wtorek, 5 sierpień 2008

Dmuchawce latawce .... na Błoniach


"Historia owego jednego z najstarszych przyrządów latających cięższych od powietrza sięga około 200 lat przed naszą erą, a jego ojczyzną są Chiny. Najdawniejsze wzmianki dotyczą drewnianego latawca-gołębia, skonstruowanego przez Chińczyka Mo Ti. Z Chin latawiec zawędrował za pośrednictwem kupców i marynarzy do Korei, Japonii, na Archipelag Malajski, przez Birmę i Indie do krajów arabskich i Afryki Północnej, aż w końcu w XIV wieku trafił do Europy, a pod koniec XIX stulecia dotarł także do Ameryki i Australii. W Polsce latawce niewątpliwie musiały być znane od czasu najazdu Tatarów, kiedy to w bitwie pod Legnicą w 1241r. stosowane były latawce o smoczych kształtach; pewne informacje przekazane zostały przez rysowników i malarzy - były to latawce w formie dziecięcych zabawek, a te namalowane dane pochodzą z przełomu XVIII i XIX wieku."

Źródło: Wikipedia

Kształt latawca utrzymywał się przez długie lata niemal nie zmieniony.


Był to deltoid, czasem zaokrąglony łukiem w górze z długim ogonem kolorowych papierków.

Zmieniało się tylko jego oblicze. Mimo zamierzchłego chińskiego pochodzenia, rzadko malowany był w smoki, częściej miał oblicze słońca z uśmiechniętą gębą od ucha do ucha. Wnosząca się gwałtownie przed wybuchem pierwszej wojny temperatura uczuć patriotycznych odcisnęła swe piętno również na latawcach, które malowało się wówczas w orły na czerwonym tle, lub nawet wykrawało się jego kontur w kształt orła, a nazwa latawca ustępowała nazwie "orła".
Sekret dobrego lotu latawca leżał w uchwyceniu właściwej proporcji między długością ogona, a punktem zaczepienia sznurka, czyli tak zwanej wagi.
Gdy latawiec wzbijał się wysoko i szybował spokojnie, rozpoczynało się wysyłania poczty. Były to rozcięte krążki z cienkiego kolorowego papieru, nawleczone na sznurek, które wiatr przesuwał ku górze. Trzeba też było niemałej siły i mocnego sznura, aby utrzymać latawiec w garści.
Toteż młodociani konstruktorzy przerzucili się wkrótce na budowę latawców, stawiających mniejszy opór, które dawały się prowadzić na znacznie cieńszej szewskiej nitce. Były to latawce szkrzynkowe z czterema skrzydełkami na krawędziach, nazywane "kaptiwami", od francuskiej nazwy balonów na uwięzi - "captif".
W niedzielne wietrzne przedpołudnia na Błoniach roiło się od latawcowych pilotów.

A było gdzie biegać ......

Błonia ... c.d.n.

niedziela, 3 sierpień 2008

Powodzie w dawnym Krakowie, projekt regulacji Wisły

W czasie częstych powodzi w Krakowie, a nawet przy niewielkim wzniesieniu się poziomu wody, Kraków pływał, a Błonie stawały się wielkim basenem.
Sytuacja ta powtarzała się co kilka lat.

(Na zdjęciu - Ul. Zwierzyniecka podczas powodzi w 1903 r.)


Pomimo nieznacznego obniżenia koryta Wisły w poł. XIX w., każdego niemal bardziej deszczowego lata woda występowała z brzegów, wlewając się w mokradła na Żabim Kruku (Groble) i piętrząc wody Rudawy. Błonia ujęte dwoma ramionami Rudawy i przycięte nieregularną strugą Niecieczy, która zasilała staw zwierzyniecki (stąd też nazwa placu Na Stawach) były szczególnie narażone na zalew.



G woli wiadomości: Błonia tworzą wyraźne zaklęśnięcia terenu, ich średni poziom wg. Eliasza Radzikowskiego wynosił z końcem XIX w. 202 m n.p.m., podczas gdy już poziom Półwsia Zwierzynieckiego był o 5 m, Dębnik o 6, a Kleparza i Rakowic aż o 15 m. wyższy.

(Na zdjęciu ul. Wolska (teraźniejsza ul Piłsudskiego) podczas powodzi w 1903 r. )


Nic więc dziwnego, że w okresie powodzi, całe Błonia zamieniały się w ogromne jezioro, które w listopadzie 1899 roku wlewało się jeszcze w ul. Wolską (teraz ul. Piłsudskiego), a w lipcu 1903 r. można było płynąć łódką niemal do Plant pod Uniwersytetem Jagiellońskim. Po obu stronach ulicy położono na metrowych kobylicach chodniki z desek, na które wychodziło się wprost z okien parterowych mieszkań. U wylotu ul. Wolskiej woda sięgała wysokości dorosłego człowieka. Powódź ta przyniosła miastu straty w wysokości 20 mln koron, co przy budżecie rocznym Krakowa, wynoszącym w tych latach niespełna 3 mln koron, było kwotą ogromną.

Ta klęska powodzi, którą można jedynie porównać z zalewem Krakowa w 1774 r., przyczyniła się niewątpliwie do przyspieszenia realizacji projektów regulacyjnych, które grzęzły dotąd w biurokratycznym podziale kompetencji i wiedeńskiej centralizacji. regulacja i obwałowanie Wisły leżały w gestii władz krajowych i państwowych, przerzucenie biegu Rudawy w obecne koryto należało do kompetencji Wydziału Krajowego, podczas gdy regulacja starej Rudawy zwanej " Piekiełkiem" lub "Ciepłą wodą" należała do kompetencji miasta.

Sprawę regulacji Wisły komplikował dodatkowo plan budowy kanału spławnego Wisła-Odra-Dunaj, który ze sfery ze sfery projektu wykiełkował powoli i utknął ostatecznie na kilku rozkopanych odcinkach między Zatorem a ujściem Wilgi w Ludwinowie, na których w czasach I wony światowej pracowali rosyjscy jeńcy wojenni.

( na zdjęciu Park Jordana podczas powodzi w 1925 r.)

Najraźniej postąpiła sprawa uporządkowania koryta "Ciepłej wody". Założenie w roku 1908 deptaku wraz z nadsypaniem równoległej drogi jezdnej i wykonaniem licznych przepustów, odprowadzających wodę z Błoń do Rudawy, w znacznym stopniu przyczyniło się do ich osuszenia.


W roku 1910 przystąpiono do zasklepienia jej koryta do ulicy Żabiej (obecnie Al. Mickiewicza) poza budynkiem Sokoła, wzdłuż ul Retoryka, aż po ujście jej do Wisły.
W dniu 4 lipca 1910 r. nastąpiło uroczyste "przelanie" Rudawy do obecnego koryta. "Ciepła woda" ciekła jeszcze jako bagnisty strumyk nadal wzdłuż deptaku, pełniąc rolę kolektora, zbierając miejskie ścieki również z dzielnic przez które przepływała królewska Młynówka, to znaczy z Krowodrzy, ul. Łobzowską, Garbarską, między Rajską i Krupniczą, Garncarską, u której wylotu na Wenecji, już zasklepiona wpadała do Rudawy.

Takim o to sposobem uporządkowano Błonia.

Na podstawie: Stanisława Broniewskiego "Igraszki z czasem, czyli minione lata na cenzurowanym".


"Dziennik Salwatorski" o powodziach w Krakowie - "Powodzie w dolinie górnej Wisły"
- część pierwsza - okres do końca średniowiecza
- część druga - okres nowożytny do końca XVIII w.
- część trzecia - wiek XIX

O bulwarach i wałach wiślanych - "Gazeta Wyborcza"

OKI o powodziach w Małopolsce

(Na zdjęciu ul. Smoleńsk - podczas powodzi w 1925 r.)




















Na zdjęciu Plac na Groblach podczas powodzi w 1925 r.


















Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony OKI - oki.krakow.rzgw.gov.pl

październik 2008 lipiec 2008 Strona główna

Blogger Template by Blogcrowds