sobota, 27 czerwca 2009

Ciekawy wodociąg

W 1858 r. na fali przeobrażania miasta Krakowa, pojawił się ciekawy pomysł instalacji wodociągowej. A mianowicie inżynier Nietrebski postanowił ulokować zbiornik wody na .... wieży Ratuszowej.

Tym sposobem chciał zaradzić dwom bolączkom miasta. Po pierwsze - wodotryski z tego zbiornika miały spłukiwać kanały i ulice, których nie polewano, a zatem były pełne kurzu i śmieci, po drugie - zapewniał, że wieże gumowe przytwierdzone do podziemnej rury będą mogły gasić pożar aż do trzeciego piętra.

A jako, że widma pożarów w dalszym ciągu straszyli krakusów ( wielki pożar w Krakowie był w 1850r. - o tym w następnym poście), to pomysł ten przyjęto z entuzjazmem, lecz na szczęście nie urzeczywistniono (z pewnością, wymówka była uniwersalna - z braku finansów).

Wg. Maria Estreicherówna "Życie towarzyskie Krakowa w latach 1848-1863

(Na zdjęciach z audiovis.nac.gov.pl - awaria sieci wodociągowej w Krakowie w styczniu 1933 r.)

A ja dzięki przewodnikpokrakowie czytam "Wypadek na ulicy Starowiślnej" i smakuje powoli.... ( nie chce jej przeczytać migiem w godzinę, szkoda :) ). Stąd i wodociągi i pożary ....

Po za tym mam nowy nabytek - kiedyś to musieli z dwie-trzy dojne krowy sprzedać, żeby to kupić (teraz takie też są) - a mianowicie mam maszynę do szycia. Póki co nic mi nie wychodzi, ale postów o dawnym szyciu i modzie będzie zapewne przez to więcej :)

niedziela, 21 czerwca 2009

Świetny przybytku, gdzie przed laty wielowładne jaśniały królów majestaty...


"W roku 1367 r. Kazimierz Wielki nie chcąc się dalszemi przejażdżkami do Nicpołomskiego zamku od prac publicznych odrywać, kazał sobie zbudować w Łobzowie letnie z drzewa mieszkanie, i tam z upodobaniem przepędzał chwile od pracy i od królewskich trosków wolne.

Niektórzy twierdzą, iż w tem wiejskiem ustroniu, wytwarzał zbawienne pomysły do urządzenia państwa, a inni złośliwi, odsłania
jąc odwrotną stronę znakomitych wielkiego króla przymiotów, pomawiają go o naganne w Łobzowie miłostki z Rokiczanką a później z piękną żydówką Esterą, której mogiłę (jeżeli nią jest rzeczywiście) w środku ogrodu podanie dziś jeszcze wskazuje."Kraków przed czterdziestą laty" Wielogłowski Walery, Kraków, 1871.

Żydówka Estera Małach - wg. legendy w wielkiej rozpaczy spowodowanej
niestałością uczuć ukochanego popełniła samobójstwo, rzucając się z okna zamkowej wieży w Łobzowie. Pochowano ją na terenie parku w pobliżu zameczku. Z woli króla usypano na jej grobie kopiec. Kopiec ten, nazwany kopcem Esterki, miał wysokość około 8 m, a średnica prze ziemi wynosiła ok. 29 m.

Zamek Łobzowski - pod koniec XIV w. stanowiła trzy kondygnacyjna, ozdobna wieża mieszkalna, na rzucie kwadratu, opasana czworobocznym murem obronnym, otoczona fosą z przepływającą wodą doprowadzoną z Młynówki Królewskiej. Posiadłość Kazimierza Wielkiego była wielokrotnie rozbudowywana przez znakomitych architektów Santiego Gucciego i Giovanniego Trevano.

Otaczające ogrody, pośrodku których był Kopiec Esterki, początkowo utrzymane były w stylu gotyckim, później renesansowym, wreszcie barokowym, a sama królewska pałacowo-ogrodowa rezydencja była pierwszą tego rodzaju w ówczesnej Polsce. Z siedzibą w Łobzowie związana jest także romantyczna opowieść o królowej Jadwidze:
"W tym-tu mieyscu, lub w pobliskich cha­tach ukrywał się w r. i586 Wilhelm xiąże Austryacki, narzeczony Jadwigi krolowey polskiey, w czasie uroczystości wiazdu Wła­dysława Jagiełły do Krakowa, chrztu, koronacyi i zaślubienia królewskiego: a nawet w pewnym razie gdy go śpiegowie szukali, siedząc w kominie na zasadzoney tam belce, pilność ich omylił."
"Kraków przed czterdziestą laty" Wielogłowski Walery, Kraków, 1871.

W łobzowskim pała­cu urodził się syn królewski - Władysław IV. W wieku XVI i XVII z Łobzowa wyruszały paradne orszaki królewskie, by odbywać uroczyste wjazdy do miasta, związane z koronacjami, zaślubinami, pogrzebami lub sukcesami militarnymi.

Tu witano Bonę Sforza, Annę Austriacką i wiele innych znakomitych osobistości. Niestety, podczas potopu szwedzkie­go pałac został obrabowany i spalo­ny. Odbudował go król Jan III So­bieski. To tu właśnie był postawiony namiot Wiel­kiego Wezyra, gdzie Sobieski przed wyprawą na Wiedeń skoncentrował ponad 22 tysiące wojska.

To właśnie ten pałac posłu­żył mu za wzór dla rezydencji w Wilanowie.

Opis ogrodu z tamtego czasu podaje, że pełen był on nie tylko pięk­nych, drzew i krze­wów, ziół, a w altanach można było odpocząć przy fontannach i ko­lumnach. Za Sa­sów ogród wraz z pałacem był mocno zniszczony.
Pierwsze prace konserwator­skie zaczęła Akademia Krakowska, której pałac przekazał ostatni król Polski - Stanisław Au­gust Poniatowski. Otoczenie prze­kształcono w ogród botaniczny. Nieste­ty, po zaborach pałac popadł w ruinę.

Za czasów Rzecz­pospolitej Krakowskiej wyremon­towano skrzydło południowe kosz­tem rozbiórki pozostałych. U
porząd­kowano ogród, a jego część przekształcono w park. Stał się on mod­nym miejscem spacerów i wycie­czek. W odnowionym pałacu, nowy właściciel - Towarzystwo Strzelec­kie organizował nie tylko spotka­nia, ale i uczty królewskie.

I teraz przechodzimy do najsmutniejszej części

Po upadku Rzeczypospolitej Krakowskiej Austriacy zrobili tu najpierw magazyny, a potem w 1850 r. zbudowali Szkolę Kadetów ( wykorzystując pozostałości murów zrujnowanego pałacu).

Zachowali jednak park, który był także w międzywojniu.
W tym samym czasie mieścił się tutaj także najpierw Korpus Kadetów, a później Szkoła Podchorążych Piechoty. Podczas okupacji niemieckiej były prowadzone prace przy bu­dowie nowej drogi przed pałacem, lecz nie doprowadziło do takiej dewasta­cji jaka miała miejsce później. Tutaj koniecznie muszę przytoczyć słowa ze spacerownika "Gazety Wyborczej":

"W latach 50. ubiegłego wieku Ludowe Wojsko Polskie przystąpiło do budowy stadionu WKS Wawel. (świadectwo pochodzi z opowieści Ś.P. prof. Janusza Bogdanowskiego).

Oczywiście w tamtych czasach wszystko co wojskowe, nawet budowa stadionu, okryte było tajemnicą wojskową o stalinowskim rygorze.

Niemniej jednak wojewódzkiemu konserwatorowi zabytków (p. Dutkiewicz) udało się zmylić czujność strażników i wszedł na teren budowy jako osoba urzędowa:

- Panie pułkowniku? A co się stało z kopcem Esterki?

- Ten pagórek? Spychacze wyrównały. Ale jak pan chce, to ja panu taki kopiec zaraz usypię albo i dwa. Tylko niech Pan pokaże gdzie..."

Takim to sposobem zdewa­stowano bowiem nie tylko tajemniczy kopiec Esterki, ale także przepiękny ogród, zasy­pano XIV-wieczną Młynówkę Kró­lewską, doprowadzając zarazem do ginięcia grabowego starodrzewu.

Teraz na części parku znajduje na stacja benzynowa.....

To przykre, ale ja tylko dziś dowiedziałam się o tej smutnej historii i to za sprawą
ciut ckliwego wierszu jakiegoś podrzędnego poety....

A przecież przez 4 lata mieszkania w akademiku "Piast" przechodziłam tam codziennie!!!

Smutne.....

Na koniec Kopiec Esterki rysunek F. P. Usenera z 1805 r.



Projekt rekompozycji ogrodu w niezbyt zadowalającej jakości (1990 r. - chyba nic z tego ....)

I taki to przygnębiający widok (mapa z końca XVIII w. i google maps)

sobota, 20 czerwca 2009

Krakowski tramwaj

Dzieje krakowskiego tramwaju (oczywiście początkowo konnego), rozpoczynają się w 1881 r. Pierwsza linia biegła z dworca kolejowego przez Bramę Floriańską, Rynek, Grodzką, Krakowską do mostu Podgórskiego.

Pięć lat później uruchomiono linię numer dwa, która łączyła Park Krakowski z Rynkiem.

Wraz z uruchomieniem pierwszej elektrowni miejskiej pojawiły się i pierwsze tramwaje elektryczne.

"Pojawienie się pierwszego tramwaju elektrycznego jest w Krakowie wydarzeniem na miarę sensacji, a wśród gapiów, tworzących niemal szpalery wzdłuż trasy, słyszy się komentarze, że nowy tramwaj jest zawieszony na drucie. "Stanisław Broniewski

(Tego samego dnia 16.3.1901 odbyła się też w nowym teatrze premiera "Wesela" Wyspiańskiego - ciekawe czy miała tylu samo widzów.....)

Przedsiębiorstwo kolei elektrycznych, by powiększyć swoją sieć, musiało toczyć ostre walki z właścicielami kamienic. Nie chcieli oni się zgodzić na zakotwiczenie drutów, gdyż wg nich powodowało to hałas, wstrząsy budynku, a przede wszystkim taki drut będzie ściągał pioruny. Nie pozostawało nic innego jak stawianie słupów obok tych kamienic. Słupy te stały się szybko ulubionym miejscem piesków i pijaków (solidne oparcie :)).

Wraz z pojawieniem się tramwaju elektrycznego pojawił się też problem zagrożenia zburzenia Bramy Floriańskiej, gdyż teraz tramwaj z pudłem elektrycznym ledwo się mieścił pod łukiem. Dzięki Bogu tak się nie stało, gdyż miłośnicy zabytków wymyślili na to najprostsze z możliwych rozwiązanie: po prostu obniżono poziom ulicy o kilkadziesiąt cm.


Po roku powstały jeszcze trzy linie: trójka - z ul. Dietla przez Starowiślną do Rynku Głownego (a później do dworca towarowego), czwórka - Rynek, Szewska, Podwale, Wolska do parku Jordana, piątka - z ul. Długiej przez Rynek Główny do Zwierzynieckiej. Wszystkie więc linie przebiegały przez Rynek, a naprzeciw wylotu Siennej ustawiono poczekalnię z kasą biletową.

W czasie I wojny światowej konduktorami zaczęły być kobiety, które w drodze na Salwator (tam biegła pierwsza linia normalnotorowa (poprzednie były wąskotorowe) - Salwator -Rynek Podgórski, a także kolejna linia Salwator -Kamienna (dworzec towarowy)) przed mostem na Rudawie wyskakiwały z dojeżdżającego tramwaju, aby łyknąć herbaty (lub czegoś mocniejszego na rozgrzewkę) w restauracji "Pod elektryczną dziewczyną" :) Cóż za cudowna nazwa dla takiego lokalu!!!


Jazda tramwajem była tania, jedyne 12 halerzy za przejazd "jednej sekcyi" w pierwszej klasie, jako że wnętrze pojazdu dzieliło się na dwie klasy. Klasa druga miała zwyczajne ławki aż na ośmiu pasażerów, a pierwsza sześć siedzeń obite czerwonym pluszem.

Cóż, później krakowskie tramwaje czekał inny, okropny podział ...


Gdy tramwaj docierał do pętli "pan motorowy zakręcał kolbę hamulca, brał linkę drążka zakończonego w górze rolką biegnącą po przewodzie, drugą ręką zdejmował tarczę z czerwoną szybką tylnej latarni i przenosił je na drugą stronę pojazdu. Przed ruszeniem w drogę powrotną należało jeszcze przestawić "furtki", ażurowe kratownice zamykające wejścia na pomosty z prawej strony, jako że obowiązywał ruch lewostronny ". Stanisław Broniewski "Igraszki..."


A teraz parę obrazków dla tych , którzy ciągle narzekają na tłok ... w dawnym Krakowie było gorzej :)


I częste były takie to wypadki ...

Zdjęcia jak zawsze pochodzą z audiovis.nac.gov.pl


piątek, 19 czerwca 2009

W pamięci i na zdjęciach


Ciągle szukam czegoś na temat Rożnowskiego i jego willi.

(obok na pierwszym planie statek pasażerski "Światowid")

Najbardziej interesował mnie powód przejęcia budowli przez Skarb Państwa. Co się stało, że tak zamożna rodzina po zaledwie 30 latach zamieszkania, straciła ten przepiękny "zameczek".

Fakty:

- Edward Rożnowski w 1918 r. wraz z Bronisławem Różyckim i dr. Padechowiczem tworzą spółkę" Towarzystwo Akcyjne -Mydło", później buduje fabrykę mydła w Trzebini. To stamtąd wywodzi się po dziś dzień chwalone za łagodne ph, hit PRLu - mydło "Biały jeleń".

("Nazwa "Biały Jeleń" nawiązuje do legendy o Św. Hubercie, któremu w czasie polowania ukazał się biały jeleń z krzyżem między rogami. Głowa takiego jelenia wytłoczona była na jednym z boków kostki mydła. W okresie powojennym krzyż z poroża został usunięty." - Wiki).

Tamże produkowano mydło "Lux", proszek "Radion" i podobne ówczesne gospodarcze nowinki.

Teraźniejszy "Biały jeleń" jest wytwarzany przez Pollenę-Ostrzeszów i uwielbiają go manualnie uzdolnione, jako że służy dobrą bazą do robienia różnego rodzaju smakowitych mydełek. (Więcej informacji na ten temat na forum Craftladies).

Ale powróćmy do Pana Edwarda. Okazuje się za tym, że (wg strony krakowskich strażaków), w 1922 r. wybucha w Krakowie groźny pożar, który niszczy między innymi fabrykę mydła Rożnowskiego.

Domysły: Czyżby to wtedy Rożnowski popadł w bankructwo i musiał się wyrzec willi na rzecz Skarbu Państwa??? Może ktoś posiada jakiekolwiek informacje na ten temat?

A teraz nie pozostaje nic innego jak podziwianie cyplu i rezydencji na zdjęciach znalezionych na audiovis.nac.gov.pl.


Widok z Wawelu



Powódź w 1925 r.



Przecudne magiczne zdjęcie, nieprawdaż?

środa, 17 czerwca 2009

Kąpiel w dawnym Krakowie


W lecie korzystano z kąpieli wiślanej, jako, że wówczas korytem Wisły płynęła jeszcze prawdziwa, czysta woda i Wisła zasługiwała naprawdę na miano "modrej".

Oczywiście kąpiele wiślane były najczęściej rozdzielno-płciowe. Dla mężczyzn zlokalizowane za rogatką zwierzyniecką, tzn powyżej mostu Dębnickiego i na Dębnikach naprzeciw Wawelu, koło nie istniejącej już willi Rożnowskich.

Dla pań natomiast już w roku 1875 założono kąpielisko na Groblach, poniżej ujścia Rudawy. Nie było oczywiście mowy o damskiej kąpieli na otwartej przestrzeni.



"Na przycumowanych na brzegu galarach stały z desek sklecone szaleciki-garderoby, z których schodziło się przez burtę wprost do koszykowego kojca, rozmiaru nieco większej szafy, w którym dama obuta w łykowe pantofle, odziana w długą do kostek kąpielową koszulę, mogła, wydając serię achochowatych okrzyków zanurzyć się w pozycji półkucznej.

Koszula tworzyła na wodzie piękny kolorowy balon spod którego wydobywały się z bulgotem bańki powietrza. Stroju dopełniał ceratowy czepek, pod którym musiała się schować cała nader bujna fryzura."
Taki strój obowiązywał jeszcze w początku XX wieku, a pierwsze kostiumy trykotowe, które dotarły do nas z Ostendy, Riviery francuskiej lansowały oczywiście kobiety ryzykujące swym dobrym imieniem.



- "Willa Rożnowskich - krótko po powstaniu mostu w roku 1891 Ida i Edward Rożnowscy zbudowali na cyplu dębnickim rozległą willę. Przedstawia ją w całej okazałości widokówka wydana przez Wydawnictwo Salonu Malarzy Polskich w Krakowie w roku 1914.

Tę imponujących rozmiarów budowę wzniesiono na nieregularnym planie: trzykondygnacyjna, wschodnia część połączona była dwupiętrową przełączką, ze zwróconą w kierunku północno zachodnim wieżą, zwieńczoną dachem w kształcie czworobocznego ostrosłupa. Całość utrzymana w modnej manierze neogotyckiej, otrzymała elewację z czerwonej, surowej cegły.


O wysokości budynku niech świadczy to, iż dach wieży górował wyraźnie nad murem okalającym wawelskie wzgórze. W gruncie rzeczy gabaryty willi były dość brutalną ingerencją w krajobraz najbliższego otoczenia Wawelu, ale na terenie Dębnik obowiązywała ciągle ustawa budowlana z roku...1786 i wszystko było możliwe.

Trudno dziś dociec, co zadecydowało o lokalizacji tak dużego i kosztownego budynku na niepewnym, zalewowym terenie. Być może to kaprys zamożnego człowieka (Edward Rożnowski wywodził się ze znanej krakowskiej rodziny fabrykantów mydła), chęć posiadania okazałej rezydencji, dębnickiej przeciwwagi dla Wawelu? Około 1920 willa przeszła na własność skarbu państwa i mieściła odtąd Dyrekcję Dróg Wodnych. Kilkakrotnie zmieniał się adres, początkowo Dębniki 15, później ul. Rybacka 14, a w latach 30. ul. Rybacka 2.

Niestety, stojący nad samą Wisłą budynek niszczony był ustawicznie przez ciągłe i długotrwałe wylewy rzeki (m.in. w 1903 i 1925 roku). Po ostatniej wielkiej powodzi w 1934 r. podjęto decyzję o rozbiórce willi. Równocześnie, aby uniknąć niebezpiecznych dla żeglugi zawirowań rzeki i podmywania brzegu wawelskiego, postanowiono skrócić cypel o około 40m. Willę rozebrano ostatecznie w roku 1938. Na jej miejscu powstała plaża „Wawel”, która zniknęła pod wodą po nieszczęsnym spiętrzeniu wód Wisły (podniesienie lustra wody o ok. 3 m w 1965 roku)."

Artykuł Krzysztofa Jakubowskiego z "Dziennika Polskiego" 17.2.2002.


Willa Rożnowskich z lotu ptaka podczas powodzi w 1925 r.


wtorek, 16 czerwca 2009

Varia

Smutny porzucony przeze mnie blog usycha z braku nowych postów....

Cóż miałam prawdziwy zawrót głowy a zainteresowania na pewien czas powędrowały w stronę Wenecji i Toskanii, w której spędziliśmy cudowny tydzień wydłużony w zawojach mózgo-czaso-przestrzennych do granic miesiąca. I jeszcze trzyma mnie Florencja, Medyceusze, renesans, zapach rododendronów przemieszany z drzewami oliwnymi, kawą i lodami :)

Zdjęcia na picasie.

Wędrując tak sobie po tych pra-starych miejscach, połykając sztukę na każdym calu i gubiąc się w historiach i legendach, Kraków stawał się zbyt prowincjonalny, zbyt swojski, ... i gdzieś tam jednak nudny.... (ups..)
Wystarczyło wrócić i znów zachwyt!!! Ileż tu zieleni, cienia, ochłody! Przepięknych kamiennic, cudownie zaniedbanych godeł, witraży, wspomnień, historyjek i ... spokoju. Mój Ci on jest :) Może nie ze względu na czas zamieszkania, lecz ilość szufladek na jego temat, które już są w mojej wyobraźni. Dobre uczucie :)

lipiec 2009 luty 2009 Strona główna

Blogger Template by Blogcrowds