ku ulicy Szpitalnej, od tej ulicy umieszczono najszerszą część budynku. Spadek terenu ku ulicy św. Krzyża zużytkowano w ten sposób, iż sutereny nie zagłębiają się w teren, lecz stanową  pierwszą kondygnację ponad terenem. Wjazd od strony ul. św. Krzyża, wyjazd na ulicę św. Marka poprzez obydwa podwórza. "
Bajkowy Ratusz!!!

Projekt i usytuowanie Ratusza. Dodatkowo zdjęcie Domu po Globusem projekt T.Stryjeński i F. Mączyński

ARCHITEKT SYLWESTER PAJZDERSKI W CHARLOTTENBURGU.
Główne wejście jest z placu św. Ducha na narożniku ul. Szpitalnej. Jako materiał fasadowy dla głównych fasad, oraz dla wszystkich form architektonicznych — piaskowiec, przy ulicach bocznych — tynk, a na pokrycie dachów — czerwoną dachówkę.

Projekt i usytuowanie Ratusza. Dodatkowo zdjęcie Ratusza w Kaliszu projekt S.Pajzderski

ARCHITEKT WŁADYSŁAW EKIELSKI W KRAKOWIE.
"Ul. św. Krzyża, dziś nie ludna, po wybudowaniu ratusza drugą po ul. Szpitalnej będzie bardzo ważną arterią komunikacyjną, stanowić ona bowiem będzie najkrótsze połączenie tego punku miasta z ulicą Grodzką i Kazimierzem i odejmie znaczną część ruchu osobowego i wozowego przez już i tak dziś bardzo ruchliwą a nie dość szeroką ul. Szpitalną." (...)
"Klatka schodowa zewnętrza stanowi osobliwą ozdobę budynku, "ale nadto w czasie niezwykłych uroczystości stanowić będzie motyw wysoko dekoratywny i barwny; może kiedyś Rada miejska z Burmistrzem i Zastępcami swymi na czele idąc na ratusz krakowski widzianą tu i witaną będzie przez lud krakowski!!!"(...)
Budowa, która nie mogłaby być gdzie indziej jak w Krakowie postawiona!
Faktycznie, ni to Sukiennice ni to Collegium Maius...

Projekt i usytuowanie Ratusza. Dodatkowo zdjęcie Domu Sujskiego na pl. Wszystkich Świętych  projekt W. Ekielski.
ARCHITEKT WINCENTY DYLEWSKI W BERLINIE.
"Wejść ma budynek 4, t. j.: główne w pośrodku frontu, poboczne z ulicy Szpitalnej, tylne w pośrodku fasady przy ulicy św. Marka i w lewym skrzydle frontowym, prowadzące do pomieszczeń znajdujących się w  suterenach".
Dachy mają być odpowiednio do stylu wysokie, pokryte zwyczajną dachówką, wieża i wieżyczki pokryte miedzią.
U głównego wejścia umieszczone są dla ozdoby pod baldachimami 4 figury z kamienia, które mogłyby przedstawiać królów Kazimierza, Jagiełłę, Jadwigę i Zygmunta Starego. W pośrodku szczytu frontowego wykuty herb miasta Krakowa."


ZGADNIJCIE, KTÓRE DWA PROJEKTY ZAKUPIONO? 

Ratusza nie zbudowano, gdyż ciągle nie mogli dopasować projektu. Wydawał się być nie odpowiedni do Krakowa, skarżono się, że jest nazbyt kosmopolityczny, a sama realizacja bardziej pasowałaby do budynków municypalnych Nicei, czy Bukaresztu. Później wybuchła I wojna światowa, a jeszcze później na miejscu ratusza powstał pierwszy w Krakowie dworzec autobusowy...

Na podstawie miesięcznika "Architekt" numer 1-2 z 1904 r.

Alfabet prasowy - kwiecień 1916

Nie wiem, jak to się stało, że tuż po marcu nastał maj. Kwietnia jakby nie było. Kilka książek, spora ilość grup i tyle. Nic znaczącego.
W 1916 r. w kwietniu też nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego. Wojna dalej trwa i wszyscy dookoła mówią, że trwać będzie przynajmniej z pięć lat.


PISOWNIA ORYGINALNA 
Na podstawie "IKC"  z 1916 r. z MBC

A jak Aleksander Dumas, jako prorok wojny światowej.
Co pewien czas dowiadujemy się, że wiele znakomitych umysłów przeszłości przewidywało
i przepowiadało dzisiejszą wojnę. Paryski „Figaro" przypomina; że we wstępie do romansu "Monsieur Alphonse" Aleksandra Dumasa (syna) znajduje się przepowiednia wojny światowej.
Nie z armią 200.000 lub 300.000 brzmią słowa przepowiedni — wstąpią narody w szran­ki bojowe przeciwko sobie. Z milionowemi ar­miami, które zdepczą tak ziemię, że nie będzie ona mogła ich wyżywić, zaczną bój ze sobą na­ rody. Wiedza ludzka uczyni tak wielkie postępy, że ludzie walczyć będą na ziemi i pod ziemią, na wodzie i pod wodą, a może i w powietrzu. Całe miasta będą stać w płomieniach, całe części świata będą wysadzane w powietrze". Jak widzimy, przemilczał Dumas w swej przepowiedni (może rozmyślnie) o gazach trujących i zatapianiu okrętów handlowych.

C jak Czas 
Który czas ?..
Czas środkowej Europy
Wkrótce będzie zastąpiony
Przez czas letni, który jednak
Też ma swe ujemne strony.
Każdy ma je: czas słoneczny,
Czas zimowy, lub jesienny.
Jeden tylko bez zarzutu
Jest, a to czas... nie-wojenny  

D jak Denuncjacja
Przed rokiem nie­jaki Mojżesz Klein doniósł listownie do komen­dy twierdzy w Krakowie, że w mieszkaniu Izra­ela Weismanna, poddanego rosyjskiego, schodzą się potajemnie obcy poddani. Rewizya domowa, przeprowadzona w myśl doniesienia, wykazała bezpodstawność zarzutu, a dalsze śledztwo stwier­dziło, że Klein zrobił doniesienie z zemsty na Weismanna, który za zaległe procenty groził mu egzekucyą. Za fałszywą denuncjację sąd krakow­ski skazał Kleina n a 5 miesięcy ciężkiego wię­zienia. Klein wniósł odwołanie od wyroku. W czwartek, jak podają pisma wiedeńskie, trybunał kasacyjny rozpatrywał tę sprawę i zażalenie od­rzucił.


G jak "Gościnne występy" Kasi i Zosi
Ostatnimi dniami uwijały się na bruku kra­kowskim dwie eleganckie „damy" , które pod po­zorem wynajęcia umeblowanego pokoju — nawiedzały mieszkania zamożniejszych osób w śród­mieściu. W „operacyach" tych, sprytnie uplanowanych, sprzyjało do pewnego czasu młodocia­nym damom szczęście...
Bardzo często bowiem, pytając się o pokój, nie zastawały w domu nikogo prócz służby, którą udawało się sprytnym oszustkom wyprowadzić w pole...
Dźwięcznym głosem szczebiotały piękne dzieweczki o znajomości i przyjaźni, jaka miała ich łączyć
z gospodarzami nawiedzonych domów, poczem niewinnie „prosiły" o kawałek papieru dla napi­sania paru słów pod adresem gospodarzy. „ Proś­bom" tym z reguły nie odmawiano. Służba pro­wadziła piękne „damy" do apartamentów, poda­wała papier, atrament i pióro i usuwała się dy­skretnie, nie przeszkadzając w pisaniu .. korespondencyi. Że taka korespondeneya kończyła się za­wsze kradzieżą cennych przedmiotów zbyteczne dodawać. 
 W krótkim czasie ofiarą tych »występów" wy­rafinowanych oszustek padły liczne znane domy w Krakowie.
I tak:
U p. N . Wasungowej, zamieszkałej przy ul. Garncarskiej, skradły oszustki srebrną cukierniczkę, w stylu zakopiańskim, napełnioną... dro­gocennym artykułem, bo... cukrem.
U adwokata dra Silbersteina „zabrały" obiecu­jące dziewczątka „tylko" brylantową broszkę, wartości przeszło 1000 koron i inne koszto­wności.
Wyprawa do p. Gołuchowskiej, zamieszkałej przy ul. Wolskiej, nie przyniosła takich rezulta­tów, jakich Kasia i Zosia — takie bowiem miały imiona — spodziewały się. Sprzątnęły tylko bezwartościową torebkę damską, w której — co za przeklęty pech! — znalazły, nie pieniądze, lecz
kartę legitymacyjną na pobyt w twierdzy.
Wreszcie "pofatygowały" się Kasia i Zosia na Rynek Kleparski 1. 7, do niejakiej p. Łękawy, której zarekwirowały kilkadziesiąt koron w gotówce.
Śledztwo.
Zawiadomiona o tych „gościnnych występach" pięknej Kasi i uroczej Zosi Dyrekcya policyi —
puściła w ruch aparat śledczy w osobie inspek­tora policyjnego, p. Schimsheitnera, któremu nie­bawem udało się ująć sprytne oszustki.
Kasia i Zosia są siostrami. Pierwsza liczy lat 17, druga zaledwie lat 15. Nazywają się Głowa­ckie i pochodzą z Krakowa.

Przeprowadzone szczegółowo śledztwo wykazało dalej, iż z Kasią i Zosią „pracowała" również niejaka Karolcia Borkowska, mająca już poza sobą burzliwą przeszłość, która przeczuwając zbliżające się niebezpieczeństwo — czmychnęła celem wytchnienia do Zakopanego,
gdzie na polecenie krakowskiej Dyrekcyi policyi oszustkę aresztowano.
Co mówią: Kasia i Zosia. Przesłuchane "pod tęlegrafem", Głowackie przyznały się do popełnionych kradzieży, bro­szkę brylantową zastawiły w miejskim lombar­dzie za 200 koron, zaś kartkę zastawniczą spa­liły. Za uzyskane w ten sposób pieniądze kupiły sobie eleganckie buciki i szerokie sukienki. Srebrną cukierniczkę sprzedały za 5 koron, za pie­niądze te kupiły bilety do jednego z kinemato­grafów krakowskich.
Aresztowanie Kasi nastąpiło w Wielką Sobotę, zaś młodziutkiej Zosi, która przez święta bawiła
z Borkowską w Zakopanem — dopiero we wto­rek po świętach." 

J  jak Jaja
Zaopatrzenie Krakowa w jaja. Zarząd miejskich Zakładów aprowizacyjnych podaje do publicznej wiadomości, że Mleczarnia miejska roz­pocznie w sklepach swych, od poniedziałku t. j. 3 kwietnia b. r. hurtowną i częściową sprzedaż jaj po następujących cenach; za 1 jajo 13 hale­rzy, za kopę jaj 7 Kor. 60 hal., za skrzynię, zawierającą 1440 jaj 175 Kor. Gwarantuje się za świeżość jaj. Zamówienia przyjmuje miejskie Biuro aprowizacyjne, ul. Poselska 1. 12, parter.

K jak Kolonie w Parku Jordana
Z m. urzędu Zdrowia komunikują: Osoby pragnące oddać swe dzieci na lato do półkolonii w parku Jordana, zgłaszać się mają w celu badania i zapisu dzieci u odpowiedniego lekarza miejskiego. Należy przynieść ze sobą na wizytę lekarską spisane na kartce wagę dziecka, dokładną datę urodzin i 2 korony wpisowego.

K jak Kozie mleko.
W celu zapobieżenia brakowi mleka na przy­szłą zimę, poleciły władze niemieckie, by ludność
osiadła na roli pomyślała uż teraz o możliwie jak największem pomnożeniu ilości kóz. Szerokie koła, mianowicie uboższej ludności można uchro­nić przed brakiem mleka przez chów, wymaga­jących stosunkowo mało paszy, "tych krów ubogich ludzi".
Hodowcy kóz powinni więc wszystkie koźlęta i kózki wychowywać. W celu ułatwienia tego minister rolnictwa wydał cały szereg rozporzą­dzeń, mających być przeprowadzonemi przez Iz­by rolnicze w połączeniu ze stowarzyszeniami hodowli kóz. Do takich rozporządzeń więc należy wyznaczenie premii za wychów drugiego i trzeciego koźlęcia, pośrednictwo w sprzedaży zbycie koźląt, umieszczanie kóz na pastwiskach.
Izby rolnicze, którym dano do dvspozycyi odnośne fundusze, zwrócą się w najbliższym czasie do hodowców z odnośnymi komunikatami. Ponieważ liczyć można na wysokie ceny i pokup koźląt, w interesie hodowców kóz leży, a ekonomicznie jest odpowiedniejszem, aby mleka koziego jak najmniej sprzedawali, a jak najwięcej koźląt wychowywali.

M jak Mała matura
W gimnazyum reałnem (IV) odbędzie się t. zw. mała m a t u ra eksternistów i eksternistek w dniach 12, 13 i 14 bm , tj. we środę, czwartek i piątek przyszłego tygodnia. Interesowani mają przed rozpoczęciem egzaminu złożyć taksę koron 50, a w dniach egzaminu zgłaszać się pun­ktualnie o g. 8 rano.

P jak Pożary.
W dniu wczorajszym zlokalizowała miejska straż pożarna kilka pożarów, przeważnie kominowych, między innymi przy ulicy Grodz­kiej 1. 33, ul. Dajwór 1. 6, ul. Dietla 1. 33, ul. Krakowskiej 1. 39, ul. Kupa 1. 1 i przy ul. Czarnowiejskiej 1. 91.

P jak Przestroga.
Która chce mieć kawalera,
Niech zabiega nie na żarty,
Bo niebawem nawet męża
Nie dostanie już bez karty!

R jak Rękawka
"Rękawki" nie będzie. Jak się informujemy, tradycyjna „Rękawka", która corocznie ściąga na
wzgórza Krzemionek podgórskich tłumy Krako­wian, żądnych swawolnej rozrywki, w tym roku — podobnie jak w zeszłym, z powodu za­kazu komendy twierdzy — nie odbędzie się.


Ś jak Śmierć Andrzeja Mielewskiego
Śmierć nielitościwie nawiedza teatr miejski. Ledwie złożono do grobu ciało śp, Pawlikowskiego,
drużyna artystów odprowadziła na cmentarz śp. Spitziara. I znów pogrzebne dzwony bić będą, kiedy barki towarzyszów odniosą na miejsce wie­cznego spoczynku śp. Andrzeja Mielewskiego.
Po długiej, dolegliwej chorobie, która jak skry­ty wróg nieustannie podkopywała organizm zma­rłego, zamknął oczy ten niepospolity artysta, z którego imieniem wiąże się wspomnienie wielu
pierwszorzędnych kreacyi. Scena nasza traci w śd. Mielewskim artystę wysokiej miary, umiejące­
go nadać wyraz dramatycznej potęgi kreacyom w całym szeregu dzieł wielkiego repertuaru.
Po kilkuletniej praktyce scenicznej na prowincyi, Mielewski pracował kolejno we Lwowie, Stanisławowie, a następnie w Krakowie, dokąd go powołał w roku 1893 dyr. Pawlikowski. Tu —
dzięki niezmordowanej pracy i prawdziwemu za­pałowi wspartemu twórczym talentem — rozwi­nął w całej pełni swą aktorską działalność, zdo­bywając pierwszorzędne stanowisko lako odpowedzialny odtwórca ról heroicznych bohaterów.
Ale nietylko w kierunku tragicznym ujawnił zmarły pierwszorzędny talent — zadziwiał rów­nież niejednokrotnie wielką plastyką figur cha­rakterystycznych. Scena krakowska przed 10 laty rozstała się na czas dłuższy z doskonałym arty­stą, który podążył do Lodzi w r. 1906, gdzie pracował najpierw przez kilka lat pod dyrekcyą Zelwerowicza, a następnie prowadził samodzielnie Teatr popularny.
Przed trzema laty śp Andrzej Mielewski po­wrócił na scenę krakowską po objęciu teatru przez dyr. Pawlikowskiego, z nim zaś powróciły na scenę wielkie kreacye repertuaru Słowackiego, Wyspiańskiego itd.
Scena krakowska przez śmierć śp. Mielewskie­go ponosi dotkliwą stratę Z jej zespołu, osłabio­nego już i tak przez wypadki wojenne, ubywa jeden 7 najpoważniejszych artystów, który chlub­nie zapisał się w pamięci Krakowa jako talent, obdarzony niepospolitą siłą twórczą.
Pogrzeb i. p. A, Mielewskiego, artysty teatru miejskiego odbędzie się w dniu dzisiejszym z domu przy ul. Pańskiej 1. 14, o godz. 3 po poł.

 T jak Tani sklep polski.
Dwie organizacye społeczne krakowskie: „Szwalnia ochrony kobiet" i „Szwalnia dla dotkniętych wojną", założyły celem jak najszerszego zbytu swoich wyrobów wspólny sklep pod nazwą: „Tani sklep polski", który mieści się przy pl. Maryackim 1. 3 . Wczo­raj odbyło się oświęcenie lokalu nowej placów­ki handlowej przy udziale licznego grona pań, reprezentantek Stowarzyszeń kobiecych, pracują­cych w dziedzinie przemysłu. Tani sklep polski, otwarty i urządzony narazie w skromnych roz­miarach, prowadzi konfekcyę damską i dziecinną, bieliznę, pantofle sukienne i gorsety. Polskie po­chodzenie towaru i najtańsze ceny zapewnią nie­wątpliwie nowej naszej placówce handlow jej trwale powodzenie.

T jak Tłuszcz i mydło z winogron.
Wojna zwróciła naszą uwagę na krajowych „dostawców" oleju ze świata roślinnego. W Austryi przejął rząd większe zbiory winogron, z roku 1915, które zakupiła specyalna centrala dla tłu­szczów i olejów, troszcząc się dalej o sposób zużycia otrzymanych z nich tłuszczów. W Ameryce wyrób oleju z winogronowych ziarn rozpoczęto na wielką skalę właśnie w roku 1914, a w roku następnym produkcya oleju winogronowego wy­nosiła około 650.00 funtów. Z oleju winogronowego otrzymuje się przez odpowiednią destylacyę bardzo smaczny olej sto­łowy, jako zaś uboczny produkt olej, z którego można wyrabiać mydło.

W jak Włamanie.
 Ubiegłej nocy włamali się nieznani sprawcy do sklepiku owocowego Dawida Gronnera przy ul. Floryańskiej 1. 57 i skradli towa­rów wartości około 200 koron. Złodzieje dostali się do lokalu przez okno, wychodzące na ul. Pijarską, rozbijając kamieniem żaluzyę.
 
Z jak "Zemsta Kasznura"
Z teatru miejskiego komunikują:
"Prima Aprilis" przyniesie w tym roku dzieciom miłą niespodziankę, Będzie nią "kolorowa"
baśń wschodu: „Zemstą Kasznura". Sztuka, osnuta na tle bajki Hauffa przez Zofię Rogoszównę, ilustrowana śliczną muzyką prof. Swierzyńskiego i urozmaicona całym szeregiem ewolucyi i tańców (nokturn żab, fantazya turecka, ta­niec czarowników i t. p.), sprawi niezawodnie wiele radości dzieciom, spragnionym rozrywki, odpowiedniej dla ich wieku. W tańcach, układu prof. Dolińskiego i panny Niny Doili, biorą udział najzdolniejsze uczenice konserwatoryum tanecznego. Urok sztuki pod ­
niosą jeszcze bogate stroje, które dyrekcya, nie szczędząc nakładu, sprowadziła z Drezna. Sztukę
zapowiedział bajeczny afisz p. Gramatyki-Ostrowskiej, który codziennie ściąga tłumy widzów
przed wystawą magazynu firmy Fischera w Ryn­ku Głównym.



Z jak "Zemsta Kasznura" ponownie
Z teatru miejskiego. Ulegając miłemu naci­skowi ze strony rodziców, którzy radzi by poka­zać, "Zemstę Kasznura" swoim maleństwom w chwilach wolnych od zajęć, przeznacza dyrekcya teatru dzisiejsze (niedzielne) popołudnie na reprezentacyę tej sztuki, a w poniedziałek daje "Pigmaliona" Shava, który ostatnio zapełnił wi­downię doszczętnie.

Wędrując ulicą Dolnych Młynów - sklep pana Mola

W ciepły kwietniowy wieczór zapraszam do wędrówki ulicą Dolnych Młynów. Na sam jej początek tuż przy ulicy Krupniczej. Pogrążamy się w czasy nie tak odległe jak zawsze.  Są to lata 60-te lub 70-te. Na pewno znajdzie się ktoś kto pamięta jeszcze zapach i dźwięk tamtego Krakowa...

Jednopiętrowy dom  z szerokim jak brama podmiejskiej karczmy zajazdem. Dolnych Młynów 3.

"Cukry. Owoce. Nabiał. Edward Moll."



Sklep istniał od końca lat 20-tych. Nazywany był wcześniej "Sklepem Towarów Kolonialnych". Wyobraźnia człowieka marzącego i wymyślającego nigdy nie wygra ze wspomnieniami rzeczywistymi pisarza.
Oddaje głos Joannie Olczak-Ronikier


"Ten slepik, istniejący od roku 1927, był platońską ideą podobnych sklepików. Mieścił się parę kroków od swojej konkurentki, pani Mazgajewskiej (...)

Ale każdy, kto trafił do Mola, pozostawał mu wierny na zawsze. Już wystawa we frontowym oknie na parterze zapowiadała rustykalną ucztę: z ogromnego wiklinowego kosza wysypywały się niezliczone bułeczki, kajzerki, plecionki, rogaliki, obsypane makiem albo czarnuszką, sztangle i obwarzanki z krysztalikami soli na grzbiecie. Obok, w białym płótnie leżał rozkrojony na pół, wilgotny biały ser. A w glinianej misie piramida złotoróżowych jabłek.

 Do kupna zachęcały tekturki, na których ktoś kopiowym ołówkiem napisał: "wspaniałe jabłka, świeże bułki, pyszny ser".
Wnętrze sklepu było niby takie same jak u Mazgajewskiej, ale o wiele bardziej luksusowa. Ciemnawa niewielka przestrzeń. Po prawej stronie od wejścia skrzynki z jarzynami i owocami. Na ścianie usytuowanej naprzeciwko lady beczki z kiszoną kapustą i ogórkami, półki a na nich w szklanych słojach kasze najrozmaitszych gatunków, fasola, groch, marynaty. 



W glinianych garnkach powidło śliwkowe, obok butelki z zakiszonym barszczem czerwonym i białym, soki owocowe, wieńce suszonych grzybów, prawdziwków i podgrzybków. Stojąc pod ladą, widziało się po lewej stronie ścianę zastawioną aż pod sufit wiązkami drewna opałowego. W ścianie mieściło się wejście do tajemniczych izb, gdzie znikali czasem właściciele, wynosząc kolejne sterty produktów. Ale najważniejszy był front. Czyli dębowa lada, zza której obsługiwał gości pan Mol.




Za plecami miał typową dla ówczesnych sklepów kolonialnych aptek czy czy drogerii solidną dębową konstrukcję złożoną z szuflad i szufladek, półek i półeczek, oszklonych szaf i szafeczek. Tam ukrywały się te wszystkie tajemnicze "towary kolonialne": pieprz, wanilia cynamon, rodzynki, migdały."



Były jeszcze puszki z herbatą i kawą, cukierki z cukru farbki i krochmalu, mistyczny Chińczyk i życzliwy Pan Mol, o którym więcej możecie przeczytać w książce pani Joanny "Wtedy. O powojennym Krakowie", którą serdecznie polecam. Dla miłośników dawnego Krakowa lektura obowiązkowa!



Wszystkie zdjęcia pochodzą z archiwum Muzeum Historii Fotografii.

 P. S. Alfabet Prasowy będzie, nadrobię! Sezon turystyczny rozpoczął się na dobre i pozostaje pisanie wyłącznie po nocach :(. Trzymajcie kciuki, żeby przynajmniej raz w tygodniu jakiś post był!

Alfabet prasowy 12-18 marca 1916 r.

Jak widać alfabet za alfabetem. Żadnego innego postu nie udało się wyprodukować z powodu grypy i jeszcze gorszych niż ona powikłań. Pierwszy raz miałam tak, że przespałam prawie cały tydzień z osłabienia. Mogę spokojnie zostać adeptką świadomego śnienia - mnóstwo pięknych pomysłów na życie swoje i innych wyśniłam. Czas się obudzić i je realizować - tu ukłon w stronę Liezi.

W połowie marca 1916 r. Kraków obawiając się różnych chorób zakaźnych wprowadza nakaz posiadania przepustek dla osób przybywających do miasta. Poza tym ciągle problemy z aprowizacją. Gospodynie domowe muszą uprawiać "formalny run" na sklepy...

PISOWNIA ORYGINALNA 
Na podstawie "IKC"  z 1916 r. z MBC i "Nowej Reformy" z JBC.

A jak Alkoholizm
"Z "Eleuteryi". Dzisiaj o godzinie 7 wieczorem w lokalu przy ulicy Karmelickiej L. 21 odbędzie się wykład profesora A. Zawadowskiego na temat:  "Odrodzenie gospodarczo-narodowe a alkoholizm i nikotynizm". Wstęp bezpłatny dla członków i wprowadzonych przez nich gości."
Nowa Reforma

C jak Choroba zakaźna
"Przeciwko przewleczeniu chorób zakaźnych do Krakowa. Donieśliśmy o rozporządzeniu komendy twierdzy krakowskiej, iż celem zapobieżenia przewleczeniu chorób zakaźnych do rejonu fortecznego, od dnia 15 b. m. wszystkie osoby cywilne, przybywające do miasta z okolic, nawiedzonych powyższemi chorobami, muszą się wykazać na dworcu osobowym poświadczeniem władzy politycznej, że są wolne od pasożytów skórnych i poświadczeniem szczepienia przeciwko ospie, dokonanego w ostatnich trzech latach. Wskutek tego polecenia, ekspozytura policyi krakowskiej przy wydawaniu przepustek, upoważniających do 8-dniowego pobytu w mieście, domaga się świadectw szczepienia ospy na razie od osób, przybywających z Nowego Sącza i okolicy. Interesowane osoby powinny we własnym interesie zwracać baczną uwagę na to zarządzenie.
Z powodu epidemii różnych zaraźliwych chorób, obecnie wojskowe urlopy do Galicyi wschodniej i środkowej są niedopuszczalne. Do Galicyi zachodniej (komenda wojskowa krakowska) otrzymują żołnierze urlopy z wyjątkiem powiatów:   bocheńskiego, nowo-sądeckiego i jasielskiego."
Nowa Reforma

C jak Cudowne ocalenie
"Dwuletni chłopczyk, Józio Jakus, bawiąc się na ganku pierwszego piętra w domu przy ul. Zwierzynieckiej  l. 5, oparł się o balaski, z których jedna spróchniała załamała się, a biedne dziecko spadło na kamienny dziedzi­niec. Józio prócz nieznacznych obrażeń zewnętrz­nych wyszedł zaiste cudem cało ze strasznego wypadku."
IKC

K jak Kradzież
"Kradzież puszek na składki. "Uwiadamiamy P. T. Publiczność, że ukradziono ze sklepów krakowskich kilka puszek z firmą "Rodzina Sieroca". Ponieważ "Rodzina Sieroca" nie zbiera składek drogą kwesty po domach i po ulicach, przeto ostrzega się publiczność przed możliwem nadużyciem".

M jak mąka
"Nie wolno sprzedawać mąki na obce karty.
Na murach miasta pojawiło się w dniu wczoraj­szym rozporządzenie Magistratu, postanawiające, iż z dniem 19 b. m. nie wolno sprzedawać kupcom w Krakowie mąki na obce karty chlebowe. Ważne są tylko karty chlebowe, zaopatrzone pie­czątką Magistratu krakowskiego."
IKC

N jak Nie ma tytoniu!
"Od pewnego czasu zapowiadano, co istotnie nastąpiło, że w naszem mieście zabraknie tytoniu.
Zawodowi „palacze", ci, dla których cygaro lub papieros stanowiło niezbędny artykuł codziennego użytku, zadrżeli na tę, tak niemiłą dla nich wiadomość. Bardziej przewidujący zdołali poro­bić większe zapasy tytoniu, większość jednak da­rem nie dobijała się do trafik, lecz tytoń, jak upewniają właściciele, wysprzedane. Zapowiedzia­ne przybycie do Krakowa transportu tytoniu — zawiodło. Brak ten nie jest coprawda jeszcze... klęską, ale niejednem u może zrobić... przykrość!
Słusznie mówi przysłowie: „Niema tego złego, coby na gorsze nie wyszło!" Więc i tu to samo: „Palacze" nie  tylko „cierpią" wskutek braku tytoniu, ale znoszą wielkie przykrości od żon, któ­re skarżą się, że mężowie ochłodli, zmienili się, zobojętnieli...
Cóż są jednak winni mężowie starszej generacyi (młodsi są przecież na wojnie!), którzy małżeński ogień miłości podtrzymywali, paląc... cy­garo lub papierosa?... "
IKC 

O jak Oburzające
"Piszą nam z miasta: W dniu 13 b. m. liczni przechodnie byli świadkami oburzającego zajścia na placu Słowiańskim między straganami rzeźników. Mianowicie jeden z oprawców krakowskich, łapiąc psa, zarzucił sznur między ludzi tam stojących i zaczepił nim 1-roczne dziecko, trzymane przez pewną panią na ręce. Nie wiele brakowało, a biedne dziecko byłoby się udusiło. Można sobie wyobrazić przestrach matki w tej chwili. Policyanci nr 56 i nr 318 pospieszyli biednej matce z pomocą. Fakt powyższy należy podać do publicznej wiadomości, ażeby zapobiec na przyszłość podobnym oburzającym, niekulturalnym zajściom. Oprawcy uszli bezkarnie."
Nowa Reforma

P jak pożar 
"Dzisiejszej nocy około godz. 12 zostali mieszkańcy Podgórza zaalarmowani wielką łuną, któ­ra nagłe wśród ciemności rozbłysła nad wscho­dnią częścią miasta. Wkrótce okazało się, że płonie fabryka mydła i świec Ubersfehda przy ulicy Józefińskiej 41, której tyły opierają się o ulicę Słowackiego (dawniej Salinarną).
Na miejsce pożaru poczęli się zbiegać liczni okoliczni mieszkańcy, podczas gdy niebawem zagrały trąbki podgórskiej i krakowskiej fortecznej straży ogniowej, która zaalarmowana przez strażnika z wieży Maryackiej spieszyła na miej­sce pożaru w sile czterech plutonów pod wodzą swoich naczelników, starszego brandmistrza Łosiowskiego i porucznika Nowotnego. 
A czas był najwyższy, bo pożar objąwszy skła­dy parafiny i tłuszczów niszczył w oka mgnieniu budowle składowe i buchnął olbrzymim słu­pem ku górze. Niebezpieczeństwo było tem większe, że naokół znajdują się stare nawpół drewniane domy mieszkalne, w których ludność poczęła na gwałt wynosić swoją chudobę. Ogień dochodził do najwyższego napięcia, blask jego wprost oślepiał, huczały strumienie płonącej i rozlewającej się naokół ognistej parafiny, gdy strażacy otoczyli ze wszystkich stron buchające czerwonemi fontannami płomienie i puścili na nie strumienie wody.
Energiczna akcya ratunkowa trwała do godz. 1 po północy. Szkoda wyrządzona przez pożar, wynosi  około 50.000 koron. Spaliły się zapasy pa­rafiny, z której fabryka wyrabiała świece przeznaczone dla transportu do Prus."
IKC

S jak Sposób na drożyznę
"U Bizanza — piękne damy
wyczerpawszy zasób cały
nowych plotek i żurnali —
o drożyźnie rozmawiały ...
Co za ceny na produkty!
Co za ceny wielkie bogi!
Trzeba chyba jeść karmelki?
Teraz nawet cukier drogi!

Więc oszczędzać? Tak, oszczędzać!
Dam wam panie dobrą radę :
Zaprzestańmy pić herbatę,
Niech podadzą czekoladę."
IKC
 
Z jak Zmuszeni
"Położenie ubogich ludzi, żyjących z tygodniowego zarobku, może zrozumieć tylko ten, kto chociaż raz był zmuszony czekać na zimnie, deszczu lub wichrze przed sklepem mleczami, lub piekarni, kto był  zmuszony gonić za mąką, cukrem i t. p. Istotnie na współczucie zasługują kobiety, które, mając w domu nieraz kilkoro drobiazgu, a nawet niemowlę przy piersi, biegają gorączkowo od sklepu do sklepu i błagają kupca o sprzedanie choćby kilku kostek cukru, lub też czekając na otwarcie zamkniętego sklepu, liczą z niepokojem uderzenia maryackiego dzwonu zegarowego, gdyż w południe muszą nieść gorący obiad mężowi, zajętemu przy pracy, a przestrzeń tam i z powrotem wynosi czasem 2-3 kilometrów.
Czekające kobiety żalą się przeważnie na ciężkie czasy, a z zazdrością patrząc na tych, którzy, mając w domu worki mąki, dokupywali jeszcze drobniejszemi ilościami, co mając głowy cukru na każdą osobę w domu, posyłali sługi od sklepu do sklepu po dalsze zakupy. Jedni towar zmagazynowali. drugim nie zostało nic.
Wczoraj był formalny „run“ na sklepy korzenne. Tłumy kobiet oblegały te sklepy w pogoni za cukrem, niestety tylko nieliczne jednostki mogły nabyć minimalne ilości tego artykułu. Sklepy wkrótce pozamykano. Brakło także w mieście masła."
Nowa Reforma

Alfabet prasowy 4-11 marca 1916 r.

Jak się Wam podoba  marcowa pogoda w tym roku? Oczywiście pamiętacie wczorajszą, a zatem cytując za "IKC":  "...Ważnym jest ze względu na wiarę ludu, przy­wiązaną do 40 Męczenników, dzień 10 marca, który jest tym świętym Kościoła poświęcony.  Bacznie obserwuje lud pogodę w dniu owym i powiada: Czterdziestu Męczenników jakich,
Będzie czterdzieści dni takich."

Uzbrajamy się więc w koce, książki, herbaty, kawy, czekolady, biblioteki cyfrowe, nie wyłazimy z domu i  piszemy posty przez kolejne czterdzieści dni ;).

PISOWNIA ORYGINALNA 
Na podstawie "IKC"  z 1916 r. z MBC i "Nowej Reformy" z JBC.


B jak Brak
"Brak tłuszczów w Krakowie. Już od tygodnia mniej więcej w żadnej z masarń krakowskich nie
można otrzymać smalcu, słoniny, ani nawet t. zw. bilu, to jest słoniny niepreparowanej. Przed kilku dniami niektóre masarnie sprzedawały jeszcze publiczności te tłuszcze w niewielkich ilościach teraz i to ustało. Tłuszczów wieprzowych żadnych nigdzie niema, a masarze przygotowują publiczność na jeszcze gorsze czasy, strasząc ją zupełnym brakiem w niedługim już czasie nie tylko tłuszczów, ale i mięsa. Czy się te ponure przepowiednie pp. masarzy sprawdzą - nie wiadomo, w każdym razie obecnie tłuszczów na prawdę nie ma dla publiczności. Bo co do masarzy, to "vox populi" twierdzi, że oni je posiadają i że tylko ich obawa, aby się większe ilości tłuszczów u publiczności nie zepsuły, powstrzymuje ich od sprzedawania. Bite przez masarzy stale świnie muszą  przecież mieć na sobie jakiś tłuszcz."
Nowa Reforma

D jak Dębniki
"Budowa kościoła w Dębnikach. W sobotę odbyła się w biurze prezydenta miasta dra Leo konferencya członków prezydyum miasta z ks. biskupem Sapiehą i prałatem ks. Krupińskim w sprawie przyspieszenia budowy kościoła parafialnego w Dębnikach.
Jak wiadomo, w maju r. 1914 Rada miejska uchwaliła odstąpić bezpłatnie potrzebny pod budowę kościoła grunt i przyczynić się do kosztów budowy kwotą 100.000 K. Obecnie idzie o przyspieszenie tej budowy, względnie gdyby to się nie dało teraz przeprowadzić, o wprowadzenie pewnego rodzaju prowizoryum koniecznego dla codziennych potrzeb duszpasterskich przyszłych parafian tamtejszej dzielnicy. Na sobotniej konferencyi sprawę tę wyczerpująco omówiono, tak, że rzecz sama postąpiła znacznie naprzód i jest wszelka nadzieja, że jeszcze w bieżącym roku budowa się rozpocznie.
Nowa Reforma

 J jak Jama Michalikowa
"Wieczór w „Jamie Michalikowej". Jutro t.j we wtorek o godzinie 9 wieczorem odbędzie się w "Jamie Michalikowej" wieczór deklamacyjno-wokalny. W produkcyi  biorą udział panie: Zofia Czaplińska, Adolfina Zimaier, Halina Zimaier-Rapacka, oraz kilku innych artystów. P. Czaplińska wypowie monolog „Uwiedziona", oraz niektóre utwory z Berangerą; p. A. Zimaier odśpiewa między innemi „List Maryanny do Jasia" w kostyumie, a pani H. Rapacka odśpiewa szereg nowych piosenek. Część dochodu przeznaczoną została na Czerwony Krzyż i na dary świąteczne dla legionistów."
Nowa Reforma

Z prawej Zofia Czaplińska i Adolfina Zimajer
K jak Kradzież.
"Do lokalu polskiego Związku niewiast katolickich przy placu Szczepańskim pod 1. 5, włamali się wczoraj przed południem niewyśledzeni dotąd złodzieje i splądrowali szafy i biurka w poszukiwaniu za gotówką, której nie znaleźli, bo jej tam nie było."
Nowa Reforma

M jak Moda wiosenna - obrazek wyżej
"Najnowsze modele mód wiosennych dla pań wykazują że wzięciem wielkiem cieszą się żakiety wcięte a nie mniej także a la directoire. Z ko­lorów, oprócz ciemnego brązowego także nie­bieski i zielony. Przy wielu toaletach znaleźć można hafty, zwłaszcza srebrne. Natomiast do tej chwili jeszcze nie ustalono ostatecznie formy rę­kawów. Bufy znajdują się raz na ramiączkach, kiedy indziej w środku rękawa lub u dołu, a nie­kiedy, dla odmiany brak ich wcale.
Kostyum pierwszy, utrzymany w tonie piaskowym, żakiet posiada odstające kieszonki, z przodu zaś efektowną białą kamizelkę pikową, obłożoną jedwabnym taftem.
Wolny żakiet model 2 — w kolorze drapp, formy kloszowej, zaopatrzony z przodu i z tylu paskiem, posiada nadto efektowny kołnierz, da­jący się zapinać wysoko podszyję, lub wykładać swobodnie na ramiona.
Trzeci wreszcie model, kostyum fałdzisty w kolorze ciemno-zielonym pannier podtrzymują male bukieciki kwiatów z boków, na przodzie zaś ma formę fartuszka. Staniczek z zielonego muszlinu zdobią srebrzyste hafty lub koronki. Wysoko sięgający pasek z wstążki jedwabnej kryje się częściowo pod staniczkiem, na piersiach zaś krzyżują się dwie wstążki."
IKC

M jak Morderstwo, a może samobójstwo?
Wczoraj o godz. 7 -ej wieczorem znaleziono w  Dębnikach na polach bagnistych między ul. Pol­ną a Ogrodową, niedaleko dzielnicy Zakrzówka, zwłoki elegancko ubranej kobiety, w wieku 30 do 35 lat, z poderżniętem gardłem. Przechodnie zawiadomili natychmiast c. k. Dyrekcyę policyi oraz lekarza miejskiego o strasz­nym wypadku. Przybyła na miejsca tajemniczej zbrodni komisja policyjna lekarska skonstatowała, iż ofiara okrutnego morderstwa czy też samobójczyni zmarła skutkiem upływu krwi. Identyczności owej kobiety nie można było stwierdzić, gdyż prócz torebki i portmonetki nie znaleziono ża­dnych dokumentów, z których możnaby dowie­dzieć się o jej nazwisku.
Prawdopodobnie — jak członkowie komisyi przypuszczają — dama owa w przystępie szału  poderżnęła sobie brzytwą gardło i pod wpły­wem strasznego bólu wybiegła na pola dębnickie i tam wkrótce życie zakończyła.
Organa policyjne wszczęły energiczne śledztwo w kierunku identyczności tajemniczo zmarłej
kobiety."
IKC

N jak Nowy kierownik
"Nowy kierownik robót na Wawelu. Lwowska "Gazeta Wieczorna" donosi, jak twierdzi, ze źródła miarodajnego, że w tych dniach ma ustąpić architekt Sowiński, kierownik restauracyi Wawelu, ze swego stanowiska. Powodem ustąpienia jest zły stan zdrowia. Kierownictwa robót ma objąć Adolf Szyszko Bohusz, profesor politechniki lwowskiej."
Nowa Reforma

N jak Nowy spis wojskowy.
"Jak już wczoraj donie­śliśmy, na murach miasta ukazały się afisze, wzywające, aby do spisu wojskowego zgłosili się w przeciągu 48 godzin wszyscy mężczyźni, urodze­ni w latach 1865 do 1898, dotąd z jakichkolwiek powodów nie służący w wojsku.  Przed obwieszczeniami gromadzą się tłumy
ludzi, czytając je z zaciekawienie. Do spisu należy przynieść kartę pospolitego ruszenia oraz dokumenty, stwierdzające identycz­ność osoby. Fotografia jest konieczną."
IKC

O jak odwołany
"Odwołany koncert. Zapowiedziany na wczoraj w sali Sokoła koncert kwartetu Fitznera z Wie­dnia został odwołany; od artystów tego kwartetu nadszedł telegram, iż nie znaleźli wolnych miejsc w pociągu, i z tego powodu me mogli przyje­chać do Krakowa w naznaczonym terminie."
Nowa Reforma

P jak Powolny tramwaj
"Dochodzą nas coraz częściej skargi na powolną komunikacyę tramwajową w naszem mieście. Tramwaj, który się spóźni kilka minut, musi czeka. na stacyi węzłowej — „wieczność", zanim go oswobodzi towarzysz, dążący z przeciwnej strony. Na niektórych liniach, jak naprzyklad na linii Podgórze—Rynek czas jazdy tramwajem jest bardzo często dłuższy od czasu, jaki potrzebny jest do przebycia tego dystansu piechotą. Ponieważ ceny biletów tramwajowych zostały podwyższone, pożądane byłoby, aby dyrekcya tramwajów krakowskich tem bardziej poczyniła pewne stanowcze kroki ku wysłodzie publiczności".
IKC

Ś jak Ślub
"Ślub Ludwika Solskiego. Znakomity artysta sceniczny, b. dyrektor teatru krakowskiego i b. kierownik warszawskiego teatru "Rozmaitości" — Ludwik Solski, wszedł w nowe związki małżeń­skie z p. Anetą z Mrowińskich Źychlińską, oby­watelką ziemską, ślub odbył się w Kaliszu."
IKC

W jak Wierszyk
"Wszystko sztuczne.
Ludzka wiedza i nauka
Stwarza dzisiaj istne cuda,
A naturę — fabrykatem
Wszędzie się zastąpić uda,

Sztuczne masło, mleko, jaja
(Świeżo rzecz wynaleziona)
Mało tego! Sztuczne oczy,
Sztuczne nogi i ramiona.

Sztuczne hasła i frazesy,
W które spryciarz głupich  mota —
Jedna tylko naturalna
Pozostała rzecz: głupota!"
IKC

Z jak Zabezpieczenie Ołtarza Maryackiego w Krakowie.
Znany literat, p. Ludwik Stasiak, pisząc o zni­szczonych zabytkach sztuki na łamach a "Dzienni­ka Polskiego" zaznacza między innemi:
„Ołtarz Maryacki, rzeźba drewniana, rzeźba próchniejąca, nie jest po dziś dzień odlaną. Gdyby, broń dobry Boże, świeca płonąca przed ołtarzem się przewróciła... pióro wypada z ręki na tę straszliwą myśl.
 Jedna z największych zdobyczy, może największa zdobycz nasze­go narodu, jedno z najpiękniejszych dzieł, jakie ludzkość posiada, byłoby stracone. O ile wiemy, obywatelscy konserwatorowie nigdy nie postawili wniosku o utrwalenie w spiżu, nawet w gipsie maryackiego ołtarza, nie wnieśli podania o zabezpieczenie dla narodu i dla ludz­kości tego dzieła przez jego powtórzenie, duplikowanie. Zawisły konserwator tego wniosku nigdy nie wniesie. Bo jemu nie wolno postawić wniosku o wydatek miliona koron. A więc próchno się sypie..."
IKC